|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Chciał wysadzić blok
Niewiele brakowało, a blok na Bugaju wyleciałby w powietrze. Czterdzieści
rodzin straciłoby dach nad głową, a może i życie. Jeden z lokatorów,
chory psychicznie mężczyzna, odkręcił gaz w kuchence i zabarykadował się
w mieszkaniu. Zagroził, że wysadzi cały dom.
W środę po godz. 18.00 przed czteroklatkowy blok przy ul. Brackiej podjechała
straż pożarna, policja, pogotowie ratunkowe, gazowe i energetyczne. Gazownicy
sprawdzili stężenie gazu na klatce schodowej.
- Było ono tak wysokie, że natychmiast zamknięto dopływ gazu do budynku.
W każdej chwili mogł nastąpić wybuch - mówi Dariusz Karpecki z
pabianickiej komendy policji. - Odcięto również prąd do mieszkania.
Z trzech klatek schodowych ewakuowano wszystkich lokatorów.
Wystraszeni ludzie zgromadzili się przed blokiem. Jedna iskra i dorobek
całego życia poszedłby na marne.
- Kiedy córka sąsiada wróciła do domu, poczuła gaz. Tata był w kuchni -
opowiada jedna z lokatorek. - Ode mnie zadzwoniła po babcię i pogotowie
gazowe. Kiedy chciała wejść do mieszkania ponownie, ojciec już jej nie
wpuścił. Nie otworzył drzwi także żonie.
Desperat mieszka na drugim piętrze. Strażacy podjechali samochodem z drabiną
pod balkon. Gdy przez okno weszli do środka, mężczyzna uciekł do kuchni.
Wszedł na parapet i chciał wyskoczyć z okna. Prosto w tłum. Po negocjacjach
z policją, w których udział wzięła również babcia, czterdziestoletni Ryszard
G. zszedł z parapetu. Pogotowie zabrało go na oddział psychiatryczny.
- To spokojny człowiek. Niedawno wyszedł ze szpitala - opowiada jeden z
sąsiadów. - Jest bardzo zdolny. Wszystko potrafi naprawić. To prawdziwy
"złota rączka". Niedawno zrobił mi szafkę.
Nie tak dawno Ryszard G. straszył ludzi nożem. Z obłędem w oczach snuł
się po klatkach schodowych i wciskał sąsiadom ulotki reklamowe leżące na
wycieraczkach.
M.
Cessanis
|