|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
STRAJK LOKATORÓW
Na
posesji przy Waryńskiego 6 straszy podwórko z wielkim ściekowym bajorem,
na które mieszkańcy mówią "Morskie Oko". Wokół komórek i pod sznurkami
do wieszania prania przemykają pokaźnych rozmiarów szczury. Śmierdzi. Na
powykrzywianym trzepaku próbują bawić się dzieci.
Jeszcze gorzej prezentuje się sama kamienica. Korytarze są tak czarne,
jakby dopiero przeszedł tędy pożar. Wszędzie zacieki po ostatnim deszczu.
Dach jak sito, woda wpada do mieszkań.
- Dosyć tego! Postanowiliśmy zastrajkować i nie płacić czynszu. Może
wtedy ktoś przyjdzie i wyremontuje nasze slamsy - powtarzają wzburzeni.
We wtorek zebrali się przy "Morskim Oku" i wylali swe żale.
Papież
w zaciekach
W wiekowym domu mieszka ponad czterdzieści osób, które za warunki życia
jak za króla Ćwieczka płacą miesięcznie od trzydziestu do ponad stu złotych.
Jadwiga
Marczak urodziła się tu i wychowała. Od siedemdziesięciu lat obserwuje,
jak dom zamienia się w ruinę.
-
Dachy nie były smarowane ze dwadzieścia lat. Siedem lat temu mieli nam
wyremontować pralnię, a kocioł do dziś nie nadaje się do użytku - opowiada
pani Jadzia.
Żeby zrobić pranie, z piętra znosi do pralni wiadra z gorącą wodą. Już
raz się poparzyła. Po wąskich wykrzywionych schodach nosi też na strych
pranie. O pralni pisać by można dużo...
Najgorzej
jest u Teresy Jędryki, która mieszka na poddaszu. Po ostatnim lipcowym
deszczu woda zalała mieszkanie, zniszczyła sufit wyłożony kasetonami. Zacieki
pokryły wiszący na ścianie plakat z papieżem i martwą naturę ułożoną z
puzzli.
-
Ściany pękają, odpada farba. Jak ja mam tu remont zrobić? Żeby wnieść meble,
musimy wyjmować poręcze. Proszę zobaczyć, jak wyglądają schody, jakie są
strome - mówi pani Teresa.
W ROM-ie interweniowali kilkakrotnie. Prosili, żeby dać im chociaż farbę
do umalowania klatki schodowej. Młodsi lokatorzy sami by malowali. Farby
nie dostali i nadal ich dom wyglądem przypomina melinę.
Dekarz miał przyjść w ubiegły piątek i obejrzeć przeciekający dach. Nie
przyszedł, chociaż ludzie mieli to obiecane.
-
Nie stać mnie na ubezpieczenie mieszkania - kontynuuje Teresa Jędryka.
- Co mogłam, to sama zrobiłam. Kiedy się tutaj wprowadzałam, drzwi do
mieszkania miałam z dykty. Wymieniłam na drewniane...
Szczurze
Eldorado
Pan Zdzisiek z pierwszego piętra tydzień temu odbiglował mieszkanie konkubiny,
która mieszka "przez ścianę". Zacieki po ulewie i grzyb pojawiły się już
na nowo. To właśnie na pierwszym piętrze korytarz jest czarny i nie ma
oświetlenia.
- W ROM-ie mówią, że żarówki stanęły w drodze - stwierdza pan Zdzisiek.
Jeden z mężczyzn wspomina, że gdzieś ze trzydzieści lat temu, gdy telewizory
były na lampy, deszcz też zalał mieszkania. Wówczas ludzie pojechali do
dyrektora ZGKiM-u i pomoc przyszła natychmiast.
Lokatorzy prowadzą do komórek. Po drodze pokazują rozwaloną studnię. Wejście
do pomieszczeń na pięterku jest ryzykowne. Schody z dziurami wielkości
cegieł, spróchniała poręcz.
Jadwiga
Hajnc mieszkanie przy Waryńskiego dostała w czerwcu. Przydzielono jej
komórkę wyjątkową, bo z dziurą w podłodze.
- I jak ja tu węgiel na zimę przywiozę? Wszystko spadnie do sąsiada.
Szczury mają tutaj eldorado. Ludzie śmieją się, że gdy idą wywiesić pranie
na podwórzu, gryzonie przyglądają się robocie. Co jakiś czas skupiają się
wokół "Morskiego Oka" i harcują.
Watą i
taśmą
Kazimiera
Jakubczak też jest oburzona brakiem chęci pomocy ze strony ROM-u. Jej
mąż przy Waryńskiego dostał przydział ładnych kilka lat temu, sama wprowadziła
się przed dziewięciu laty.
- Już wtedy składaliśmy pisemne prośby o wymianę okien. Do dzisiaj bez
odzewu. Przed każdą zimą biorę dwie paczki waty, taśmę klejącą i upycham
szpary. Remontu komina też się nie doczekałam...
Z tymi kominami to wszyscy mają jakieś problemy. Niektóre są "obgryzione"
do połowy. Kilka razy cegły spadły do mieszkań.
- Szlaki też nam nie dowieźli, chociaż obiecali - wtrąca jeszcze
Jędryka.
W kamienicy nadal nie ma wodociągu, bo chociaż miasto podciągnęło w ubiegłym
roku rury, to ludzi nie stać na przyłącza do poszczególnych mieszkań.
ROM-y
próbują zamknąć ludziom usta frazesem typu "nie mamy pieniędzy".
Jednak
odświeżenie korytarzy i poprawienie estetyki podwórka nie doprowadzi ZGKiM-u
do bankructwa. Dach też musi być naprawiony. Przy okazji można wypędzić
szczury i zlikwidować "Morskie Oko".
-
Może jak zrobimy ten nasz strajk z niepłaceniem czynszu, to ktoś się obudzi
i do nas zajrzy. Z czym my do tej Unii wejdziemy? - zastanawia się
Jadwiga Marczak.
M.
Cessanis
|