POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


   Od pobitego mężczyzny policjant nie przyjął zawiadomienia o zdarzeniu. "O tej porze porządni ludzie już dawno śpią" - dał do zrozumienia, że go zbudzono.

DYŻURNY NIE POMÓGŁ

   Do pubu z dyskoteką przy ulicy Zamkowej (niedaleko Starostwa Powiatowego) Darek wybrał się z kolegą. Była sobota, 29 czerwca. Ludzi sporo, jednak udało im się znaleźć wolny stolik.
   - Poszedłem do baru po piwo, a koledze powiedziałem, żeby pilnował krzesła. Kiedy wróciłem, już ktoś siedział na moim miejscu. Zwróciłem uwagę, że to miejsce jest zajęte. Mężczyzna się przesiadł, lecz razem ze innymi swoimi kumplami cały czas mnie obserwował.
   Darek wypił piwo. Kiedy podszedł do baru po następne, zauważył, że barman jednemu z pijanych gości sprzedał pół litra. Zmierzył go wzrokiem, bo w widocznym miejscu wisiała kartka informująca, że "nietrzeźwym alkoholu nie podajemy".
   - Butelkę przeniósł przez pół sali, polał znajomym, sam wypił z gwinta i rzucił szkłem o podłogę. Kiedy spojrzałem, jego koledzy doskoczyli do mnie i dwa razy dostałem pięścią w twarz. Krew mi z nosa poleciała, zamroczyło mnie. Po chwili poszedłem do ochroniarzy i powiedziałem, co się stało. Oni na to, że nic nie mogą zrobić. Właściciel też nie zareagował. Kiedy wróciłem z toalety, poklepywał się po plecach razem z tymi facetami.
   Za własne pieniądze - wejściówka kosztowała 7 złotych - Darek dostał po twarzy. Postanowił zadzwonić po policję, jednak numer nie odpowiadał. Było po północy, na komendę udał się osobiście. Dyżurnemu powiedział o pobiciu.
   - Porządni ludzie o tej godzinie siedzą w domu lub śpią - usłyszałem. - Policjant powiedział, że jak mnie pobito w knajpie, to mam to zgłosić do wydziału działalności gospodarczej w Urzędzie Miasta. Sam zgłoszenia nie przyjął.
   We wtorek Darek poszedł do ratusza. Urzędnicy zdziwili się, bo to pierwszy raz, kiedy policja poszkodowanego odesłała do nich. Darek poszedł też do lekarza i zrobił obdukcję.
   - W tym mieście już nigdzie nie jest bezpiecznie. Czy w knajpie musi ktoś zginąć, żeby policja zareagowała? Ochroniarze stoją przed wejściem i rozmawiają tylko o pupciach i cycuszkach przechodzących nastolatek. Spokoju na sali nikt nie pilnuje.
   Dariusz Karpecki, rzecznik pabianickiej policji: - Na komendzie nie ma żadnej informacji o tym człowieku ani też o pobiciu. Przypuszczam, że ten mężczyzna był pod wpływem alkoholu.
   Darek w rozmowie z "NŻP" powiedział, że nie był pijany, zdążył wypić tylko dwa piwa. Zapowiada, że na policję poskarży się u prezydenta. Zastanawia się też nad wizytą u komendanta. Nie może zrozumieć, dlaczego tak go potraktowano.

M. Cessanis