|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Turcja kontrastów
Kłopoty zaczęły się już w drodze na lotnisko. Bus, którym jechałem wraz
z innymi turystami, zepsuł się w Łodzi. Czas leciał, a w Warszawie mieliśmy
być na dwie godziny przed odlotem. Decyzja była szybka: bierzemy taksówki.
Zdążyliśmy na odprawę celną, później strefa bezcłowa i tanie zakupy.
"Pasażerów odlatujących do Antalyi informujemy, że lot z przyczyn technicznych
zostanie opóźniony o dwie godziny". Po tej informacji nogi miałem jak z
waty. Jeśli są jakieś kłopoty z samolotem, to może nie ryzykować? Dwie
godziny ciągnęły się jak pół dnia. Zaryzykowałem.
Turcja to bardzo specyficzny kraj. Z jednej strony są przepiękne hotele,
oferujące gościom niemal wszystko, z drugiej żebrzące dzieci, błąkające
się bezdomne zwierzęta i brudne ulice bez asfaltu. Proponuję wybrać
to biuro podróży, które oferuje podróż Polskimi Liniami Lotniczymi. Lot
tureckim samolotem to też prawdziwa egzotyka. Ze stewardesami nie sposób
się dogadać, a podawana jajecznica z proszku z pomidorami podgrzanymi w
mikrofalówce i czerstwą bułką są nie do przełknięcia. Nie zaszkodzi dla
odkażenia żołądka poprosić drinka z wyborowej.
Turcja jest brudna, warto więc zdecydować się na ofertę, w której oprócz
hotelu z minimum trzema gwiazdkami są zapewnione dwa posiłki - śniadania
i obiadokolacje. Jadanie na mieście może być ryzykowne.
Dwie i pół godziny w powietrzu wystarczą, by znaleźć się na wymarzonym
urlopie. W Side, antycznym mieście z pozostałościami historycznych budowli
i zabytkowym miejskim teatrem na 15 tysięcy widzów, spędziłem dwa tygodnie.
Przez większość czasu byczyłem się przy basenie i wysiadywałem w nadmorskich
tawernach. Widok z pokoju hotelowego rozciągał się na plac budowy. Drogi
bez asfaltu, wystające miejscami na pół metra studzienki, brak ulicznego
oświetlenia. Turcy jakoś radzili sobie z nocną jazdą.
Side to miasteczko tętniące życiem. Zaskakuje ilość kafejek, dyskotek i
sklepów, w których można kupić niezliczoną ilość skór, złotej biżuterii
i różnych tandetnych pamiątek. Turcy wiedzą, jak sprzedać towar, dobrze
mówią po polsku i trudno czegoś u nich nie kupić. A podrabiają wszystko
- począwszy od markowych perfum, które na targu kupiłem po bardzo niskiej
cenie (nawet miały zbliżony do oryginału zapach), a skończywszy na koszulkach
Adidasa i Versace.
W swojej ulubionej nadmorskiej knajpie spędzałem każdy wieczór. Z właścicielem
bardzo dobrze grało się w karty. Szybko nauczyłem go zasad remika i wkrótce
zacząłem przegrywać.
Z plaży raczej nie korzystałem, bo była brudna. Jedno, co mnie na nią ciągnęło,
to serwowane soki wyciskane z pomarańczy i cytryn. Szklaneczka napoju kosztowała
w przeliczeniu około dwóch złotych.
Organizatorzy wypadów do Turcji gościom hotelowym oferują wiele ciekawych
wycieczek. Za safari, dwudniowy wyjazd do Pamukkale lub trzy dni spędzone
w Kapadocji można zapłacić majątek. Dlatego zdecydowałem się na wykupienie
wycieczki w miejscowym biurze podróży, co wcale nie było ryzykowne. Okolicę
warto zwiedzić tanim busem (po turecku dolmuszem). Kierowca zawiózł mnie
tam, gdzie chciałem, w przeciwieństwie do taksówkarza, który nie dość,
że wysadził mnie w połowie drogi, bo dalej trwały jakieś roboty, to policzył
mi jak za cały kurs.
Wybrałem wypad do Pamukkale. To miasteczko, w którym są jedyne na świecie
tarasy wapienne na zboczu góry. Powstały na skutek odkładania się wapienia
z gorących źródeł, które tamtędy płyną. Kilka lat temu w tarasach można
było poleżeć w ciepłej wodzie, teraz można tylko się przejść. Obok są ruiny
starożytnego miasta Hierapolis i grobowce licyjskie. W tureckim biurze
za tę wycieczkę autokarową z noclegiem w pięciogwiazdkowym hotelu i posiłkami
zapłaciłem około 30 euro. To bardzo dobra cena.
Całodniowe jeep safari już jest mniej atrakcyjne. Pamiątką po terenowej
jeździe rozklekotanym pojazdem był piasek i kurz na twarzy i ubraniu. Krótki
odpoczynek miałem w jednej ze wsi. Zacofanie Turków zadziwia, aż trudno
uwierzyć, że u stóp hoteli tutejsza ludność żyje w lepiankach, śmieci wyrzuca
do rzeki i je placki przygotowane na brudnych kamieniach. Chciałem egzotyki
i ją dostałem.
Skusiłem się też na rejs statkiem po rzece Manavgat (około 15-20 euro).
Ten wypad także był przereklamowany, ale humor poprawiał taniec brzucha
tureckiej dziewicy.
Pomimo wielu niedociągnięć Turcja jest dobrym miejscem do odpoczynku. Za
niewielkie pieniądze mamy pewną pogodę, dobre hotele i miłą obsługę. Czego
trzeba więcej.
M.
Cessanis
|