POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


KUBA "ROZPRUWACZ"

   Ponad rok trwało śledztwo w sprawie bijatyki przed pubem "Remiza" na Bugaju, gdzie grupa osiłków na czele z zapaśnikiem PTC, Jakubem P., skatowała policjanta. Akta zmieściły się w siedmiu opasłych tomach, zeznawał wiceprezydent miasta i białoruski sportowiec. Na ławie oskarżonych zasiądzie sześciu mężczyzn. Wszyscy są oskarżeni o kradzieże samochodów i wymuszanie okupów.

Dzień Kobiet

   8 marca 2001 roku w pubie razem ze znajomymi balował wiceprezydent miasta, Wiesław M. Wśród jego znajomych była Ewa W., żona policjanta z Pabianic - pracownika komisariatu w Lutomiersku. Radosław W. skończył pracę koło północy. Żonie obiecał, że odbierze ją z restauracji. Podjechał, a gdy wysiadał z auta, zobaczył, że ktoś próbuje podpalić reklamę przytwierdzoną do muru "Remizy". Zareagował i rozwścieczył podpite towarzystwo. Mężczyźni podeszli do niego i zaczęła się szarpanina. Radosław W. powiedział, że jest policjantem i żeby dali mu spokój, bo w przeciwnym razie będzie musiał użyć broni. Wyjął pistolet, zaczął strzelać i uciekać. 
   Napastnicy dogonili go, zmasakrowali twarz i zabrali służbową broń. Jak się okazało, policjanta pobili 26-letni Jakub P. i 25-letni rolnik, Jacek G.
   Kiedy Ewa W. wyszła przed lokal, mąż był już w towarzystwie kolegów z sekcji kryminalnej. Miał problemy z mówieniem. O tym, że jacyś mężczyźni chcą oddać broń, dowiedziała się od Wiesława M., który w lokalu zaczepił kilka osób i poprosił o pomoc. Żona policjanta i wiceprezydent wsiedli do samochodu i pojechali na parking przy pływalni. Z dwoma obcymi rozmawiała Ewa W. Powiedzieli, że broń oddadzą, ale za 3 tysiące złotych.
   - Jeden z mężczyzn zapytał mnie, czy ja też mam broń - zeznał wiceprezydent. - Odpowiedziałem, że nie tylko mam pistolet, ale siedzę w samochodzie Fantomasa, wyposażonym w rakietę przeciwpancerną.
   Wiesław M. dodał też, że w "Remizie" nie pił tego dnia, gdyż brał antybiotyk przepisany przez stomatologa i wszystko dobrze pamięta. Jego znajomi wypili bardzo mało.
   Po zatrzymaniu Jakub P. twierdził, że policjantowi zabrał jedynie broń. Później przyznał się do pobicia, a do Ministerstwa Sprawiedliwości wysłał pismo, w którym zaznaczył, że jest dobrym pabianickim zapaśnikiem i nikomu krzywdy nie zrobił. Stwierdził, że dowody zostały sfabrykowane, za co "ręczę honorem prawego człowieka i sportowca". Jacek G. przyznał się do udziału w bijatyce.

Kręgi białoruskiej mafii

   Od dłuższego czasu mówiło się w mieście, że zapaśnik ma powiązania z gangami zajmującymi się kradzieżami aut i wymuszeniem okupów. Znajomości ma nawet w kręgach białoruskiej mafii. Jakub P. razem z Krzysztofem G. - 31-letnim właścicielm gospodarstwa, oraz Krzysztofem K. - 28-letnim hydraulikiem, upozorowali kradzież mercedesa vito i wyłudzili od PZU 44.300 złotych. Jak się okazało, samochód przekroczył granicę z Białorusią i trafił w ręce tamtejszej mafii. Oskarżeni twierdzili, że mercedesa skradziono im na terenie Centrum Handlowego "Ptak" w Rzgowie. Na Białorusi znaleźli się, by załatwić treningi w jednym z klubów w Mińsku.
   Przesłuchano nawet 27-letniego białoruskiego sportowca, Andrieja B. - mistrza w zapasach grecko-rzymskich, który stwierdził, że Jakuba P. i pozostałych nie zna. A o planowanych zagranicznych treningach słyszy pierwszy raz.
   - Nigdy nie łączyły mnie z nimi żadne sprawy związane z samochodami - powiedział policji Andriej B.
   Jakub P., Jacek G. oraz Tomasz F. - 22-letni bezrobotny, i Piotr Ś. - 23-letni uczeń liceum w Drużbicach, ukradli vw golfa i od właściciela wymusili 4 tysiące złotych okupu. Oskarżeni trafić mogą do więzienia na ponad 10 lat.
   Zapaśnik PTC obecnie przebywa w areszcie. Trafił tam ponownie w maju tego roku. Prokurator bada jego powiązania z innym gangiem wymuszającym haracze przez telefon. Sportowiec Jakub P. wraz z kolegami chcieli wydobyć od znanego łódzkiego biznesmena 200 tysięcy dolarów.

M. Cessanis