|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Kierowca peugeota nie zatrzymał się do policyjnej kontroli. Funkcjonariusze
z drogówki ruszyli w pościg za uciekinierem, który nagle wpadł w poślizg,
uderzył w wystający na poboczu pień i wbił się w drzewo. - Masakra -
komentują świadkowie...
OFIARA ULICY ŚMIERCI
Wypadek miał miejsce wczoraj nad ranem. Kilka minut po godzinie piątej
peugeot 306 jechał w stronę Łodzi. Funkcjonariusze z drogówki dali znak
do zatrzymania, kierowca jednak wcisnął pedał gazu. Na granicy Pabianic
z Łodzią 40-letni Sławomir C. nie utrzymał kierownicy i wypadł z trasy.
Pień, w który uderzył, wyrwał razem z korzeniami. Z auta nie zostało nic.
Było tak zgruchotane, że pabianiccy strażacy, którzy zabezpieczali miejsce
zdarzenia, mieli duży problem z wyciągnięciem ze środka zwłok. Mieszkaniec
Łasku zginął na miejscu.
Silnik i skrzynia biegów znalazły się kilka metrów dalej, szczątki leżały
nawet po drugiej stronie jezdni. Nieoficjalnie mówi się, że uciekający
samochód mógł złapać gumę. Koła też odpadły. Droga do Łodzi przez kilkadziesiąt
minut była zamknięta dla ruchu.
Kilka lat temu ulica Rypułtowicka zdobyła niechlubną sławę i przydomek
ulicy śmierci. Wypadki zdarzały się tu często i zazwyczaj ginęli ludzie.
Pabianicami wstrząsnęła tragedia sprzed pięciu lat. 10-letnia Ania razem
z koleżanką Karoliną wtargnęły na jezdnię wprost pod nadjeżdżającego poloneza.
Ania z bardzo poważnymi obrażeniami, w stanie krytycznym znalazła się w
szpitalu. Po kilku dniach zmarła. Również kilka lat temu na ulicy śmierci
auto zabiło mężczyznę. W tym samym czasie w ratuszu trwała dyskusja urzędników
i policjantów na temat poprawy bezpieczeństwa w mieście.
Ulica jest wąska, nie ma poboczy, a ruch duży. Po asfalcie poruszają
się piesi, rowerzyści i samochody. Jak byk stoją znaki ograniczenia prędkości
do 50 kilometrów na godzinę i znaki zakazu wyprzedzania. Nie wszyscy jednak
zwracają uwagę na ograniczenia.
- Od trzech lat na Rypułtowickiej nie odnotowywaliśmy poważniejszych
wypadków. Trzy razy w tygodniu na tej ulicy odbywają się policyjne kontrole.
Funkcjonariusze stoją tu z radarami - mówi sierż. sztab. Piotr Biegajło
z pabianickiej KPP. - Droga jest dobrze oznakowana. Kiedy kierowcy wyjeżdżają
już z Pabianic, przyspieszają, bo chcą nadrobić stracony czas, i wtedy
właśnie dochodzi do tragedii.
W połowie maja z wypadku samochodowego na ulicy Rypułtowickiej cudem wyszła
żywa Marzena Kulicka, żona strażaka z domu Wielkiego Brata, a także ich
syn Maksymilian. Jak pisaliśmy, Kulicką wyprzedził polonez, zawadził o
przód jej hondy, która kilka razy przekoziołkowała, odbiła się od drzewa
i runęła do rowu. 11-letni Maksymilian był na tyle przytomny, że wyprowadził
mamę z auta i zorganizował pomoc. Kulickich uratowały pasy i poduszki powietrzne.
M.
Cessanis
|