POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


CHIRURGIA DRZEW

   We wtorek na terenie blokowiska przy Broniewskiego pojawił się zielony żuk z dużym żółtym napisem "Chirurgia drzew". Śpiewały kosy, rudziki i gołębie, między rozłożystymi gałęziami harcowały wróble. Przygrzewało słońce. Wkrótce jednak skończyła się sielanka. Bajkowy krajobraz zamienił się w pobojowisko, a właściwie cmentarzysko.
- Początkowo się ucieszyłam, bo myślałam, że jak chirurdzy, to będą drzewa leczyć, żeby były jeszcze piękniejsze - nerwowym głosem opowiada mieszkanka wieżowca przy Skłodowskiej. 
   Złudzenia prysły, gdy ekipa robotników wyjęła piły, a wkrótce po tym na chodniku lądowały kloce drzewa. Zostały pnie. Balkony wypełniły się zdumionymi lokatorami. Jedni bezradnie patrzyli na rzeź, a dzieci, zwłaszcza te kilkuletnie, płakały. Inni pomstowali, nie przebierając w słowach. Nie mogli uwierzyć, że ktoś wydał decyzję na wyrżnięcie wieloletnich pięknych drzew.
   - Uwielbiałam siedzieć na balkonie i odpoczywać, patrząc na nie - mówi nauczycielka pobliskiej szkoły, która mieszka w wieżowcu. - Ci, co je wycinali, mówili, że były spróchniałe, a to nieprawda.

Żałoba

   Powodem wycinki były korzenie, które zniszczyły osiedlową drogę. Ludzie uważają, że zamiast wycinki, powinno się przyciąć korzenie lub podnieść nawierzchnię. Według nich ktoś na wycince zrobił prywatny interes, bo między blokami podobno ma powstać parking. Tej informacji nie udało się nam potwierdzić.
   - W moim domu jest rozpacz. Córka zaczęła krzyczeć, żona wypaliła z pół paczki papierosów, tak się zdenerwowała - informuje pan Andrzej z pierwszego piętra bloku przy Skłodowskiej, gdzie mieszka Leszek Maliński. Sąsiad pana Andrzeja jest zadowolony z wycinki, bo drzewa pyliły, a on ma uczulenie.
   Na osiedlu nastała żałoba. W środę na pniach paliły się znicze. W ten sposób ludzie urządzili drzewom pogrzeb. Zdaniem Marka Kubackiego, szefa firmy "Chirurgia drzew", mogło też dojść do pogrzebu ludzi.
   - Pracownicy, gdy byli już na wysokości, zostali obrzuceni jajkami. To było niebezpieczne, mieli włączone piły. Moja firma tylko wykonywała zlecenie...
   Ścięto trzy drzewa, w planie jest wycięcie pięciu. Dlaczego?
   - Pojawiły się wybrzuszenia na drodze, korzenie wysadziły płyty - usłyszeliśmy w Zarządzie Dróg i Zieleni Miejskiej. - A co by było, gdyby wiatr je przewrócił? Kogoś mogłoby przygnieść.
   Posypały się gromy na spółdzielnię mieszkaniową. Ludzie pomyśleli, że to administracja kazała zabić drzewa. Okazało się jednak, że to nie PSM domagała się wyrębu. Marek Kwiatkowski, rzecznik PSM, który nie przepada za wycinkami zdrowych drzew, na naszą prośbę szpera w dokumentach.
   - My zgłaszaliśmy jedynie potrzebę podcięcia konarów. To wszystko - informuje.
   Jak ustaliliśmy, plan wyrębu powstał kilkanaście miesięcy temu w wydziale eksploatacji miasta i rolnictwa. Urzędnicy twierdzą , że sprawa trafiła do wojewódzkiego konserwatora przyrody, który wydał zgodę na ścięcie drzew.
   - Wszystko jest zgodnie z przepisami - zapewnia wiceprezydent Wiesław Madejski. - Korzenie wybrzuszyły chodnik i ulice. Ludzie mogli się poprzewracać, kiepsko jeździło się tu samochodem. 
   Dlaczego wyrok wydano na pięć drzew, skoro płyty wybrzuszyły korzenie dwóch? No, może trzech. Tego Madejski nie tłumaczy. Na pytanie dotyczące wycinki w porze rozkwitu odpowiada:
   - Kiedy indziej Zarząd Dróg Zieleni nie miałby ludzi do przebrukowania drogi. Trzeba było wziąć to pod uwagę.
   Po czym dodaje zdziwiony: - Te małe ptaszki naprawdę pospadały? Myślałem, że już się nauczyły latać. 
   - Małe ptaki mają porę lęgu nawet kilka razy w roku - uświadamiamy Madejskiego.

Sąsiad od środowiska

   Drzewa wycięto w bezpośrednim sąsiedztwie bloku, w którym mieszka przewodniczący Rady Miasta. Ten człowiek szefował radzie nadzorczej Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska, do czasu wykrycia tu wielkich malwersacji. Sąsiadom Leszek Maliński dotąd kojarzy się ze środowiskiem, więc dzwonili do niego non stop. Bez skutku. Akurat wziął urlop.
   - Przecież to nie jest już młody chłopak. Jak szedł do sklepu na Wyspiańskiego po chlebek, piękny cień miał. A teraz mu słonko za bardzo przygrzeje - sąsiadka Malińskiego robi wrażenie zatroskanej.
   W tym roku zaplanowano ścięcie 75 drzew (informacje od szefa Zarządu Dróg i Zieleni). Przewodniczącemu Rady Miasta 8 marca br. stuknęło 75 lat. Drzewom nie dane było tyle pożyć w chwili śmierci obchodziły sześćdziesiąte urodziny.
   - To były stare drzewa. Należało je ściąć ze względu bezpieczeństwa. Wkrótce się weźmiemy za drzewa na Dąbrowskiego, a potem jeszcze za inne - powtarza Jerzy Wiśniewski, dyrektor Zarządu Dróg i Zieleni Miejskiej.

Przyroda przegrywa, głupota wygrywa 

   "Nowe Życie Pabianic" wielokrotnie piętnowało niszczenie zieleni. Wiosną 1997 roku zaalarmowaliśmy na pierwszej stronie, kiedy wandale rozpoczęli systematyczną kradzież drzew z parku Wolności ("Parkiet zamiast parku", NŻP 21.03.1997r.). Złodziejski proceder trwa do dziś. "Strzelnica" zrobiła się ażurowa, a przewodniczący Rady Miasta w wywiadzie udzielonym Radiu - Łódź 8 czerwca br. stwierdził: "Co pójdę, to park Wolności robi się coraz piękniejszy".
   Co prawda, o gustach nie dyskutuje się, gorzej jednak, gdy władze nie chcą widzieć, co się naprawdę dzieje w mieście, a za pieniądze podatników załatwiają sobie w mediach propagandę.
   Na "Strzelnicy" piły poszły w ruch dokładnie dwa lata po "Parkiecie", tym razem, jak podawano w magistracie, wycinka wiązała się z tzw. planem zagospodarowania parku, a jeszcze mądrzej z "korygowaniem drzewostanu". Pod "nóż" poszło ponad 100 dorodnych zdrowych dębów. O dziwo - zostawiono uschnięte ("Dęby w depresji", NŻP 13.04.1999r.). Drewno trafić miało do najbiedniejszych pabianiczan, tymczasem wykryliśmy, że cieszy się z nich członek Zarządu Miasta ("Drewno z odzysku", NŻP. 20.04.1999r.). W tym samym roku, też w kwietniu, pisaliśmy szeroko o bezkrawawej rzezi na osiedlu "Piaski". Podobne przykłady można mnożyć. Niedawno opinie pabianiczan poruszyła skandaliczna wycinka kilkunastu zdrowych drzew z ul. Traugutta. Ulicę ogołocono z okazji budowy hipermarketu. Zezwoliło na to miasto. Na wyremontowanych chodnikach inwestor nie przewidział miejsca na nowe nasadzenia.
   Czy przy ul. Broniewskiego w miejscu wyciętych drzew pojawią się nowe? Dokąd trafiło drewno z wycinki? Mamy odpowiedź na to drugie pytanie. Kloce zabrała firma, której zlecono wycinkę.
   - Nie mogę pogodzić się z tym, co się stało. Nie każdy ma działkę, nie każdy ma dom otoczony zielenią. Mieliśmy tak niewiele, a i to nam odebrano. Człowiek wśród zieleni lepiej się czuje, jest spokojniejszy. Tak się cieszyłam każdej wiosny, kiedy puszczały pąki i zagnieżdżały się ptaki. Tej krzywdy nigdy nie zapomnę decydentom - deklaruje kobieta, która ze swoją rozpaczą dotarła do redakcji "Nowego Życia Pabianic".

M. Cessanis
M. Hodak