POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Na targowiskach kwitnie handel przemycanym towarem...

Dymek ze Wschodu

   Do Pabianic przez granicę z Rosją przemytnicy przewieźli tysiące paczek papierosów. Transport miał się rozejść na miejskich targowiskach przy ul. Moniuszki i dworcu PKP. 
   Kilka dni przed zasadzką policjanci zrobili nalot na jeden z rynków i zatrzymali handlarza, który sprzedawał papierosy z rosyjskimi znakami akcyzowymi. W torbie, w samochodzie i w mieszkaniu, w którym przebywał, zabezpieczono ponad trzysta pięćdziesiąt opakowań wartych 1500 złotych.
   Na pierwszy rzut oka samochód przemytników nie wyróżniał się niczym. Gdyby został zatrzymany przez zwykłą kontrolę drogową, funkcjonariusze nie zauważyliby "cigaretów". Były ukryte w obiciu tylnej kanapy, pod fotelami i w drzwiach.
   Policjanci odkryli towar we wtorek po południu. W hyundayu sonacie siedziało trzech mężczyzn: 20-letni Damian Sz., 34-letni Henryk G. i 37-letni Tomasz R. Wcześniej byli już notowani. W przeszukanym aucie było około 3500 paczek papierosów ("EB", "Monte Carlo", "Yin Ling", "Joe Black", "Prima", "Magna", "North Star") wartych ponad 10 tysięcy złotych.
   Zatrzymani mężczyźni będą odpowiadać za przestępstwa skarbowe.

* * *

   W Pabianicach od lat handluje się przemycanym towarem. Od naszych wschodnich braci lub ich zaprzyjaźnionych miejscowych handlarzy kupić można spirytus, ikony, złotą biżuterię. Jest też sprzęt AGD, zegarki i lecznicze okulary. Policjanci mówią, że dopóki będą klienci, przemyt się nie skończy, a ci zawsze się znajdą.
   Przemytnicy nie mają umiaru. Na czas podróży papierosy ukrywają pod ubraniami, mocują do staników czy majtek. W rękawach trzymają flaszki z wódką, a w skarpetach potrafią przywieźć narkotyki. Później kramiki rozkładają na rynku. Żyją z handlu nielegalnym towarem. Po zatrzymaniu tłumaczą, że na utrzymaniu mają całe rodziny, a w kraju bieda aż piszczy.
   W latach osiemdziesiątych to Polacy jeździli na handel. Kryształowe wazony, kieliszki, suszarki, ubrania dżinsowe przywożone z Turcji szły jak woda na Węgrzech, w Związku Radzieckim, Bułgarii i Rumunii.

M. Cessanis