POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


   Pięciu mężczyzn współpracowało przy wyłudzeniu odszkodowań za rzekomo skradzione pojazdy. Samochody ginęły, ale dopiero po przejechaniu granicy z Ukrainą, przy czym ich właściciele doskonale o tym wiedzieli.

KRADZIEŻ POZOROWANA

   Dwa lata temu w maju Sławomir S., mieszkaniec Pabianic, złożył na policji zawiadomienie o kradzieży nissana primery, należącego do jego brata Krzysztofa. Powiedział, że auto zginęło z ulicy Grota Roweckiego. Krzysztof S. w trakcie przesłuchania potwierdził słowa brata. 
   Towarzystwo Ubezpieczeń i Reasekuracji "Warta" panu S. wypłaciło 36 tysięcy złotych odszkodowania. Policja jednak dalej prowadziła śledztwo, w trakcie którego wyszło na jaw, że kilka dni przed zgłoszeniem kradzieży nissan przekroczył granicę w Medyce. Za kierownicą siedział Jacek B. Mężczyzna ten wcześniej przejeżdżał przez granicę kilkoma innymi autami. Później wracał do kraju, właścicielom oddawał dowody rejestracyjne i kluczyki, i już mogli ubiegać się o odszkodowanie.
   Krzysztof S. przyznał się do upozorowanej kradzieży. Nissana chciał sprzedać legalnie, ale brat powiedział, że poznał ludzi, którzy sprawią, że samochód zniknie. Sławomir S. twierdzi, że kolegów poznał na jednej z dyskotek.
   Nissan primera trafił w ręce handlarzy w Dniepropietrowsku na Ukrainie. Jacek B. "wyprowadził" jeszcze forda scorpio, nissana questa, toyotę i daewoo nubirę (potwierdziły to dokumenty straży granicznej). W lutym ubiegłego roku granicę w Dorohusku przejechał fordem zarejestrowanym na Sylwestra S.
   Dwa miesiące później w jednym z łódzkich komisariatów stawił się Rafał S. i zgłosił zawiadomienie o skradzionym scorpio. Stwierdził, że chociaż auto należy do Sylwestra S., on jest jego użytkownikiem. Rafał S. zeznał później, że za taką wersję dostał około 600 złotych, ale nie wiedział, że to ma pomóc w wyłudzeniu odszkodowania.
   Jacek B. na rozprawę czeka w areszcie. Zarówno jemu, jak i czterem pozostałym oskarżonym grosi do ośmiu lat pozbawienia wolności.

M. Cessanis