|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
ROZPIERDUCHY POD
LUPĄ
Po ostatnich awanturach i bijatykach przed pubem "Maassiff" przy ulicy
Skłodowskiej, Zarząd Miasta zastanawia się nad odebraniem właścicielowi
lokalu koncesji na sprzedaż alkoholu.
W ubiegły wtorek opisaliśmy rozróbę, do jakiej doszło w weekend w pubie
w centrum miasta. Biło się ponad trzydziestu napakowanych facetów, rzucali
w siebie ławkami i stolikami. Burda przeniosła się na ulicę. Wielu "zawodników"
było pijanych i - jak przypuszczają policjanci - na dodatkowych wzmacniaczach.
Lokal zgodnie z zarządzeniem ratusza funkcjonuje na ograniczonych zasadach
i powinien być zamknięty o godzinie 23.00. Do bijatyki doszło po tejże
godzinie, gdy pub był jeszcze otwarty. Balangowiczów uspakajało kilkunastu
mundurowych nie tylko z policji, ale także Straży Miejskiej i Zakładu Ochrony
Mienia. Towarzystwo udało się rozgonić.
Mogli oberwać
Po publikacji w "Nowym Życiu Pabianic" z redakcją skontaktowali się
mieszkańcy okolicznych bloków i kamienic, którzy opowiedzieli o innych
zdarzeniach w lokalu. Sprawą ostatniej i wcześniejszej rozróby (w jej
wyniku do szpitala trafiło dwoje młodych ludzi) zajęli się urzędnicy. Jest
bardzo prawdopodobne, że ajent straci pozwolenie na sprzedaż alkoholu.
Zakład Ochrony Mienia pod koniec maja podpisał z pubem umowę na zabezpieczenie
terenu przed lokalem. W każdy piątek i sobotę od godziny 21.00 ochroniarze
pilnują porządku, a do bazy zjeżdżają po północy. W trakcie ostatniej awantury
musieli wezwać dodatkowe posiłki. Inaczej sami mogli porządnie oberwać.
Piotr Ledzion, szef ZOM-u, przyznaje, że po ostatnich ekscesach ma dosyć
pilnowania "Maassiffa". Według niego problem powstał dużo wcześniej,
gdy lokalem zarządzał kto inny i pozwalał, by goście się bili. Dlatego
obecny restaurator ma problem z zapanowaniem nad podpitym towarzystwem,
które, nie mieszcząc się w lokalu, baluje w ogródku i na ulicy.
- Skarg jest sporo. Z tego, co wiem, okoliczni mieszkańcy zawiązali
specjalny komitet - mówi P. Ledzion. - Przepisy mówią, że jeśli
w ciągu pół roku na terenie lokalu dojdzie do dwóch interwencji stróżów
prawa, wtedy może być cofnięta koncesja na alkohol. W przypadku "Maassiffa"
interwencję od interwencji dzielił tydzień.
Ludzie
chcą spać
Trudno gościom powiedzieć, że wybiła dwudziesta trzecia i czas do domu.
Są wtedy agresywni. Takie same problemy były w nieistniejącym już "Capitolu",
dyskotece w Karniszewicach i w "Yorkerze". Konflikt zawsze związany jest
z lokalizacją. Wiadomo, że puby i dyskoteki być muszą, ale hałas i głośna
muzyka najbardziej przeszkadzają pabianiczanom, którzy chcą spać.
- Właściciele "Maassiffa" wykazali dobrą wolę, wynajęli nas do pilnowania.
Wspominali, że ogródek obsadzą wysokimi drzewami, żeby tłumiły hałas -
opowiada Ledzion. - Trudno przewidzieć, jakie przyjdzie towarzystwo.
Pub regularnie kontrolują także miejscy strażnicy. Przyznają, że
w minionym tygodniu było już spokojnie, a lokal zamykany jest zgodnie z
zarządzeniem prezydenta.
- Winę za wszystko ponosi młodzież, która nie przychodzi do tego baru
posiedzieć i wypić z kolegami piwo, a jedynie zrobić jakąś rozpierduchę
- uważa Adam Wielechowicz, szef pabianickich "tygrysów".
Ajent w rozmowie z "NŻP" nie chciał komentować wydarzeń. Stwierdził, że
poczeka na decyzję z ratusza. Cofnięcie koncesji być może spowoduje, że
awantur nie będzie. Ale czy przyjdą goście?
M.
Cessanis
|