|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
WYLECIAŁ W POWIETRZE
Siła eksplozji była potężna. Betonowy garaż zadziałał jak bomba. Wybuch
rozsadził ściany, w pięciu budynkach mieszkalnych, w domu kultury i w sklepie
spożywczym wyleciały szyby. Lokatorzy domów oddalonych od epicentrum myśleli,
że to trzęsienie ziemi.
Wybuch nastąpił w nocy z piątku na sobotę. Jeszcze wieczorem lokator
posesji przy ulicy Traugutta 39 w garażu przelewał z butli do butli gaz.
Po godzinie drugiej zaczął ujadać jego pies, dlatego 34-letni Piotr Z.
wstał, ubrał się i poszedł do betonowego garażu sprawdzić, czy nikt się
nie włamał. Otworzył drzwi, zapalił światło i właśnie wtedy pomieszczenie
wyleciało w powietrze. Przeraźliwy huk i brzęk tłuczonego szkła obudziły
ludzi w kilku domach.
Stefania i Beata Balińskie mieszkają na piętrze kamienicy przy ulicy
Partyzanckiej - vis a vis posesji, na której eksplodował gaz. Opowiadają,
że kawałki betonowych ścian znalazły u siebie w mieszkaniu.
- Mama spała przy oknie, cud, że się jej nic nie stało - mówi pani
Beata. - Właśnie czekamy na szklarza, szyby poleciały w trzech oknach,
wyrwało także śruby....
Stefania Balińska: Cały dom stanął na równe nogi, ludzie krzyczeli.
Myślałam najpierw, że to jakiś słup przewrócił się przez tę wichurę. Domy
zatrzęsły się na Kwiatowej i Różanej. Kot uciekł pod wersalkę.
Beton porysował dwa stojące w pobliżu polonezy. W Młodzieżowym Domu Kultury
do wprawienia było ponad dwadzieścia szyb. Okna naprawić musieli właściciele
sklepu spożywczego
- Kiedy straż po mnie zadzwoniła, to nogi mi się ugięły. Sądziłam, że
to u mnie był wybuch. Powiedzieli, żebym była jak najszybciej, nawet bez
makijażu - opowiada Grażyna Wójcik, dyrektor MDK-u, którą spotkaliśmy
na miejscu zdarzenia w sobotę rano.
Wybuch powstał od oparów, które ulotniły się z nieszczelnych pojemników
i wystarczyła iskra, żeby zadziałać jak zapalnik.
"Huk jak na wojnie" obudził 80-letnią panią Marię, która mieszka w oficynie
również po drugiej stronie Partyzanckiej.
- Na ulicę nie wyszłam, bo się bałam. Pomyślałam, że to jakiś wypadek.
Boże, jak dobrze że nie ma ofiar - zaczyna płakać. - Pani od spisu
dopiero co się mnie pytała, dlaczego nie mam gazu. Ja tam wolę palić w
piecu.
Sąsiadka Marii, pani Cecylia dodaje, że gdy był wybuch, nie było jej w
mieszkaniu. O trzeciej przywiózł ją zięć. Wtedy zobaczyła, co zostało z
garażu.
Piotr Z. nielegalnie handlował butlami gazowymi. W garażu trzymał około
czterdziestu pojemników, które rozwoził nieoznakowanym lublinem. Gdyby
wszystkie butle wyleciały w powietrze, budynki, w których tym razem wypadły
szyby, mogłyby runąć.
- Straty w samym miejscu zdarzenia oszacowano wstępnie na dziesięć tysięcy
złotych - mówi asp. sztab. Witold Małycha z PSP w Pabianicach.
- Dodatkowo trzeba doliczyć koszty wprawienia szyb w innych budynkach.
W akcji brało udział ośmiu strażaków.
Właściciel garażu z poparzeniami drugiego stopnia rąk, twarzy i karku
został przewieziony do szpitala. Po powrocie do zdrowia za swoją bezmyślność
i narażenie innych na śmierć będzie tłumaczył się przed policjantami.
M.
Cessanis
|