|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
WCZORAJ RANO W "PHILIPSIE" WYBUCHŁ GAZ...
ŻYWA POCHODNIA
Do wypadku doszło w podległym pod Philips Lighting zakładzie żarówek
samochodowych. Było po godzinie 9.00, gdy Jerzy G. wziął się za czyszczenie
gazowego palnika, który stanowi część maszyny służącej do spajania elementów
żarówek. Nagle wybuchł gaz, a mężczyzna zapalił się. Stojącemu obok drugiemu
z pracowników płomienie poparzyły twarz.
Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że Jerzy G. miał na sobie ochronną odzież
i okulary. Ubranie nie ochroniło go, bo do pabianickiego szpitala trafił
z poparzonymi rękoma, twarzą oraz lewym podudziem.
- Skóra odchodzi płatami - mówi jeden z lekarzy. - Poparzony
drugi pracownik pomoc otrzymał na miejscu zdarzenia.
W pomieszczeniu, gdzie doszło do wybuchu, w kombinezonach ochronnych trzeba
przebywać obowiązkowo. Temperatura jest dosyć wysoka. Pracownicy sprzeciwiali
się noszeniu okularów ochronnych. Gdyby Jerzy G. nie miał ich na sobie,
straciłby wzrok.
Po wypadku w "Żarówce" powołano specjalną komisję, która przeprowadzi dochodzenie.
- Obecnie nie mogę podać żadnych szczegółów, bo ich nie znam - zarzeka
się dyrektor Wojciech Majkowski z zakładu żarówek.
"Philips" o zdarzeniu nie poinformował ani prokuratury, ani policji. Według
przepisów bhp, tak zrobić powinien.
- Każdy wypadek musi być zgłoszony obowiązkowo - przypomina prokurator
Krzysztof Ankudowicz, który o wszystkim dowiedział się od dziennikarza
"NŻP". - Skontaktowałem się z policją, na miejsce wysłano już funkcjonariuszy.
* * *
Do podobnego poważnego wypadku doszło dwa lata temu w mleczarni. Pracownik
tego zakładu wylądował na OIOM-ie z poparzoną ponad połową ciała. Ten wypadek
również nie został zgłoszony na policję. Sebastian G. na hali produkcji
serów twarogowych przygotowywał roztwór sody kaustycznej. Żrący środek
używany do czyszczenia kadzi wybuchł nagle. Mężczyzna był bez kombinezonu
ochronnego, maski i rękawic. Soda poparzyła mu plecy, ręce, głowę, piersi
i bok ciała.
M.
Cessanis
|