POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


   Umieszczenie nieletniego w zakładzie poprawczym nie jest karą, lecz środkiem poprawczym, który ma przystosowywać do życia w społeczeństwie - tak uważa pabianicki sąd. W miniony czwartek uniewinnił sześciu pracowników poprawczaka w Ignacewie, których prokuratura oskarżyła o nielegalne przydzielanie podopiecznym urlopów. Sędzia Jacek Olszowiec decyzję motywował tym, iż pedagodzy w swojej pracy nie kierowali się złą wolą, lecz dobrem wychowanków.

NIEWINNI

   Antoni T., Stanisław S., Józef K., Jerzy W., Józef G. i Jerzy W., pełniąc w zakładzie poprawczym funkcje kierownicze, zamiast 60 dni w roku - jak przewiduje rozporządzenie ministra sprawiedliwości - skazanym wychowankom pozwalali hasać na wolności nawet o 120 dni dłużej. O przydługich nagrodach pabianicką prokuraturę powiadomili pracownicy sądu z Sieradzu, w którym trwał proces jednego z wychowanków. Ustalono, że proceder trwał od lipca 1997 roku.
   - Jednak oskarżeni nie działali na szkodę interesu publicznego - mówił podczas odczytywania uniewinniającego wyroku sędzia Jacek Olszowiec. - Sytuacje, w których udzielane były dłuższe urlopy, miały swoje uzasadnienie. Wychowankowie, którzy je otrzymywali, wyróżniali się zachowaniem, podejściem do obowiązków, byli wielokrotnie nagradzani za swoją postawę.

Rodzina czuwała

   Wnioski o wystawienie dodatkowego urlopu pisali lekarz i pielęgniarka. Tak było w przypadku chłopca, który złamał nadgarstek i wymagał dłuższej rehabilitacji poza placówką. Niektórzy małoletni przestępcy, będąc na przepisowych urlopach, żenili się i stawali ojcami. Później już częściej bywali na wolności, gdyż rodzina deklarowała, że będzie czuwać nad ich poprawnym prowadzeniem się.
   W trakcie procesu sąd sprawdził, czy wychowankowie, którzy otrzymywali więcej urlopu, nie popełniali w czasie ich trwania włamań lub rozbojów. W czterdziestu przypadkach, tylko czterech chłopców ponownie złamało prawo.

Będzie apelacja?

   Obrońca wychowawców, Sławomir Szymura, po zakończeniu procesu nie krył zadowolenia. Według niego nie mogło być mowy o innym wyroku.
   - Ci ludzie za swoją pracę zasługują na uznanie - powiedział w rozmowie z "NŻP". Warto zaznaczyć, że jeden z oskarżonych - Antoni T., w Ignacewie był kiedyś dyrektorem. Podał się do dymisji po tym, jak zataił ucieczkę pięciu wychowanków.
   Mniej optymizmu jest w prokuraturze. Niewykluczone, że wniesie ona apelację od wyroku.
   - Obecnie prokurator rejonowy postanowił zażądać uzasadnienia decyzji sądu na piśmie - poinformowała nas prokurator Ewa Wiśniewska.

* * *

   Zakład poprawczy w Ignacewie nigdy nie miał dobrej opinii. Notoryczne ucieczki wychowanków umieszczonych w placówce za włamania i rozboje wzbudzają coraz to większe emocje. Pojawił się nawet pomysł, by poprawczak zmienić z półotwartego na zamknięty, w którym o przepustkach, a tym bardziej o wydłużanych urlopach, nie mogłoby być mowy.

M. Cessanis