|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Świat zaklęty w komórce
W salonach z telefonami komórkowymi pojawia się coraz więcej klientów.
Pabianiczan kuszą przede wszystkim niskie ceny aparatów. Trudno dzisiaj
spotkać lekarza, prawnika czy urzędnika bez przenośnego telefonu. Mają
je bezrobotni, licealiści, a nawet uczniowie szkół podstawowych. Wielu
osób na takie telefony nadal jednak nie stać. Zniechęcają wysokości rachunków
i ceny za abonament.
Proste
aparaty
Dużym powodzeniem cieszą aparaty Nokia. Pabianiczanie chętnie kupują sprzedawany
od kilku lat model 3310. Jest prosty w obsłudze, przy tym ma bardzo dużo
funkcji, spełnia więc oczekiwania młodych i starszych. Co jednak decyduje
o wyborze telefonu?
- W przypadku młodzieży znaczenie mają wymienne obudowy, ilość dźwięków
oraz możliwość ściągania różnych znaków graficznych - mówi Piotr
Supeł z salonu GSM Center przy ul. Zamkowej. - Dla osób starszych
znaczenie ma długość czasu czuwania aparatu. Pytają także, czy dany model
ma budzik, zegarek i kalendarz.
Obok Nokii swoich zwolenników mają także Siemensy, które są tanie i napakowane
różnymi dodatkowymi funkcjami. Pabianiccy sprzedawcy obserwują wzrost sprzedaży
wiosną i latem. Ludzie kupują telefony przed wyjazdami. Sprzedaje się także
więcej akcesoriów - zestawów głośnomówiących, futerałów i anten samochodowych.
- Przybywa klientów, którzy przychodzą naprawić swoje telefony. Dużo
aparatów trafia do nas po zalaniu lub upadku. Koszty napraw są wysokie
- dodaje Piotr Supeł.
Jednym z najdroższych obecnie Siemensów jest model SL45. Kosztuje 1550
złotych i można na niego ściągać utwory muzyczne zapisane w plikach
MP3.
Ciągłe
promocje
Również pracownicy salonu Plus GSM z ulicy Zamkowej opowiadają, że po telefony
przychodzą pabianiczanie w różnym wieku.
- Starsze osoby chcą mieć telefon, aby być w stałym kontakcie ze swoimi
dziećmi. Powtarzają, że te w razie zagrożenia życia, w każdej chwili będą
mogły do nich zadzwonić. Proszą o aparaty proste w obsłudze, z dużym wyświetlaczem
- stwierdza Agata Słoczyńska z Plus GSM.
Wiele osób kupuje telefony ze względu na możliwość wysyłania krótkich wiadomości
tekstowych. SMS-y to prosta i tania funkcja porozumiewania się z innymi
posiadaczami komórek. Nie brakuje rodziców, którzy kupują dzieciom aparaty
na karty. W czerwcu i lipcu, a więc przed wyjazdami na obozy i kolonie,
takie sprzedają się bardzo dobrze. Ruch jest też przed Dniem Dziecka.
Popularne stają się Samsungi. Jeśli trafimy na dobrą promocję, aparaty
tej firmy kupi się już za złotówkę, a w zamian, jak w przypadku modelu
R210s, dostaniemy bezprzewodowy Internet, możliwość przesyłania wiadomości
obrazkowych, wibrujący alarm, a także kilka gier.
Operatorzy telefonii komórkowej ciągle wprowadzają nowe promocje, obniżają
abonamenty i oferują bezpłatne rozmowy w określonych godzinach. To właśnie
ma przyciągnąć abonentów. Rozmowy komórkowe są nadal bardzo drogie. Minuta
pogawędki w godzinach szczytu może kosztować nawet trzy złote.
Zakazy
Wraz ze wzrostem liczby użytkowników telefonów komórkowych, przybywa
miejsc, w których takich aparatów używać nie wolno. Muszą być wyłączone
w bankach, w szpitalach, kinach, teatrach i w kościołach. Telefony są też
niemile widziane w szkołach. Elżbieta Szpakowska, dyrektor II Liceum
Ogólnokształcącego, nie zabrania uczniom przynoszenia telefonów, jednak
na lekcjach muszą być obowiązkowe wyłączone. Formalnego zakazu nie ma też
w Gimnazjum nr 2. Dyrektor Grzegorz Hanke sam korzysta z komórki,
ale gdy wychodzi na lekcję, telefon zostawia w gabinecie. Uczniowie mogą
korzystać z telefonów na przerwach.
Za i przeciw
Pracy bez telefonów komórkowych nie wyobrażają sobie rzecznicy prasowi
ratusza i Starostwa Powiatowego. Aparaty mają włączone przez całą dobę.
Roman Woźny, rzecznik prasowy prezydenta: - Prywatnie telefon
komórkowy mam od dawna, a przychodząc do Urzędu Miasta, otrzymałem telefon
służbowy. Dostałem najgorszy egzemplarz, który służy mi jedynie do kontaktu
z dziennikarzami. Bardzo szybko wyczerpuje się bateria, przed wyjściem
na jakieś spotkanie muszę pamiętać o podładowaniu telefonu. Jest mi potrzebny
bezwzględnie...
Tomasz Jura, rzecznik starosty, przyznaje, że są dni, kiedy najchętniej
wyłączyłby telefon.
- Ale jest służbowy i nie mogę tego zrobić. Dzwoni do mnie bardzo dużo
osób. Nad szkodliwością używania komórki wolę się nie zastanawiać. Najbardziej
denerwuje się moja dziewczyna, Ewa, która nie lubi, gdy po godzinach pracy
telefon wciąż dzwoni.
Nasi czytelnicy potrafią jednak żyć bez przenośnego telefonu. Alicja
Ludwiniak, którą spotkaliśmy razem z córką Elą przy "esdehu", mówi,
że jej wystarcza telefon stacjonarny.
- Ale syn i synowa używają komórek. Dwóm córkom planuję kupić telefony
na karty przed wakacjami, może w ten sposób nauczą się oszczędzać. Jeśli
przetracą kieszonkowe, nie będą dzwoniły.
M.
Cessanis
|