|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Samochód
kilka razy przekoziołkował, uderzył w drzewo i wpadł do rowu. Jest doszczętnie
zniszczony. Gdyby nie refleks 11-letniego Maksymiliana Kulickiego, wypadek
mógłby skończyć się tragicznie.
- To cud, że przeżyli taką masakrę - mówi Jerzy Kulicki, najpopularniejszy
strażak w Polsce.
SYN URATOWAŁ JEJ ŻYCIE
W piątek Marzena Kulicka razem z synem zawiozła męża na pociąg do Krakowa.
Jerzy Kulicki jechał na spotkanie bigbrotherowców. Kiedy wracała Rypułtowicką
do Pabianic, jej hondę civic zaczął wyprzedzać polonez truck. Auto miało
bardzo mało miejsca i chociaż z przeciwnej strony nadjeżdżały inne pojazdy,
kierowca z manewru nie zrezygnował. Wepchnął się przed Kulicką, tyłem poloneza
uderzając w przód hondy. Wówczas samochód "złapał" pobocze.
Za głosem
dziecka
-
Mama cieszyła się, że wyjechaliśmy z Łodzi i droga do domu jest już prosta.
Jechaliśmy bardzo spokojnie. Jak nas wyprzedził ten pan, to usłyszałem
huk. Wpadliśmy na pobocze, później mamie udało się wyjechać na asfalt,
ale miała poślizg, wjechaliśmy na ten drugi pas ruchu i uderzyliśmy w drzewo.
Straciłem przytomność...
Kiedy
Maksymilian ocknął się, najpierw siebie, a później na wpół przytomną mamę
wypiął z pasów. Zaczął do niej krzyczeć, że muszą wyjść z samochodu
i żeby szła za jego głosem. Wyprowadził Marzenę przez tylną klapę bagażnika.
Usiadła na brzegu rowu. I wtedy zobaczyła, że honda dachowała. Była w szoku,
nie wiedziała, co się stało. Inni kierowcy ruszyli na pomoc. Ktoś zadzwonił
po policję, później przyjechało pogotowie.
Refleks
Maksa
Sprawca
wypadku nie zatrzymał się, by pomóc kobiecie z dzieckiem. Na ulicy
Partyzanckiej dopadli go policjanci. Przyznał się do spowodowania kraksy.
- Mama zaczęła zasypiać - kontynuuje Maks. - Cały czas do niej
mówiłem, że wszystko będzie dobrze.
Refleks 11-letniego Maksymiliana prawdopodobnie uratował życie Marzenie.
Kulicka wymagała szybkiej pomocy lekarskiej, z licznymi obrażeniami została
przewieziona do szpitala. Cały czas powtarzała, że musi iść do do pracy.
Płakała, nie mogła sobie darować, że nie zapanowała nad samochodem. Dzięki
synowi wróciła jej świadomość.
Szczęśliwy
grosz
W szpitalu zjawił się mąż Jurek. Kiedy przez telefon powiadomiono go o
zdarzeniu, wysiadł na najbliższej stacji kolejowej i do Pabianic wrócił
taksówką. Jest dumny z postawy syna.
-
Zachował się doskonale, wiedział, co trzeba robić. Przypadek mojej rodziny
powinien być przestrogą i nauczką dla innych kierowców - powiedział
nam Jurek. - Przy okazji chciałbym podziękować lekarzom i policjantom
za szybką reakcję.
Kulicka ma uraz głowy i biodra oraz siniaki na twarzy, udzie i ramionach.
Powoli wraca do siebie. Nie wiadomo, czy po wyjściu ze szpitala nie będzie
się bała usiąść za kierownicą i czy będzie nadal jeździła samochodem.
Poduszki
powietrzne, zapięte pasy i refleks chłopca sprawiły, że makabryczne w wyglądzie
zdarzenie zakończyło się dobrze. Kiedy rozmawiam z Maksymilianem, na
ławie stoi biały kamienny słonik. Tego dnia nie miał go przy sobie, ale
mówi, że uratował ich inny talizman.
- Na szczęście miałem grosik. Teraz zrobiłem mamie laurkę i monetę wkleiłem
do środka...
M.
Cessanis
|