|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Lokatorzy jednej z kamienic w centrum miasta muszą zlikwidować wykonaną
przez siebie kanalizację. Mają na to czas do środy, później posypią się
kary.
- Nie zlikwidujemy odpływów
- odgrażają się. - To nie nasza wina, że musieliśmy sami unowocześnić
swój dom. Miasto nam nie pomogło...
CUCHNĄCA SAMOWOLKA
W dwupiętrowej murowanej kamienicy przy ulicy Powstańców Warszawy 6 mieszka
kilka pokoleń pabianiczan. Mówią, że remontu domu nigdy nie było. Klatka
schodowa zdewastowana, komórki spróchniałe, z dziurawymi podłogami, a o
ubikacjach w końcu podwórka lepiej nie wspominać. Syf z malarią. I ten
smród...
Pomyje
Lokatorzy
od zawsze wylewali pomyje na ulicę, bo w budynku nie było kanalizacji.
Ponieważ nie mogli się doczekać gestu ze strony miasta, sami zamontowali
odpływy ścieków. Problem w tym, że śmierdzące brudy wylewają się na ulicę
i strumieniem płyną do ulicy Moniuszki. Kierowcy, którzy Powstańców Warszawy
próbują jeździć zimą, wiedzą, że można wpaść w poślizg na grubej warstwie
lodowych ścieków. Tak jest od lat.
- My tych odpływów nie zlikwidujemy - mówi pani Małgorzata,
która mieszka "pod szóstym" od trzydziestu lat. - Wszystko musieliśmy
sami sobie zrobić, bo ROM nigdy nie miał pieniędzy. W dwudziestym pierwszym
wieku żyjemy gorzej niż zwierzęta. Zostaniemy bez wody, a tu mieszkają
ludzie starsi i chorzy. Gdzie mamy wylewać ścieki? Mamy je pić?
Pismo w
szafie
Pisma z nakazem likwidacji dotarły do mieszkańców przed długim majowym
weekendem. ZGKiM pisze w nich, że dokonali samowoli budowlanej i instalację
wod.-kan. zrobili niezgodnie z przepisami budowlanymi i warunkami sanitarnymi.
Do
15 maja mają przestać wypuszczać ścieki.
- Płacimy komorne i za wodę też płacimy - twierdzi Mirosław Mąkowski,
który zadomowił się tutaj trzy lata temu. - Telefony pozakładali, a
kanalizacji nadal nie ma.
O zamontowanie instalacji kanalizacyjnej ludzie wystąpili do ZGKiM już
w czerwcu ubiegłego roku. Chociaż zaoferowali swój wkład finansowy w inwestycję,
pismo trafiło do szafy.
- Tylko się nas zbywa. Byliśmy na rozmowie w ZGKiM. Usłyszeliśmy, że
mogą nam zamontować kratkę, do której mamy wylewać ścieki. To żadne rozwiązanie
- uważa Mąkowski.
Kres tolerancji
Józef
Śniady, kierownik ROM-u, któremu podlega ulica Powstańców Warszawy, mówi,
że nielegalnych instalacji kanalizacyjnych w centrum miasta jest więcej.
- Od lat tolerujemy takie nielegalne podłączenia - przyznaje Śniady.
- Do tej pory nikogo nie zmuszaliśmy do zlikwidowania odpływów, jednak
gdy do Zarządu Miasta właściciel prywatnej posesji z ulicy Powstańców Warszawy
skierował protest przeciwko wylewaniu ścieków na ulicę (wszystko spływało
pod jego dom - przyp. red.), musieliśmy wydać zarządzenie o usunięciu
odpływów...
Podobny problem jest na ulicy Świętokrzyskiej, Pięknej czy Łąkowej. Tam
lokatorzy też będą musieli usunąć prowizorki, a wodę wylewać do dołów kloacznych
w podwórkach.
Niewinni
-
Sąsiedzi nie mają tyle siły, by dźwigać wiadra - stwierdza pani Małgorzata.
- To nie nasza wina, że musieliśmy sami unowocześnić swój dom. Koło
szamba to tylko szczurów będzie więcej i innych robaków.
Pracownicy ROM-ów na prowizorki patrzą przez palce, gdyż doskonale wiedzą,
że na montaż kanalizacji ZGKiM pieniędzy nie ma. Józef Śniady w rozmowie
z "NŻP" przyznał, że robi, co może, by budynek przy Powstańców Warszawy
6 podłączyć do sieci. Kiedy to nastąpi, nie wiadomo - nawet nie ma opracowanej
dokumentacji technicznej.
A ludziom żyjącym w slamsach nie ma się czemu dziwić, że wykonują samowolki.
Oni też chcą żyć w lepszych warunkach.
M.
Cessanis
|