|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
Robotnicy z "Madro" są oburzeni biernością urzędników. Chociaż zakład
z miesiąca na miesiąc przynosił coraz większe straty, nikt nie zareagował.
Teraz na działania jest już za późno.
FABRYKA BIEDY
Na dzisiaj (piątek) zaplanowano spotkanie powołanego przy wojewodzie
zespołu zajmującego się likwidacją pabianickiego Przedsiębiorstwa Maszyn
Drogowych "Madro". Przed majowym weekendem wojewoda łódzki wydał postanowienie
o wszczęciu postępowania w sprawie likwidacji fabryki.
O tragicznej sytuacji pracowników pisaliśmy pod koniec kwietnia w artykule
"Wyrok na Madro". Ludzie od kilku miesięcy nie dostają pensji, muszą więc
żyć z pożyczek. Obecnie pracuje sześćdziesiąt osób. Stan załogi zmniejszył
się w ubiegłym roku, kiedy do firmy przyszedł nowy szef, Jacek Śmiłowski.
Po krótkim czasie został zarządcą komisarycznym.
Na firmie zarządcy nie zależało i nie zależy - tak przynajmniej wynika
z rozmów z robotnikami. Sam Śmiłowski w rozmowie z "NŻP" przyznał, że jego
plan restrukturyzacji nie sprawdził się. Winą obarczył po części terrorystów,
przez których załamała się gospodarka globalna (chodzi o wrześniowe zamachy).
- Do pracy przyjeżdżał, o której mu się podobało. Niczym się nie interesował
- opowiada Grzegorz Bednarek, przewodniczący związków zawodowych.
- Przed przyjściem do naszej firmy był bezrobotny. Według mnie nikt
nie kontrolował wyników jego pracy. Rozgrywki personalne stały się ważniejsze
od rozwoju zakładu.
Zanim Śmiłowski został komisarzem, po upływie każdego miesiąca w zakładzie
opracowywano raporty. Pracownicy wiedzieli, jaka jest kondycja "Madro".
Problemu z pensjami nie było. Sytuacja całkowicie zmieniła się, gdy nastał
zarządca komisaryczny.
- Wojewoda nic w maszej sprawie nie zrobił. Tak samo jak władze Pabianic.
Nikt się nie zjawił w zakładzie, by porozmawiać z załogą - kontynuuje
Bednarek. - Leszek Maliński tylko poodbijał sobie różne pisma. Mieliśmy
nadzieję, że pomoże, a on zadzwonił i spytał, czy mamy swojego człowieka
na miejsce Śmiłowskiego. Wszyscy umywają ręce...
Przewodniczący RM razem z prezydentem Pawłem Winiarskim uczestniczył
w spotkaniu z wojewodą. Ich wizyta nie przyniosła efektów.
W środę pracownicy spotkali się na zebraniu. Jednogłośnie podjęli uchwałę,
w której wyrazili swój protest przeciwko likwidacji "Madro".
- Uważamy, że zarządca złamał prawo - mówi Grzegorz Bednarek. -
Byłem w tej sprawie u radcy prawnego.
"Madro" powstało w kwietniu 1991 roku w wyniku podziału Zakładów Budowy
i Naprawy Maszyn Drogowych "Madro" w Krakowie. Od października 1996 roku
kontrolę nad pabianickim zakładem pełni wojewoda łódzki. Do niedawna fabryka
pracowała pełną parą. Przedsiębiorstwo produkowało i jeszcze produkuje
maszyny do budowy i utrzymania nawierzchni drogowych. "Madro" to także
produkcja, naprawa i sprzedaż cześci zamiennych, usługi techniczne, również
sprzedaż hurtowa i detaliczna artykułów przemysłowych.
Według wojewody łódzkiego zakład przynosi straty od 2000 roku. Dlatego
w czerwcu ubiegłego roku powołał zarządcę komisarycznego. Plan naprawczy
nie wypalił.
M.
Cessanis
|