|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
A policjant
tylko patrzył...
ROZRÓBA W MONOPOLOWYM
W
piątek po północy do całodobowego sklepu monopolowego przy ulicy 20 Stycznia
podjechała taksówka. Z auta wyszły dwie młode kobiety, które w sklepie
chciały kupić napoje. Razem z mężami wracały z dyskoteki. Gdy stały przy
ladzie, zaczął się do nich dobierać śniady mężczyzna, z wyglądu przypominający
Roma. Łapał za pośladki, ręce wpychał pod spódnice.
- Nagle zobaczyliśmy, że w sklepie trwa jakaś szarpanina - mówi
jeden z mężów zaatakowanych kobiet, który z kolegą siedział w taksówce.
- Wskoczyliśmy do tego sklepu, Cygan złapał żonę za włosy...
Pikanterii
zdarzeniu dodaje fakt, że w sklepie był także policjant w cywilnym ubraniu.
Z relacji par wynika, że nie zareagował na to, co się działo.
-
Wyglądało tak, jakby bronił tego śniadego. Uderzyłem Cygana. Wtedy zamknęli
się w sklepie.
Zdarzenie obserwowali lokatorzy pobliskiego bloku. Są oburzeni, tak samo
jak taksówkarz. Policjant pokazał legitymację, ale dopiero wtedy, gdy przyjechali
koledzy w mundurach.
- Nie chcieli z nami rozmawiać. Byliśmy pod wpływem alkoholu, ale nie
byliśmy pijani. Funkcjonariusze nikogo nie spisali, Cygan spokojnie odjechał
do domu. Kiedy poprosiłem, żeby policjanci się przedstawili i okazali numery
służbowe, wzięli się pod boki i zaczęli śmiać - opowiada mąż jednej
z poszkodowanych kobiet.
Uczestnicy dyskoteki wrócili do domu. Uznali jednak, że pojadą na komendę
i złożą oficjalną skargę na policjantów. Przy Żeromskiego spędzili kilka
godzin, bo nikt nie chciał rozmawiać.
-
Usłyszałem, że jestem najeb.... Poprosiłem, aby zbadali mnie alkomatem,
ale odmówili. Dopiero gdy zadzwoniłem do komendy wojewódzkiej, poddano
mnie badaniu. Miałem zero przecinek cztery promila. Nie byłem w żadnym
upojeniu...
Poszkodowani skontaktowali się z naszą redakcją. Uważają, że policja na
miejscu zdarzenia powinna wszystko spisać. Interwencja została "rozmyta".
Nie rozumieją zachowania stróżów prawa. Nie znajdują także wytłumaczenia
na bierne zachowanie policjanta ze sklepu.
W
rozmowie z "Nowym Życiem Pabianic" funkcjonariusz potwierdził, że jedna
z klientek dostała klapsa w pupę. Dodał, że panowie, którzy towarzyszli
kobietom, zachowywali się bardzo wulgarnie. Wyrwali kratę, skakali na szybę,
powyrzucali stojaki z chipsami i wytłukli butelki.
M.
Cessanis
|