POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Wyrok na "Madro"

  Przedsiębiorstwo Budowy Maszyn Drogowych "Madro" zostanie zlikwidowane. Zarządca komisaryczny firmy złożył w tej sprawie wniosek do wojewody. Pracownicy mówią, że jest coraz gorzej. Pensji nie dostają od lutego, muszą żyć z pożyczek, a na kontach mają astronomiczne debety. Nikt im nie potrafi powiedzieć, kiedy dostaną pieniądze.

Zwolnienia

   W "Madro" pracuje obecnie sześćdziesiąt osób. W ubiegłym roku stan załogi zmniejszył się o trzydzieści procent. Jak przyznają ci, co zostali, decyzja o zwolnieniach podjęta została zbyt pochopnie. Zarządca komisaryczny, Jacek Śmiłowski, który w zakładzie urzęduje od marca ubiegłego roku, decyzje personalne podjął sam, nie konsultując się z kierownikami działów i mistrzami.
   - Nie znał ludzi, miał gotową listę. Pozbył się tych, którzy za często się odzywali - mówi jeden z "ocalałych", który woli rozmawiać anonimowo. - Tak wygląda restrukturyzacja według Śmiłowskiego.
  Pracownicy uważają, że zarządca nie dążył do rozwinięcia firmy, a raczej do jej zamknięcia. W połowie marca do wojewody skierował wniosek o likwidację fabryki. Związki zawodowe o wszystkim dowiedziały się po fakcie.
   - Kiedy przyszedł do Pabianic, obiecywał wiele. Skończyło się jednak na tym, że wszędzie powywieszał regulaminy, których bezwzględnie trzeba przestrzegać. Jest na przykład instrukcja obsługi portierni - opowiadają robotnicy.

Brak wypłat

   W ubiegłym roku na jednym ze spotkań ze związkami zawodowymi Śmiłowski stwierdził, że pracy nie zabraknie, gdyż w planach jest produkcja, która zapewni stały comiesięczny przypływ gotówki. Szczegółów jednak nie podawał. Mówił też o szansie na sukces, jaką daje prywatyzacja.
   W grudniu na święta złożył załodze życzenia, każdemu uścisnął dłoń. Ludzie zaczęli myśleć, że będzie dobrze. Ale pomylili się, bo po oficjalnym spotkaniu komisarz wezwał do siebie przedstawicieli związków i poinformował, że wypłaty nie będzie. Nie miał odwagi sam przekazać tej informacji pracownikom.
   - Tej firmie potrzebny jest przede wszystkim dobry menedżer - mówi Grzegorz Bednarek, przewodniczący związków zawodowych. - Ten człowiek niczego nie potrafi załatwić. Nie rozwinął marketingu.

Winni są terroryści?

   Kiedy zarząd związków zawodowych dowiedział się o wniosku skierowanym do wojewody, sam także skierował pismo. Czytamy w nim m.in.: "Pragniemy zasugerować panu wojewodzie rozważenie możliwości zmiany osoby zarządzającej firmą na osobę, która sprosta zadaniu wyprowadzenia zakładu z trudnej sytuacji. W naszej ocenie zarządca komisaryczny popełnił szereg błędów, których skutkiem nie jest uzdrowienie przedsiębiorstwa, lecz wręcz przeciwnie - zgłoszenie go do likwidacji".
   Zarządca komisaryczny, Jacek Śmiłowski, w rozmowie z "Nowym Życiem Pabianic" oświadczył, że w "Madro" realizowane jest zamówienie ze Skandynawii, wykonywane są także różnego rodzaju usługi. Nie potrafił powiedzieć, czy i kiedy pracownicy dostaną pensje. Unikał konkretnych odpowiedzi. Opowiadał, że kiedy przyszedł do fabryki, miał opracowany program naprawczy, który się nie sprawdził. Złą sytuację firmy tłumaczył m.in. wydarzeniami z 11 września (zamachy terrorystyczne w USA), które miały wpływ na gospodarkę międzynarodową.
  - Szansa wyciągnięcia firmy na prostą nadal istnieje - przyznał. - Bardziej konkretne ustalenia będą w maju.
  W Urzędzie Wojewódzkim odbyło się spotkanie w sprawie "Madro". O sytuacji firmy z wojewodą rozmawiał prezydent Pabianic i przewodniczący Rady Miasta. To jednak nie pomogło w ratowaniu fabryki. Przedstawione na spotkaniu analizy potwierdziły, że firma jest nie do uratowania. 
  Nieoficjalnie decyzja już zapadła. Na "Madro" to wyrok.

M. Cessanis