POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


   Właściciele dwóch konkurencyjnych budek z kurczakami wzajemnie donieśli na siebie do prokuratury. Prowadząc nieczystą grę, walczą o klientów...

Bitwa na kurczaki

   Henryk Ś. pierwszy postawił budę z kurczakami z rożna u zbiegu ulicy Warszawskiej i Poprzecznej. W połowie października ubiegłego roku rozpoczął sprzedaż. Na początku działalności, dokładnie przez tydzień, zatrudniał u siebie Arkadiusza Sz. Kiedy ten zaproponował, by dzielili się zyskami, Henryk Ś. nie zgodził się. Arkadiusz Sz. odszedł z pracy.
   Po kilku dniach Henryka Ś. wmurowało, zobaczył bowiem, że były pracownik obok jego przyczepy ustawił swoją i też sprzedaje grillowane udka i skrzydełka. Ponoć zaczął robić wszystko, by zniszczyć konkurenta.
   Mężczyzna twiedzi, że najpierw nasłano na niego kontrolę z sanepidu, później z nadzoru budowlanego. Ubliżano żonie Henryka Ś., która kurczaki sprzedawała.
   - Pod koniec ubiegłego roku zagroził, że naśle na mnie Arabów i Cyganów, którzy mnie zniszczą - zeznał Henryk Ś. na policji, którą zawiadomił na początku tego roku. Bał się gróźb i tego, że ktoś spali mu kramik.
   Policja wszczęła dochodzenie. Były kolega Arkadiusza Sz. zeznał, że słyszał od kilku osób, że Arek szuka "wykonawcy", który pozbędzie się konkurenta od kurczaków. Słyszał, że chciał spalić przyczepę Henryka Ś.
   Arkadiusz Sz. zaprzecza. Przyznaje, że konflikt trwa, bo przyczepy stoją blisko siebie, a sprzeczki się zdarzały. Złożył też doniesienie na Henryka Ś., którego prokuratura również oskarżyła o grożenie konkurentowi.
   Pierwszy oskarżony zeznał, że pod koniec lutego, gdy w przyczepie był razem z ciotką Krystyną P., nagle podszedł do nich mężczyzna i powiedział, żeby Arkadiusza Sz. grał w czyste karty, bo jak nie, to spali mu rożen. Wcześniej sprzedawca widział, jak ten sam mężczyzna rozmawia z Henrykiem Ś.
   Zażartemu konfliktowi przygląda się z uwagą właściciel placu, na którym stoją budy. Zastanawia się, czy nie wyrzucić z terenu obu handlarzy. Zeznał, że jeden donosi do niego na drugiego, by pozbyć się konkurenta. Ciągle się skarżą, a on nie chce z konfliktem mieć nic wspólnego.
   Henryk Ś. uważa, że donos Arkadiusz Sz. to odwet za zgłoszenie przez niego sprawy do prokuratury. Za groźby handlarzom grozi kara grzywny, kara ograniczenia albo pozbawienia wolności na dwa lata.

M. Cessanis