|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
NAJAZD "EKSPRESU
REPORTERÓW"
W
środę w Pabianicach zjawili się dziennikarze z Telewizji Polskiej. Przygotowywali
reportaż o "wojnie", jaką przewodniczący Rady Miasta, Leszek Maliński,
wydał naszej gazecie. Tego samego dnia w "Gazecie Wyborczej" ukazał się
obszerny tekst o "Świętych krowach" z Pabianic".
Magazyn "Ekspres reporterów" przybył do redakcji około południa. Najpierw
dziennikarka Łucja Klimas uważnie przysłuchiwała się wywiadowi z
naczelną "NŻP", który na żywo przeprowadziło radio Tok FM. Później dokładnie
przejrzała wszystkie numery "Nowego Życia". Interesowały ją zwłaszcza teksty,
w których ujawnialiśmy nadużycia i wykorzystywanie stanowisk służbowych
do prywatnych celów.
Przeczytała, że prezydent miasta, Paweł Winiarski, służbowym samochodem
jeździł z rodziną na działkę, że w ratuszu i w podległych mu zakładach
zatrudniane są osoby rodzinnie powiązane z włodarzami (jak chociażby Bogdan
Górniak, którego teściowa jest żoną Leszka Malińskiego) i że na liście
rachmistrzów znalazło się dużo "pociotków".
Reporterka z Warszawy pytała też, dlaczego władza stosuje takie środki
represji w stosunku do dziennikarzy, jak eksmisja i pogróżki. Dlaczego
z podniesionym czołem nie potrafi przyjąć zasłużonej krytyki i dlaczego,
zamiast pomyśleć i zmienić coś w swoim zachowaniu, dalej popełnia błędy.
Ekipa
z telewizji odbyła rekonesans po Pabianicach. Osiedle Bugaj nie wzbudziło
zachwytu - klocki, jak klocki. "Klimaty" zaczęły się zaraz na ulicy Kopernika.
W bramach wystawali bez celu "przymuleni" faceci. Mętnym wzrokiem patrzyli
w stronę kamery.
Kamerzysta zwraca uwagę na ludzi, którzy usiłują zalepić rozpadający się
balkon. Obok przez dziurę w bramie widać pranie suszące się przy sławojce
i puszkach wypełnionych odpadkami. Wchodzimy na podwórko, ostry zapach
bije w nozdrza. Przegniłe drewniane komórki, ściany bez tynków, spróchniałe
okna.
- Dobrze się wam tu mieszka? - pyta dziennikarka z telewizji.
- Mieszka się tak, jak widać. Tylko czekamy, jak nam sufit spadnie na
głowy albo ściana odpadnie - zaczyna opowiadać jedna z mieszkanek posesji
przy Szewskiej.
Na innych podwórkach tak samo. Na domu przy ulicy Kościelnej nadal wisi
tabliczka "ulica Buczka 4" - tu czas stanął w miejscu. Dzieci grają w gumową
piłkę, starszy mężczyzna ręczną piłą tnie drewno na opał.
Na Piotra Skargi dwóch małych chłopców bawi się przy ulicznym zdroju. Pryskają
wodą.
Dziwnie zachowująca się starsza kobieta twierdzi, że tu mieszka się fantastycznie
i w stronę kamery śle buziaki. Widocznie już dawno pogodziła się z losem.
Łucję Klimas interesuje jeszcze jedno. Dotarło do niej, że w ubiegłym roku
SLD chciało zabrać ZGKiM pieniądze na remonty walących się ruder i przeznaczyć
je na potrzeby Urzędu Miasta. Chodziło o 800 tysięcy złotych. Po protestach
władze wycofały się z pomysłu.
- Pokażcie mi teraz ten rynek, na którym miał być wojskowy sylwester
- prosi Łucja Klimas. - No, ten wymyślony przez prezydenta...
Z kamerą przechodzimy na plac. Zachwyt dziennikarzy wzbudza neosocrealistyczny
pomnik. Bardzo dokładnie go filmują. Opowiadamy o pomyśle władz na kulturę
masową, zabawę w stan wojenny. Mówimy o koksownikach, kuchniach polowych,
mundurach z epoki i innych bojowych akcesoriach.
- Odwiedziliśmy balowiczów, no i nie zauważyliśmy żadnej umundurowanej
postaci. Organizatorzy też się nie przebrali...
- A co z tym ośrodkiem dla niepełnosprawnych, który miał być przy Cichej?
Ze Starego Miasta jedziemy do centrum. Opuszczony budynek, schody zarośnięte
trawą, porozrywane ogrodzenie, a na furtce łańcuch z zardzewiałą już kłódką.
Ośrodek omiata oko kamery.
-
Każda władza zbywa rodziców niepełnosprawnych dzieci i pracowników ośrodka.
Na remont nigdy nie ma pieniędzy, a podopieczni muszą się wynieść z pomieszczeń
wynajmowanych od księdza Olszewskiego, bo ten chce mieć u siebie przedszkole...
Na
Cichej żegnamy się z dziennikarzami "Ekspressu reporterów". Wracają do
hotelu. Drugi dzień pobytu zamierzają poświęcić Urzędowi Miasta.
M.
Cessanis
S. Łuczyński
|