|
Michał
Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002
POBILI KSIĘDZA I
GOSPOSIĘ
Bandyci zjawili się na plebanii w sobotę w nocy. Było po godzinie drugiej,
ksiądz Stanisław Dwornik już spał, a gosposia Lucyna jeszcze się krzątała.
Nagle usłyszała brzęk tłuczonego szkła. Zeszła na parter i zobaczyła dwóch
nieproszonych gości. Wystraszona pobiegła obudzić proboszcza parafii św.
Jana Chrzciciela w Kazimierzu koło Lutomierska. Złoczyńcy dotarli do budynku
od ogrodu. Przeszli przez płot, a później wybili szybę w oknie plebanii.
Gosposia
pod pierzyną
Ksiądz Stanisław wstał z łóżka i zaczął schodzić po schodach. Wtedy napastnik
zdzielił go kijem bejsbolowym w głowę. Duchownego zamroczyło. Wtedy bandyta
zaczął go okładać po rękach i plecach, krzycząc, że zabije.
W tym samym czasie drugi bandzior na piętrze rozprawiał się z gosposią.
Prawie 60-letnią kobietę z rozmachem rzucił na łóżko.
- Ofiarę przyciskał pierzyną, żeby nie krzyczała - relacjonuje Zdzisław
Czestkowski z wydziału dochodzeniowo-śledczego pabianickiej KPP. -
Księdzu
udało się wyrwać kij oprawcy. Wystraszony łobuz zaczął wzywać na pomoc
kolegę, ale ten nie przyszedł, bo też się wystraszył i uciekł.
Sceny rozgrywały się błyskawicznie, zdarzenie trwało może trzy minuty.
Bandytom nie udało się niczego zrabować. Księdza zabrano do szpitala,
gdzie nie stwierdzono u niego większych obrażeń.
Smutna
liturgia
Reporterzy "Nowego Życia Pabianic" w Kazimierzu pojawili się wczoraj rano.
Panował minorowy nastrój. Ludzie podawali różne wersje napadu, ale zgodni
byli co do jednego...
-
Msze odprawiali w niedzielę ojcowie salezjanie, nasi sąsiedzi. Ksiądz Stanisław
miał na głowie plaster, był przygnębiony. A w ogóle cała liturgia była
smutna - opowiada kobieta, którą spotkaliśmy na rynku. - Nie opuściła
go jednak nadzieja, mówił, że nie wszyscy młodzi ludzie są źli.
Parafia św. Jana Chrzciciela w Kazimierzu została erygowana w XIII wieku
przez arcybiskupa gnieźnieńskiego. Budowa obecnej trójnawowej neogotyckiej
świątyni rozpoczęła się na początku XX wieku. Odnowiono ją po wojnie, a
w latach 50. stanęła piętrowa plebania.
Won, won,
won!
- Won, won, won! Jak ja nie cierpię prasy! - zaczął krzyczeć ks.
Stanisław Dwornik na widok dziennikarzy, energicznie wyrzucając w górę
ręce. Natychmiast zamknął bramę i uciekł na plebanię. Ludzie jego agresywne
zachowanie tłumaczyli przeżytym stresem.
Ksiądz Stanisław na co dzień zajmuje się prowadzeniem czterech kół Żywej
Róży, liturgiczną służbą ołtarza i asystą. Parafia nie ma wikariusza, proboszczowi
pomagają siostry urszulanki. One również są przerażone tym, co się stało.
- Rząd miał położyć kres przestępczości, sprawić, aby żyło się bezpieczniej.
Jak to wygląda, widać gołym okiem - mówi ks. Jerzy Spychała,
dziekan dekanatu konstantynowskiego. - W ostatnim czasie było kilka
napadów na księży z najbliższej okolicy. W Kwiatkowicach, za Wartkowicami
i w Domaniewicach.
* * *
Ksiądz Stanisław zaraz po napadzie powiadomił policję. Trzysta metrów od
kościoła stała czerwona alfa romeo. Funkcjonariusze przyczaili się i przy
samochodzie zatrzymali 22-letniego Marcina N., mieszkańca powiatu łaskiego.
To
jeden z napastników, ksiądz go rozpoznał. Zatrzymano też 26-letniego Marcina
K. z Łodzi, który najprawdopodobniej brał udział w napadzie. Mężczyźni
mają być aresztowani.
M.
Cessanis
M. Hodak
|