POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


STRZAŁY PRZED FABRYKĄ

   Pistolet wypalił w sobotę po północy. Czterech facetów przyjechało do restauracji-dyskoteki "Halloween" przy ul. Zamkowej, gdzie kiedyś była sala zabaw dla dzieci. W knajpie trwała huczna impreza, ludzi było sporo.
   W pewnej chwili oprychy zaczęły kłócić się z personelem i klientami. Wtedy do akcji wkroczyli ochroniarze.
   Awantura z bijatyką przeniosła się przed fabrykę. Jeden ze świadków opowiada, że ktoś nagle wyciągnął pistolet i zaczął strzelać. Kilka minut później czterech mężczyzn odjechało sprzed dyskoteki samochodem.
   - Jak przyjechała policja, to zaraz się wszyscy uspokoili. Dyskoteka się skończyła...
   Funkcjonariusze zablokowali chodnik i ulicę. Prawie do szóstej rano szukali kul i zabezpieczali ślady. Pociski wbiły się m.in. w drewniane drzwi, przeleciały też przez szyby. Strzałów było sześć, zostały oddane z krótkiej broni ostrej.
   - Wytypowaliśmy podejrzanych. Trwają ich poszukiwania - informuje Dariusz Karpecki, oficer prasowy KPP. - Użytą broń mężczyźni posiadali prawdopodobnie nielegalnie...
   Dowiedzieliśmy się, że w kręgu podejrzanych jest pabianiczanin, który wcześniej miał już do czynienia z policją. Prowadzone było przeciwko niemu postępowanie w sprawie kradzieży. Teraz ukrywa się, ma być za nim wysłany list gończy.

* * *

   Strzały przed pabianickimi knajpami padają zdecydowanie za często. W ubiegłym roku w marcu głośna awantura miała miejsce przed pubem "Remiza" przy ulicy 20 Stycznia. Przypakowani mężczyźni pobili policjanta. Funkcjonariusz próbował się bronić, oddał strzały ostrzegawcze i to właśnie podburzyło napastników. Ofiara ze złamaną szczęką w poważnym stanie trafiła do łódzkiego szpitala. Sześciu mężczyzn, którzy zaatakowali policjanta, jest dobrze znanych w Pabianicach. Nazywa się ich grupą zapaśnika. W rozróbie brał udział znany pabianicki sportowiec.
   W marcu 1997 roku przed barem "Markus" przy ul. Zamkowej pracownik agencji ochroniarskiej zastrzelił młodego poborowego. Chłopak właśnie miał rozpocząć służbę wojskową, a do baru wybrał się z kolegami na pożegnalne piwo. Ochroniarza zdenerwowało to, że poborowy brzydko się odzywał do jednej z dziewcząt.
   Również pięć lat temu, ale w kwietniu, strzały padły w barze "Agatka" przy ul. Waryńskiego. W tym przypadku Cygan pożarł się z ochroniarzem. Najpierw pili, potem licytowali się w pogróżkach, aż strażnik nie wytrzymał i oddał sześć strzałów. Ostatnia kula rozerwała Romowi jądra.

M. Cessanis