POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


ZABÓJCZA LIBACJA

   Leżał w kałuży krwi, w ubrudzonym ubraniu, twarzą do ziemi. W nocy balował u kumpla od kieliszka. Sąsiedzi często mu mówili, żeby do Karola nie chodził, bo go jakaś krzywda spotka. Córce obiecywał, że nie będzie więcej pił. Słowa nie dotrzymał.

Krew na ścianie

   W piątek około godziny szóstej rano na Świętokrzyską przyjechali policjanci z dochodzeniówki i prokurator. Włodzimierz R. leżał na podmokłym trawniku przed domem sąsiada.
   Krew była na ścianie i na rynnie. Mężczyzna nie dawał oznak życia. Ludzie z domu obok mówili, że chyba dostał siekierą. Kilka godzin wcześniej pił u Karola P. Libacje były tu często, kończyły się nad ranem. Tym razem wyjątkowo goście wyszli od Karola jakoś po północy. W melinie został tylko Włodzimierz R. Nie wiadomo, co się działo później.
   - Karola P. rano nie było w mieszkaniu - opowiada prokurator Grażyna Kowalska-Gaweł, która była na miejscu zdarzenia. - Przyszedł, gdy policja wykonywała swoje czynności. Był pijany. Został zatrzymany...

Drobny pijaczek

   Włodzimierz R. mieszkał w drewniaku przez płot. Na piętrze zajmował jeden pokój. Sąsiedzi mówią o nim "drobny pijaczek". Kiedy pił, to pił, ale z lokatorami żył dobrze i nigdy się nie awanturował. Był epileptykiem, stąd podejrzenie, że być może dostał ataku padaczki, obił się o ścianę i zmarł. Z rodziną nie utrzymywał kontaktu. Córka Marzena, która została wezwana na Świętokrzyską, mówiła, że wstyd się było do niego przyznać.
   Był kiedyś podejrzewany o znęcanie się nad rodziną. Kilkanaście lat temu mieszkał z rodzicami przy ul. Wysokiej. Kojarzy go Dariusz Karpecki - oficer prasowy policji. Kiedy był dzielnicowym w tamtej okolicy, miał do czynienia z Włodzimierzem R.
  - Jego problemem był przede wszystkim alkohol - wspomina policjant.

Groźny sąsiad

   Zatrzymany 61-letni Karol P. do spokojnych nie należy. W "Nowym Życiu Pabianic" pisaliśmy o nim i ostrzegaliśmy już kilkakrotnie. Dwa lata temu sąsiadowi przystawił broń do głowy i zagroził, że pociągnie za spust. Wtedy trafił na obserwację do szpitala psychiatrycznego, ale po kilku dniach wyszedł. Psychiatrzy stwierdzili, że Karol P. jest poczytalny i może opuścić oddział. O niebezpiecznym mężczyźnie informowaliśmy policję.
   Nieobliczalny inwalida (jest po tracheotomii i oddycha przez rurkę w gardle) pobił w 2000 roku jednego z sąsiadów. W jego mieszkaniu zabezpieczono pistolet, dwa magazynki, kilkadziesiąt nabojów, a także części od KBKS-u (lufę z zamkiem, kolbę i kawałki przyrządu celowniczego).
   W styczniu ubiegłego roku za groźby i pobicie Sąd Rejonowy w Pabianicach skazał Karola P. na karę grzywny 900 złotych w zawieszeniu na dwa lata. Jego obrońca wyrok zaskarżył, bo twierdził, że z relacji sąsiadów wynika, iż inwalida ma dobrą opinię. Sąd Okręgowy wyroku jednak nie zmienił.

To nie morderstwo

   Karol P. w momencie zatrzymania był tak pijany, że nie można z nim było nawiązać żadnego kontaktu. Przez chwilę był wzburzony, później uspokoił się i wsiadł do radiowozu. Na komendzie trzeźwiał do soboty. Po przesłuchaniu został zwolniony do domu.
   Wczoraj (poniedziałek) przeprowadzono sekcję zwłok Włodzimierza R. Wykazała, że człowiek go nie zabił. Nie miał obrażeń wewnętrznych. Zabiło go pijaństwo - zatruł się alkoholem metylowym.

M. Cessanis