POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Zrównać z ziemią

   Mieszkanie Zofii Piotrowicz kilka razy w roku jest zalewane. Życie w drewniaku przy Świętokrzyskiej 21 stało się dla niej nie do zniesienia.
   Pierwszy raz woda zaczęła kapać z sufitu cztery lata temu, zaraz po tym, jak się wprowadziła i urządziła córce Madzi przyjęcie komunijne. Lekko nie jest, bo bezrobotna matka ma jeszcze na utrzymaniu Żanetę, Michała i Dawida.

Deszcz w pokoju

   W nocy z niedzieli na poniedziałek wody napadało jak przy dobrej wiosennej ulewie. Nawet się bańki pojawiły. Pani Zofia zerwała się z łóżka, obudziła dzieciaki i wspólnie przestawiali meble i szykowali wiadra do zbierania deszczówki. Nad ranem udało im się położyć spać. A potem Zofia poszła do ROM-u.
   - Źle zamontowali rynnę, woda gromadzi się na dachu i przecieka do mieszkania. Już parę razy rura była przepychana, ale to nic nie daje, bo gdy zaczyna padać, ja znów rozstawiam wiadra...
   Trzy miesiące temu Piotrowiczowa zrobiła remont. Taki porządny, z malowaniem ścian i poprawianiem elektryki. Zazwyczaj pieniędzy nie starcza do pierwszego, więc na remont odkładała przez kilka miesięcy, a tu teraz taka wodna katastrofa.
   - Sufit na pewno będę musiała malować. Tak żyć się nie da... W piecu musiałam ciągle palić, żeby pierzyna szybciej schła. Ten nasz ROM to nic dla nas dobrego nie robi. U siebie wstawiają komputery, nowe wykładziny, a my sami z sąsiadami komórki i klatkę schodową malowaliśmy.

Feralne okna

   Rodzina Dolewków mieszka na parterze. Do mieszkania z widokiem na podwórze wprowadzili się czterdzieści lat temu. Pani Maria całe lata przepracowała w środkach opatrunkowych. Pięć lat temu, gdy zakład zaczął się sypać, przeszła na zasiłek przedemerytalny. Teraz ma emeryturę. Mąż Czesław to rencista z marnymi trzema stówkami co miesiąc z ZUS-u. Dzieci Dolewków dawno się już pożeniły, a im na stare lata przyszło użerać się z administracją.
   Na okna czekają osiem lat. Mówią, że podanie złożyli, ale w ROM-ie zginęło. Razem z Piotrowiczową malowali dom, nawet ogródek urządzili. A co, mieli żyć w chlewie?... Narzekają na życie w wiekowym budynku. Nie dość, że ściany się obsuwają, to jeszcze drzwi spęczniały i teraz nie chcą się domykać. 
   - Okien lepiej nie otwierać, bo albo wypadną, albo polecą kolejne szyby - mówi Maria Dolewka. - Niech pan patrzy, jak odstają na dole. Zimą to tak wieje, że koc ułożony na parapecie nie pomaga. O wszystko musimy walczyć, problemy mamy nawet z wywożeniem śmieci. Tylko komorne podnoszą, a człowiek nie doczeka chyba normalnej ubikacji. Pralni też nie ma...
   Kiedy popękała ściana, tynki sami położyli. O nową rynnę prosili kilkakrotnie.
   - Przez te lata już ze trzy razy wisiała kartka "dom do rozbiórki". Chyba nie mieli gdzie nas przenieść i wywieszkę zdejmowali - dodaje Czesław.

Węgiel na raty

   Lokatorzy ze Świętokrzyskiej po wodę chodzą na Targową, bo ich studzienka zamarzła. Kiedy Piotrowiczowa robiła pranie, musiała napełnić wodą trzy beczki po osiemdziesiąt litrów. Na kanapie już leżą kolejne rzeczy do prania. Przy pięcioosobowej rodzinie pracy ma dużo.
   Do drewniaka przy Świętokrzyskiej w 1964 roku wprowadziła się Maria Para. Mieszka w klitce na piętrze. Wspomina, że trzydzieści lat temu ulica była porządna, a dom zadbany i czysty. Te czasy minęły, dom przemienia się w ruinę, a Świętokrzyską trudno przejechać samochodem.
   Para liczy na nowe okna, bo stare wypadają z futryn. Remont w mieszkaniu zrobiła w ubiegłym roku. Już widać zacieki, woda kilka razy przeciekła przez strop. Rencistka jest załamana, na kolejne malowanie nie ma ani grosza. Żeby mieszkanie ogrzać w zimie, węgiel brała na raty.
   - Znieczulica w tym naszym ROM-ie, zasłaniają się brakiem pieniędzy. Nawet nie pomogli mi przy zakupie nowego pieca. Papę położyli na ścianie po długich namowach...

Skazani na rudery

   Podania nie giną, twierdzi kierownik ROM-u nr 2, Józef Śniady, który obiecał, że przyjrzy się dokładniej budynkowi "21". Na wymianę okien czeka się długo, gdyż w kolejce jest blisko tysiąc rodzin, a w ciągu roku nowych okien można zamontować około stu. Na więcej po prostu nie ma pieniędzy. Złotówek brakuje też na przeciekające dachy i wypaczone drzwi. Podobna sytuacja jest w całym mieście.
   Pabianickie drewniaki dla bezpieczeństwa powinny być dawno zrównane z ziemią, ale dla ludzi nie ma nowych mieszkań i muszą żyć w ruderach.
   Konserwatorzy z ROM-ów coraz częściej interweniują w związku z awariami instalacji elektrycznych. W ubiegłym roku ZGKiM zanotowało kilka tysięcy awarii w podległych budynkach. Z każdym rokiem będzie ich przybywać.

M. Cessanis