POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


DWANAŚCIE OFIAR TRUCIZNY

  Nieznani sprawcy wymordowali koty, które od lat żyły na terenie Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej przy ul. Jana Pawła II. Codziennie były dokarmiane przez pracowników działu technicznego. Kilka dni temu zniknęły...

Trupy w gazetach

   We wtorek inspektorzy Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami dokonali makabrycznego odkrycia. W pobliżu pomieszczenia do przechowywania zwłok w tekturowych zamokniętych pudłach leżało kilka martwych kotów. Przykryte były gazetami.
   Barbara Irewicz i Jadwiga Kopczyńska ze Stowarzyszenia Opieki nad Zwierzętami w rozmowie z pracownikami działu technicznego szpitala dowiedziały się, że martwych kotów było więcej, dwanaście, ale część została już sprzątnięta.
   - Zareagowałyśmy po anonimowym telefonie do stowarzyszenia — mówi Jadwiga Kopczyńska. - Nie chciało nam się wierzyć, że ktoś mógł dokonać czegoś takiego, ale kiedy przyjechałyśmy na miejsce...
   Pracownicy szpitala opowiadają, że w ubiegłym tygodniu widzieli mężczyznę w średnim wieku, który kręcił się koło misek z jedzeniem. Niewykluczone, że to on podłożył truciznę. W szpitalu mówi się też, że trutkę mogli wysypać pracownicy jednej z firm, która dla SP ZOZ-u świadczy usługi. A może koty nie wytrzymały jakiejś zakaźnej choroby?
   Inspektor Kopczyńska uważa, że koty zostały jednak otrute. Substancja musiała być bez zapachu, bo kot inaczej by jej nie zjadł. Mógł to być cyjanek. Padło też kilka ptaków.

Nie było powodów

   Pracownice Stowarzyszenia natychmiast udały się do dyrektora szpitala.
   W liście do "Nowego Życia Pabianic" skierowanym przez Jacka Dybę, dyrektora do spraw opieki zdrowotnej w SP ZOZ-ie czytamy, że zaraz po otrzymaniu informacji "wspólnie z pracownikami kilku komórek organizacyjnych Zakładu (dział żywienia, dział techniczny) przystąpiliśmy niezwłocznie do próby ustalenia przyczyn i sprawców tego zdarzenia. Do ustaleń tych włączono również osobę pracującą na stanowisku specjalisty ds. epidemiologii oraz kierownictwo firmy wykonującej prace sprzątania i utrzymania czystości w zakładzie".
   W szpitalu nadal trwa wyjaśnianie zajścia, a jak pisze Jacek Dyba, w ZOZ-ie nigdy nie było żadnych powodów, dla których koty miałyby być otrute.
  Jerzy Grabarz, dyrektor techniczny w szpitalu w rozmowie z "NŻP" powiedział wczoraj, że są już pewne namiary i podejrzenia skierowane w stronę konkretnych osób. "Incydent jest godny potępienia" — dodał.

Bez sekcji zwłok

   Trudno będzie ustalić, czy koty zostały wytrute. Martwe zwięrzeta powinny mieć zrobioną sekcję zwłok, ale w Pabianicach nie robi się specjalistycznych badań, których wyniki dałyby odpowiedź, jaką substancją koty zostały zabite. W Zakładzie Higieny Weterynarii przy ul. Proletaryackiej w Łodzi analiza obejmuje jedynie fosforek cynku i azotany. Badania na wykrycie trucizn są drogie.
  - Stowarzyszenie powinno zgłosić sprawę do dochodzeniówki, inspektorzy powinni się porozumieć z medycyną sądową. Teraz trzeba ustalić, dlaczego, a nie czym koty zostały wytrute - radzą pracownicy łódzkiej placówki.
  Za zabicie zwierząt do więzienia można trafić na dwa lata. Tak stanowi ustawa o ochronie zwierząt.

M. Cessanis