POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Cudem uniknęła śmierci

UWIĘZIONA POD WIATĄ

   Podmokły grunt i bardzo silny wiatr sprawiły, że runęła wiata autobusowa stojąca przy skrzyżowaniu ulicy Grota Roweckiego z Nawrockiego. Pech chciał, że ciężka metalowa konstrukcja przygniotła emerytkę.

Uderzenie w plecy

   We wtorek Elżbieta Szokalska spieszyła się na przystanek, bo za chwilę miała podjechać "trójka". Emerytka dorabia na ćwierć etatu i nie chciała spóźnić się do pracy. Dochodziła godzina dziesiąta, gdy zerwała się wichura i lunął deszcz. Pani Elżbieta schowała się pod zadaszeniem. Nagle coś bardzo silnie uderzyło ją w plecy i przewróciła się na chodnik. Runęła na nią wiata autobusowa, którą wiatr wyrwał z ziemi razem z betonowym mocowaniem.
  Kobieta nie mogła sama wydostać się z pułapki. Przemoczona i obolała leżała na chodniku, czekając na pomoc. Z trudem wyciągnął ją jeden z przechodniów. Szokalska miała problemy z poruszaniem się, była przerażona. Zaczęła zdawać sobie sprawę, że mogła zginąć.
   Jacyś ludzie zatrzymali karetkę pogotowia, ta jednak nie mogła zabrać ofiary wypadku do szpitala, bo w środku leżała już pacjentka. Kilka minut później przyjechał lekarz i pabianiczanka z urazem kręgosłupa trafiła do szpitala.

Bóg darował życie

   Elżbieta Szokalska razem z mężem mieszka w jednym z bloków przy ul. Mokrej. Przez siedem lat była na rencie chorobowej, a mąż pobiera zasiłek przedemerytalny. Nie jest im lekko, a tu jeszcze teraz leki przeciwbólowe do wykupienia.
   Z panią Elżbietą rozmawialiśmy we środę. Kilkakrotnie powtórzyła, że to Bóg darował jej życie. Ma problemy ze stawaniem na prawej nodze, jeszcze boli ją brzuch i klatka piersiowa. Cieszy się jednak, że wypadek nie skończył się tragiczniej, bo dalej może cieszyć się wnuczkiem.
  To pierwszy taki przypadek w Pabianicach, gdy wiata autobusowa spada na człowieka. Jak ustaliliśmy, dwa lata temu przystanek był remontowany i nic nie wskazywało na to, że może się przewrócić.
  - Stała w tym miejscu dwadzieścia lat - mówi Jerzy Krzysztof Kacalak, dyrektor Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. - Ubolewam nad tym, co się stało, i jest mi przykro, że ucierpiała pasażerka. Chciałbym podkreślić, że wiata była dobrze zamocowana, jednak ostatnie opady deszczu sprawiły, że grunt zrobił się podmokły. I ten wiatr...
  Gdyby na przystanku stało więcej osób, to niewykluczone, że doszłoby do tragedii. Z powodu takich zdarzeń pabianiczanie tracą poczucie bezpieczeństwa we własnym mieście. Przekupki z pobliskiego rynku nadal rozprawiają z klientami o wypadku.

M. Cessanis