POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


ZASADZKA NA KOMENDANTA?

   Podejrzenia skierowane w stronę komendanta policji, Jerzego Padyka, wywołały w mieście prawdziwą burzę. Po telewizyjnej informacji i pytaniu, czy komendant złamał prawo, w Pabianicach rozpoczęła się dyskusja.
   Przypomnijmy, że chodzi o zdarzenie, które miało miejsce prawie rok temu. W artykule "Lekarz chciał ratować, policjanci przeszkadzali" "Nowe Życie Pabianic" informowało o zatrzymaniu docenta Józefa Matychy, szefa Wojewódzkiego Zespołu ds. Transplantologii, który w Konstantynowie przekroczył prędkość o 40 km/h. Lekarz spieszył się do szpitala, w którym czekała pacjentka przygotowana do zabiegu przeszczepu nerki.
   Policjantom, którzy zatrzymali docenta, trudno było zrozumieć, że jedzie on ratować komuś życie. Na funkcjonariuszy Komendy Powiatowej Policji nie podziałała legitymacja służbowa z adnotacją, aby służby cywilne, wojsko i policja pomogły lekarzowi transplantologowi w wykonywaniu jego obowiązków. Zamiast tego, zaczęli wypisywać mandat za kilkaset złotych, a kiedy Józef Matycha odmówił jego przyjęcia, policjanci wypisali wniosek do kolegium.
   Gdy sprawa nabrała rozgłosu, osobiście interweniował komendant pabianickich policjantów, Jerzy Padyk. Zadecydował, że lekarz nie będzie stawał przed kolegium, bo przecież spieszył ratować życie.
   Wszystko przycichło, jednak na początku tego tygodnia pojawiły się pogłoski, że na pabianicką komendę planują nalot funkcjonariusze Komendy Wojewódzkiej Policji. Mają zbadać, czy Padyk, nie kierując sprawy do kolegium lub sądu, złamał ustawę o policji. O podejrzeniach poinformowała jedna z ogólnopolskich komercyjnych telewizji. Zaczęto nawet mówić o domniemanym ukryciu przez komendanta dokumentów związanych z majowym wykroczeniem drogowym.
   Doktor Grzegorz Krzyżanowski, członek Wojewódzkiego Zespołu ds Transplantologii i szef Izby Lekarskiej w Łodzi, stwierdził w rozmowie z "NŻP", że zainteresowanie komendy wojewódzkiej i powracanie do sprawy jest co najmniej dziwne. Sam miał kiedyś podobną sytuację, tyle tylko, że policjanci zrozumieli nagły wypadek i postanowili utorować mu przejazd.
   - Podejrzewam, że teraz wszystko się dzieje w ramach ogólnopolskiej nagonki na lekarzy - podsumowuje Krzyżanowski.
   Czy nagonką można też nazwać atak wymierzony w Jerzego Padyka, którego ubiegłoroczne zachowanie opinia publiczna odebrała pozytywnie? Niektórzy są o tym święcie przekonani. Ludzie mówili wtedy, że podziwiają policjanta za to, że kierował się zdrowym rozsądkiem i podszedł do sprawy po ludzku.
   - Nie zawsze najważniejsze są przepisy - komentowali. - Są chwile, kiedy człowiek musi dokonać wyboru. Wtedy powinien słuchać własnego sumienia.
   Mówi komendant Jerzy Padyk: - Kodeks wykroczeń jest inaczej skonstruowany niż kodeks karny. Majowe zdarzenie jest akademickim przykładem stanu wyższej konieczności. Po zdarzeniu zostało wszczęte postępowanie, a z zebranego materiału wynikało, że lekarz spieszył się do wykonania operacji i żeby ratować życie, przekroczył prędkość...
   Według komendanta, sprawę rozdmuchał ktoś, kto zupełnie nie rozumie przepisów. Zapewnia, że żadnych tajnych dokumentów nie trzyma w szafie.
   - A czy w tym zamieszaniu nie chodzi o pana stanowisko? Może jest kandydat na pana miejsce?
   - Uważam, że jest to próba rzucenia złego cienia na komendę...

M. Cessanis

NASZA SONDA

Policjant też człowiek

   O ocenę postępowania komendanta Powiatowej Komendy Policji spytaliśmy mieszkańców naszego miasta.
   Wojciech Kęskiewicz, emeryt, 69 lat: - Powinni dać spokój komendantowi, bo przecież chciał dobrze. Najważniejsze jest życie ludzkie, a nie przepisy ruchu drogowego. Prawdziwy lekarz zawsze będzie gnał, aby uratowac życie pacjenta. Policjant musi być też człowiekiem i umieć to zrozumieć.
   Maturzystki z II LO: - Lekarz zrobił słusznie, że nie zważając na nic, gnał do pacjenta. Ale czy każdy lekarz przekraczający prędkość może powiedzieć, że spieszy się do pacjenta? Nie można mieć za złe policjantom, że wypełniali swoją powinność, ale z drugiej strony, dlaczego są tak mało ludzcy?
   Jadwiga, 52-letnia sekretarka: - Należy zacząć od tego, że źle postapili policjanci, którzy wlepiając mandat lekarzowi, opóźniają dotarcie do szpitala. Powinni eskortować go do szpitala. Komendant nie jest tu niczemu winien. Uważam, że powinien zwrócić uwagę swoim podopiecznym.
   Zdzisław Mąkowski, 71-letni emeryt: - Są sprawy najważniejsze, jak na przykład życie ludzkie, i sądzę, że nic nie powinno stać ponad nim. Lekarzowi nie należał się mandat, chociaż niektórzy mogą pomyśleć, że każdy lekarz jadący szybko może tłumaczyć się pośpiechem do pacjenta. Zwłaszcza teraz, po aferze z pogotowiem łódzkim. Komendant dobrze zrobił, że anulował sprawę.
   Jerzy Grala, taksówkarz: - Przepisy przepisami, a życie życiem! Ja też czasami, na własne ryzyko i odpowiedzialniość, łamię przepisy, gdy wiozę spóźnionego klienta, nie dziwię się więc lekarzowi. Dla mnie to bohater, a nie przestępca. Myślę, że komendant zrobił dochodzenie, uznał lekarza za niewinnego i nie nadał sprawie biegu.

oprac.: M. Szreiter