POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


Powrót do tematu: "Anty antykwariat"

Kolejni oszukani

   Tydzień temu w "Nowym Życiu Pabianic" opublikowaliśmy materiał o antykwariacie z ul. Łaskiej 26. Przypomnijmy, że z redakcją skontaktowali się pabianiczanie, według których właścicielka punktu oszukała ich, biorąc książki, w zamian nie dając pieniędzy. Na dodatek kobieta w październiku zawiesiła działalność gospodarczą. 
   Po naszym tekście sprawą zainteresował się Urząd Skarbowy, a także prokurator. Przyszły do nas kolejne osoby, które w ubiegłym roku oddały książki. Co więcej zgłosiła się także właścicielka sklepu.

Rekordzistka

   Pani Jadwiga z ulicy Nawrockiego, która książki zostawiła w antykwariacie w kwietniu ubiegłego roku, jest rekordzistką. Przyniosła ponad sześćdziesiąt pozycji i za żadną do dnia dzisiejszego nie dostała ani złotówki. Przedsiębiorstwo jest jej winne aż 313 złotych i 50 groszy!
   Pani Barbara z ul. Wyspiańskiego do redakcji zadzowniła tego samego dnia, po przeczytaniu artykułu. Ona tak samo jak bohaterka naszego tekstu - pani Janina - zaniosła książki do antykwariatu pod koniec sierpnia. Zostały wycenione na 120 złotych. W większości były to podręczniki.
   - Też kilkakrotnie próbowałam umówić się z właścicielką telefonicznie, wreszcie mi się udało. Pieniędzy i tak nie dostałam, bo usłyszałam, że podałam zły numer dokumentu przyjęcia. Ta pani powiedziała, że osobiście mi przywiezie pieniądze do domu. I na tym się skończyło...
   Pani Reginie z ul. Kochanowskiego należy się od antykwariatu 90 złotych. Na sprawę miała machnąć ręką, ale gdy przeczytała artykuł w gazecie, zmieniła zdanie i postanowiła walczyć o swoje.
   - Najpierw właścicielka miała się ze mną rozliczyć na początku października, potem w połowie października, w listopadzie mówiła, że się ze wszystkimi skontaktuje, ale nic z tego nie wyszło. Gdy w styczniu czekałam na nią pod sklepem, spotkałam młodego chłopaka, który książki oddał do tego antykwariatu dwa lata temu...

Pieniędzy nie ma

   Małgorzata K. właścicielka przedsiębiorstwa, które prowadziło antykwariat twierdzi, że pobranych od ludzi książek nie sprzedawała do Łodzi i wszystkie są w jej sklepie. Konkretnie nie potrafi powiedzieć, kiedy rozliczy się z klientami.
   - Obiecuję, że w miarę możliwości ze wszystkimi się skontaktuję i oddam albo książki, albo pieniądze - deklarowała w czwartek w redakcji "NŻP".
   Działalność gospodarczą firma zawiesiła, bo interes nie kręcił się za dobrze, a do tego pani K. ma teraz problemy ze zdrowiem.
   - A ma pani pieniądze, żeby je oddać ludziom?
   - Pożyczę od rodziny i od znajomych...
   Księgarnia z antykwariatem przy ul. Łaskiej prawdopodobnie w ogóle nie zostanie już otwarta. Chociaż właścicielka zapewnia, że ze wszystkimi się rozliczy, to ludzi mają prawo złościć się, skoro od czterech miesięcy nie mogą odzyskać tego, co im się należy. Możliwe, że nie dostaną niczego.

M. Cessanis