POWRÓT
Michał Cessanis "Nowe Życie Pabianic" 2002


   Odpowie za śmierć dwóch kobiet...

PODPALACZ ZABIJA

   Piątkowa noc dla mieszkańców kamienicy przy ul. Mielczarskiego 18 miała być jak każda inna. Jednak w ciągu kilku godzin stracili dobytek. Ogień pojawił się około pierwszej...

Wołanie o pomoc

   Płomienie wydostały się z wypełnionej szmatami drewnianej skrzyni, podstawionej pod drzwi jednego z mieszkań na pierwszym piętrze. Szybko opanowały drewnianą klatkę schodową aż po poddasze. Paliło się dosłownie wszystko. Ludzie nie mieli jak uciekać, dlatego strażacy ewakuowali ich przez okna.
   Do straży pożarnej zadzwonił lokator z parteru, Paweł Wocheń. Opowiada, że sąsiadka z poddasza wzywała kilkakrotnie pomocy, ale nikt nie mógł się do niej dostać. Ogień odciął drogę. 64-letnia Stefania M. zginęła, podobnie jak 80-letnia Jadwiga S., która mieszkała obok. Do łódzkiego szpitala na toksykologię został przewieziony Jan N. i Andrzej Ś. Mieszkali na pierwszym piętrze.
   Ponad trzy godziny kilkunastu strażaków zmagało się z żywiołem. Na miejsce tragedii przyjechał prezydent miasta i naczelnik wydziału lokalowego. Ponieważ w domu odłączono prąd, ratownicy musieli skorzystać z agregatów prądotwórczych.
   Lokatorzy noc spędzili u rodzin, nie mogli bowiem wejść do domu. W sobotę rano wrócili, ich mieszkań pilnowali strażnicy miejscy. Pracownicy ZGKiM od rana porządkowali kamienicę. Wynosili resztki mebli, jakieś kołdry i poduszki, fotele i ławy. Przyszły też rodziny tragicznie zmarłych pabianiczanek.
  Widok wewnątrz domu jest przerażający: spalone ściany, schody, sufit i drzwi do mieszkań. Budynek nie nadaje się do mieszkania.
  - Nie mogę dojść do siebie - mówi Wocheń. - Taka ludzka tragedia...
   Pani Stefania do domu przy Mielczarskiego wprowadziła się zaraz po wojnie, pani Jadwiga zaś mieszkała tu ponad trzydzieści lat. Sąsiedzi wspominają, że były miłe i uczynne i że nigdy z nikim nie miały zatargów.

Los pogorzelców

  Podpalacz chciał spalić Jana N. z pierwszego piętra. Tak przynajmniej wynika z relacji sąsiadów. Jesienią ubiegłego roku też ktoś wzniecił ogień, ale wówczas lokatorzy sami go ugasili. Do Jana N. bardzo często schodziło się meliniarskie towarzystwo, aby się upić i narobić bałaganu. Strach było się wtedy odzywać. Teraz doszło do tragedii.
   Pani Helena, matka Pawła Wochenia, która również mieszka w kamienicy, noc spędziła u znajomej. W piątek około północy było u niej pogotowie, bo źle się poczuła. Wtedy jeszcze było spokojnie. Nikt podejrzany się nie kręcił. Godzinę później nastąpił koszmar. Przy Mielczarskiego mieszka też syn Heleny Brygier, która twierdzi, że zarówno policja jak i ROM wiedzieli, że może się stać coś złego.
   - Teraz, proszę, nawet porządny zamek założyli w drzwiach wejściowych! - powtarza. - A nie można było wcześniej tego zrobić?
   Wczoraj (poniedziałek) do jednego z mieszkań na poddaszu miał się wprowadzić nowy lokator. Nawet już były przygotowane drzwi do wymiany. Zamiast tego w budynku pojawiła się ekipa z ZGKiM, która wyceniała straty i debatowała, czy budynek nadaje się do remontu, czy też, dla bezpieczeństwa, powinien być rozebrany. Wnioski z ekspertyzy technicznej będą znane w tym tygodniu.
  - Jakaś decyzja na pewno zapadnie - powiedział "NŻP" wicedyrektor Krzysztof Krauzowicz. - W tej chwili jak najszybciej chcielibyśmy włączyć w budynku prąd, gdyż w swoim mieszkaniu pozostała rodzina z parteru...
   Zamieszanie trwało wczoraj w wydziale spraw lokalowych. Pracownicy poszukiwali zastępczych mieszkań dla pogorzelców. Lokali potrzeba dla siedmiu rodzin.

Zabójstwo

   Rano sprawa podpalenia leżała już na biurku szefa pabianickiej prokuratury.
   "Nowe Życie Pabianic" dowiedziało się, że policja zatrzymała młodego mężczyznę, któremu jednak nie przedstawiono jeszcze żadnego zarzutu. Przesłuchano także kilku świadków, którzy według naszych informacji, przychodzili do Jana N., a to, co powiedzieli policjantom, wzajemnie się wyklucza. Jan N. także zeznawał, a jego sąsiedzi będą dopiero przesłuchiwani. 
   - W przypadku tej tragedii można mówić o zabójstwie - mówi Krzysztof Ankudowicz, szef Prokuratury Rejonowej. - Podpalacz musiał liczyć się z tym, że w wyniku jego działań będą ofiary śmiertelne.
   Policja na miejscu zbrodni zabezpieczyła wiele śladów, jednak dla dobra śledztwa funkcjonariusze są oszczędni w słowach. Wiadomo jednak, że są na tropie zabójcy - podpalacza.

M. Cessanis