Hiszpania

19 lutego 2020

Malaga bez pośpiechu

Tagi: , , , , , ,

Mañana, czyli hiszpańskie jutro niekoniecznie oznacza to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Może to być później, znacznie później. Może kiedyś, w przyszłym tygodniu, w przyszłym roku albo nigdy.

Mañana – słyszałem od boja w hotelu Marriott, kiedy przez trzy dni z rzędu próbowałem wjechać na hotelowy taras, by spojrzeć na miasto z góry. – Jutro – obiecywał z grzecznym uśmiechem za każdym razem. – Jutro.

Pokutnik Antonio

W Maladze zatrzymałem się nie w hotelu, a w małym, żółtym domu z porcelanową tabliczką „Villa Pepita”, co internetowy słownik przetłumaczył mi jako pestka. Wynająłem malutkie mieszkanko na pierwszym piętrze ze względu na cenę, ale zdecydowało gównie zdjęcie widoku z okna wprost na morze i majaczące w oddali sylwetki statków czekających na wejście do portu. Jak się okazało na miejscu, właściciel mieszkania nie ubarwiał nic w ogłoszeniu, w dodatku Pepita ma też ciekawe sąsiedztwo: po jednej stronie wzdłuż szpaleru wysokich palm stoją bogate rezydencje, a z drugiej strony, za zakrętem, promenada podchodzi jak najbliżej morza. A tam życie rozkwita wśród barów, kawiarni, restauracji. Przy niektórych schną rozwieszone na sznurach białe obrusy. Na plaży kucharze wachlują ryby na grillach, za które służą im łodzie. Oczywiście robię zdjęcie. – Masz szansę – zwraca się do mnie kelner. – Być może to już ostatni nasz sezon. Burmistrz chce zabronić grillowania na plaży – tłumaczy. Chodzi o bezpieczeństwo i czystość plaż na Costa del Sol. Tymczasem nic się nie zmienia, może mañana. Na razie goście siedzą pod parasolami. Są wi-fi, kawa, zimne piwo i ryby z grilla.

– My, malagijczycy, jesteśmy teraz modni. W sporcie, w sztuce, ze swoimi muzeami, winem. We wszystkim. Malaga powala i zachwyca – zareklamował w lokalnym sportowym radiu rodzinne miasto jeden z najsłynniejszych jego synów Antonio Banderas. Gwiazda filmu, reżyser, piosenkarz, właściciel dyskotek i lokali na Costa del Sol jest lokalnym patriotą. W mediach społecznościowych co chwilę zamieszcza posty i zdjęcia związane ze swoim miastem. – Tu się wszystko zaczęło – podpisał tęsknie swoje zdjęcie, na którym stoi na scenie ruin Teatru Rzymskiego w sercu Malagi.

Legendami obrósł udział Antonia w słynnych procesjach podczas Semana Santa, czyli w Wielkim Tygodniu (w tym roku 5–11 kwietnia). Miasto staje się w tym czasie sceną niezwykłego misterium. Przez wąskie uliczki przechodzą głośne i widowiskowe procesje organizowane przez bractwa, przedstawicielstwa poszczególnych parafii zwane hermandades lub cofradías penitenciales. Mężczyźni, zwani nazarenos, od miasta Nazaret, pokutnicy w tunikach i kapturach z czasów Świętej Inkwizycji, dźwigają na ramionach ogromne platformy, trony, na których są ustawione figury przedstawiające płaczącą Matkę Boską oraz inne postacie i sceny związane z męką Chrystusa. Wyobraźcie sobie, że jednym z nazarenos może być Antonio Banderas. Przynależy do bractwa, które nosi beżowe tuniki i czarne kaptury. – Noszenie kaptura daje mi pewną swobodę. Jestem na tym samym poziomie, co wszyscy inni. Przestaję być tym, kim jestem, i staję się częścią tej społeczności – mówił wywiadzie o Semana Santa.

Pablo maluje pikadora

Sewilla, stolica Andaluzji, ma flamenco. Policzono, że rocznie do tamtejszych szkół tańca przyjeżdża nawet 600 tys. turystów z całego świata, w większości z Japonii. Malaga, konkurująca z Sewillą, ma Pabla Picassa i jest bardzo z tego dumna. Artysta, który zrewolucjonizował sztukę, urodził się w Maladze w 1881 r., w tej samej śródmiejskiej dzielnicy, gdzie pół wieku później przyszedł na świat Antonio. Jednak jeszcze w dzieciństwie przeniósł się z rodziną, najpierw do La Coruñi, a następnie do Barcelony, by uczyć się malarstwa.

Do rodzinnego miasta nie wracał później na dłużej, nie ma tu też jego grobu. Jest za to bogata kolekcja 233 jego prac, które podziwiam w Muzeum Pabla Picassa w zabytkowym centrum Malagi. Są tam dzieła – malarstwo, grafika, porcelana – które nieczęsto lub wcale nie były pokazywane gdzie indziej na świecie. W Maladze możemy je oglądać dzięki Christine i Bernardowi Ruizowi-Picasso, synowej i wnukowi artysty. Uwaga, w pobliżu jest Casa Natal – dom narodzin Picassa. Czasem zapytani o drogę do muzeum ludzie mylą te dwa miejsca. W Casa Natal prezentowane są wystawy czasowe, dokumenty i pamiątki dotyczące rodziny i artysty. Jest bogata biblioteka, odtworzono też pracownię ojca artysty, który ponoć porzucił malarstwo, kiedy zobaczył obraz Picador, który jego syn namalował w wieku 8 lat. Obraz olejem, na drewnianej ściance pudełka od cygar, nie jest odwzorowaniem scenki, jaką Picasso mógł zaobserwować na ogromnej arenie przy Plaza de Toros, gdzie do dziś w drugiej połowie sierpnia spotykają się najlepsi toreadorzy.

Żółty pikador Picassa był najprawdopodobniej odwzorowaniem jednej z modnych wówczas reklam z motywem walki z bykami. Dzieło zdradzało jednak geniusz artysty. A toreadorzy i byki byli później częstym motywem jego prac. Tak samo jak gołębie, które po latach kojarzyły mu się z dzieciństwem. Zresztą podobno od rysowania tych ptaków mały Pablo rozpoczął swoją artystyczną drogę.

Późne śniadanie

Często zapamiętuję jakieś miejsce z podróży od strony kuchni. Malaga jest więc dla mnie miejscem, gdzie zjem dania z ryb i owoców morza. Kopiaste półmiski gotowanych krewetek posypanych solą morską, które podają w Tragatapas w centrum miasta, są nie do pokonania w swojej kategorii. Za każdym razem, kiedy tam byłem, przy małych niebieskich stolikach w sąsiedztwie siedzieli młodzi ludzie wyglądający na studentów oraz pracownicy miejscowych biur. Uwielbiam takie miejsca – niewyszukane i nieudające nie wiadomo czego z napuszoną atmosferą. Prosisz o krewetki, więc dostajesz je świeże, delikatne w smaku i w dodatku jest tanio. Malagę zapamiętam też z powodu śniadań w barze na ulicy, gdzie stoi moja willa „Pestka”. Podawano mi kawę, sok z pomarańczy i tostados – grzanki z oliwą i świeżymi pomidorami w postaci sosu albo bagietkę z jamón serrano bądź znacznie droższą ibérico. Nie były to jednak samotne lub pospieszne śniadania. Ok. godz. 10, kiedy się tam pojawiałem, w barze było wyjątkowo tłoczno i z każdej strony dochodziły ożywione rozmowy. I raczej nie było to narzekanie na pogodę, choroby i zły świat. W życiu dzieje się przecież tyle ciekawych rzeczy do opowiadania.

Jakkolwiek by planować pobyt Maladze, zawsze po trasie będzie Plaza de la Constitución, który od wieków jest centralnym placem miasta. Kiedyś stały tam ratusz, więzienie i klasztor, bliżej naszych czasów, w XIX w., zagościły tam bardziej przyjemne lokale, wśród nich kawiarnie.

Na placu pod numerem 1 jest Café Central, która jest spadkobierczynią tej tradycji, istnieje w tym miejscu od ponad 100 lat, powstała z połączenia trzech kawiarni. Od początku rozbrzmiewała w niej nastrojowa malagueña, czyli tradycyjna odmiana flamenco, świętowano zwycięstwa toreadorów. W tamtych czasach Café Central zamykano tylko na godzinę nad ranem, żeby posprzątać. Dziś ta słynna kawiarnia i restauracja jest otwarta od godziny ósmej do północy. Spaceruję po marmurowym bruku ulicy Marques Larios prowadzącej w kierunku portu. To główny deptak handlowy miasta. Połowa eleganckich domów należy dziś do spadkobierców rodziny Larios. Pozostała część to własność rodziny Quesada.

Gdyby ktoś planował, że wygra miliony w największej na świecie bożonarodzeniowej loterii El Gordo de Navidad albo w zwykłym losowaniu (punkty loterii są w Maladze co krok) i kupi apartament na Larios, to się rozczaruje. Właściciele nie sprzedają nieruchomości, a tylko je wynajmują. Ta ulica to wieczny karnawał.

W okresie Bożego Narodzenia w Hiszpanii nie ma bardziej rozświetlonego od niej miejsca, nad głowami przechodniów rozpościera się sklepienie z pół miliona lampek. W sierpniu podczas święta miasta ulica tonie w kolorowych lampionach i kwiatach, a we wrześniu, kiedy trwa Pasarela Larios Málaga Fashion Week, zamienia się w 350-metrowy wybieg. Kogo to nie do końca kręci, może wejść do miejskiego parku, a raczej rajskiego ogrodu z tropikalnymi roślinami i fruwającymi nad głowami zielonymi papugami. Urocze, ciche i zacienione miejsce, co doceniam zwłaszcza w południowym słońcu. I nigdzie się nie spieszę. Pewne sprawy mogę załatwić przecież jutro.

INFORMATOR

Dolot

Do Malagi można dolecieć bezpośrednio linią Ryanair. Cena biletu w dwie strony to wydatek ok. 450 zł. Po mieście jeździłem rowerem, a pomiędzy miastami pociągiem (bilety ok. 14 euro).

Nocleg

W serwisie airbnb.com znajdziecie mnóstwo mieszkań i domów do wynajęcia.

Rozrywka

W Maladze imprezowe szaleństwo trwa trzy dni, od czwartku do soboty. Trudno zliczyć wszystkie bary, puby i chupiterie. Nocne towarzyskie spotkania kończą się zazwyczaj w przybytku, który
jest otwarty do ostatniego klienta.

Spróbuj espeto de sardinas

Sardynki z grilla opalanego drewnem na plaży to jedna z tych prostych przyjemności, które najbardziej smakują w życiu. Nabijane są po cztery, pięć na trzcinowe patyki. Pierwsze espeto przygotowano w Maladze w XIX w. Wpadł na ten pomysł właściciel jednej z restauracji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *