Chiny

29 stycznia 2020

Chiny. Kim są mężczyźni diaosi?

Tagi: ,

Diaosi to po mandaryńsku „włosy łonowe”. W młodzieżowym slangu i trochę prześmiewczo oznacza to mężczyznę o przeciętnym wyglądzie. Tak mało elegancko  określa siebie samych duża część pokolenia millenialsów, Chińczyków urodzonych w latach osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych, dziś będących w okolicach czterdziestki.

Stoją na uboczu sukcesów gospodarczych Chin. Nie mają własnego mieszkania, samochodu, drogiego smartfona, nie zarabiają tyle, ile by chcieli, chociaż posiadają dyplomy uniwersyteckie. Nie wydają dużo na jedzenie. Wolny czas spędzają przy komputerze, oglądają filmy, grają, zaglądają na Weibo, jeden z najpopularniejszych w Chinach portali społecznościowych, podobny do Twittera, by sprawdzić, czy ich idol, idolka nie wrzucili czegoś nowego. Konta mają tam między innymi azjatyckie gwiazdy filmowe, piosenkarze, znane osobistości biznesu i mediów, sportowcy, naukowcy, organizacje i urzędnicy z Hongkongu, Chin kontynentalnych Malezji, Singapuru, Tajwanu i Makao. Weibo kształtuje opinie i gusta także diaosi.

Nawet do siedemdziesięciu procent osób przed czterdziestką uważa się za diaosi. Najwięcej wśród nich jest programistów, studentów, pracujących w usługach, w marketingu. 

W Chinach rośnie pokolenie internetowych gwiazd – wanghong. Mają większy zasięg online niż Oprah Winfrey. Pokazują Chińczykom przede wszystkim, co nosić, co kupować. I mają ogromny wpływ na diaosi. Jest to nowe zjawisko, które badają już ekonomiści, socjolodzy, spece od marketingu. Pojawiło się określenie „ekonomia wanhong” do opisania chińskiej gospodarki opartej na wpływach marketingowych blogerów, vlogerów, celebrytów, trendsetterów, influencerów w różnych dziedzinach. Są dla fanów liderami opinii, ich styl życia, ubierania, makijażu jest kopiowany przez zwolenników, którzy uważają, że wystarczy mieć takie ubranie jak idol, by się prawie nim stać. Ocenia się, że rocznie za ich pośrednictwem i pod ich wpływem sprzedano w e-handlu towary za prawie 58 miliardów juanów. Badacze znaleźli odpowiedź, dlaczego tak się dzieje w Państwie Środka. Chińczycy łatwiej trzymają się standardów grupy, mają bardziej kolektywistyczną kulturę niż społeczeństwa Zachodu, gdzie istotny jest silny indywidualizm. Dlatego łatwiej jest im ulegać grupowo presji liderów opinii.

Ostatnio miliony diaosi słuchają tego, co mówi do nich Papi Jiang. Z wyglądu bardzo przeciętna Chinka, drobna twarz, fryzura zwykła, ubrania bez szaleństw. W filmikach często występuje na tle domowego bałaganu, na stole pusta butelka, na kanapie but. Po mieszkaniu krzątają się dwa koty. Papi mówi szybko, naśladuje osoby, które każdy ma w swoim otoczeniu, wyśmiewa tradycje Chińczyków i przeklina po angielsku i chińsku. Parodiuje dialekty, jest bezlitosna dla celebrytów i aktorów. I jest dowcipna. Prosi zespół WeChat, by zrobili funkcję, która automatycznie będzie lubić posty jej rodziców i chłopaka. Wyśmiewa się z par zakochanych, które w walentynki karmią się wzajemnie w restauracjach. Albo z koleżanki, która chciała flirtu z szefem, ale ten wybrał atrakcyjnego kolegę.

Papi jest gwiazdą internetu i ma miliony fanów na chińskich portalach, można ją też zobaczyć na Youtubie. Jej niezgrabne z pozoru filmy dziennie ogląda ponad 70 milionów osób. Nie jest w typie seksownej chińskiej gwiazdy. Normalność to nowy hak na chińskich klientów. Tamtejsze gwiazdy internetu coraz częściej kreują się na przeciętnych diaosi. Wielu blogerów modowych nie pokazuje siebie poprzebieranych w dziwaczne stylizacje, ale starają się wyglądać normalnie, prezentując najnowsze kolekcje Diora czy Louisa Vuittona. I tym kupują kolejne miliony młodych ludzi, którzy chcą ich naśladować. Doskonale jednak wiedzą, o co im chodzi, co chcą pokazać i jak. Ci najważniejsi blogerzy mają w kieszeniach dyplomy z marketingu najlepszych amerykańskich czy angielskich uczelni. Znają się doskonale na modzie i promocji, mają opanowane media społecznościowe, eksperymentują z różnymi drogami docierania do ludzi. I doskonale wiedzą, którą z tych dróg wybrać.

Tekst jest fragmentem mojej książki Made in China, z rozdziału Twarze w kształcie litery „V”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *