Hiszpania

Barcelona dla imprezowicza, kibica i wyznawcy Gaudiego

Stolica Katalończyków to właściwe miejsce dla tych, którzy uwielbiają jeść, mają ochotę na nocne życie albo rozpiera ich energia fana piłki nożnej. Zachwycone będą też osoby z wyobraźnią i ci, którzy cenią sobie proste przyjemności: aromatyczną kawę, błękitne niebo i różowe, musujące wino. Wyborów jest tu wiele, a jedno jest pewne: Barcelona jest nie do podrobienia. Oto mój ranking miejsc dla imprezowiczów, kibiców i wyznawców Gaudiego.

Domy jak ze snu

Gdyby ogłoszono plebiscyt na najbardziej dziwne miasto, to Barcelona znalazła by się w ścisłej czołówce. I nie tylko dlatego, że jej mieszkańcy układają castells, czyli wieże z ludzi, tańczą w kółku sardenę na placach, bądź maszerują z lalkami gigantami ciasnymi uliczkami. Ale największej ekstrawagancji dodał miastu architekt Antonio Gaudi. 

Jedyna w swoim rodzaju Sagrada Familia, ekscentryczne Casa Battló, Casa Vicens, Casa Mila, bajkowy park Guëll, pałac księcia Guëll – to wszystko dzieła pozostawione nam przez Gaudiego. Wszystkie tu wymienione są dziś na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Zachwycają i wprawiają w zdziwienie, tym bardziej że poza Barceloną podobnych nie ma. Kiedy jednak mistrz je tworzył, nie budziły zachwytu. Z jego geniuszu pokpiwał nawet Pablo Picasso, który przecież sam szedł pod prąd ze swoją sztuką. Kiedyś ponoć zobaczył czerstwy chleb pogryziony przez myszy. – Dzieło Gaudiego – śmiał się.

Współcześni nie rozumieli architekta, jego pofalowanych, bajkowych budowli, ozdób jak z zaczarowanego lasu. Nawet Amerykanie nie wierzyli w niego. Zamówili u Gaudiego projekt hotelu w Nowym Jorku, ale wycofali się z umowy, ponieważ uznali, że przedstawiona im wizja jest niewykonalna. Podobno szalone formy architekta miały powstawać pod wpływem eksperymentów z halucynogennym muchomorem czerwonym. Są to zapewne brednie, jak i opowieści, że był masonem.

W każdym razie Temple Expiatori de la Sagrada Familia, czyli Przebłagalna Świątynia Świętej Rodziny stała się symbolem Barcelony. Było to jego ostatnie dzieło, oddał mu się bez końca. Głodził się, chodził ubrany jak nędzarz, nie dbał o siebie i nie miał nikogo bliskiego, kto by o niego zadbał. Gaudi nie doczekał końca budowy tej wspaniałej świątyni. Pewnego czerwcowego dnia 1926 roku wpadł pod tramwaj i trzy dni później zmarł w szpitalu dla nędzarzy. Sagrada Familia miała wtedy ukończoną tylko jedną z 12 wież. Budowa wciąż trwa…

Bezsenne miasto

Tapas, pa amb tomáquet, escalivada, esqueixada. Do tego kiełbasy: biała i czarna butifarra i fuet, owoce morza, paella podawana tylko w czwartki. Kurczak w jednej potrawie z langustą, królik z krewetkami bądź ślimakiem. Po daniach głównych desery i musują cewino cava. Poznawanie Barcelony od strony kulinarnej jest niezwykle fascynujące i dostarcza wyjątkowych wrażeń.

Najlepsze jedzenie – to nie tajemnica – bywa dalej od centrum, w małych barach, gdzie kelnerzy przygotowując stoły dla kolejnych gości, spieszą się i zrzucają na podłogę zgniecione serwetki i okruchy. Im większy tłum, tym lepiej. Jak w szampanerii przy Carrer de la Reina Cristina 7, gdzie trzeba się mocno porozpychać wśród gości z całego świata, by zamówić różowego szampana który od 40 lat produkują właściciele baru.

Ten konkretny bar zamykają wyjątkowo wcześnie, bo bo przed północą. O tej porze Katalończycy dostają nowy zastrzyk energii i rozpoczynają nocne życie – wielu idzie spać dopiero, kiedy wstanie słońce. Wybór miejsca może sprawić problem. Tawerny, bary, puby i kluby, muzyka elektroniczna, rockowa, z lat 70, hip hop, jazz, fun, flamenco. Co kto lubi.

Mieszkańcy Barcelony bawią się zwykle od czwartku do soboty, ale ze względu na turystów kluby, zwłaszcza w Ciutat Vella, w dzielnicy Raval, znanej z intensywnego życia nocnego, także wzdłuż plaż są czynne przez siedem dni w tygodniu. Sala Apollo (Nou Rambla 113) i jej bliźniak Nitsa Club (w tym samym budynku) rozpoczynają tydzień imprezowo klubowy od poniedziałku. Co noc otwiera się Club Moog, małe, ciemne, atmosferyczne mejsce (Carrer de l’Arc del Teatre 13). Klub ma dwa piętra, muzyka techno, electro pop a dla odpoczynku w małej sali disco z lat 80.

Miłośników różnej muzyki zaprasza Razzmatazz (Carrer dels Almogàvers, 122). Jest tam pięć klubów w jednym: na dole indyjski rock w Klubie Razz, na górze techno w The Loft i Lolita. Pop Room i Rex Room są bardziej zrelaksowanymi miejscami z popem, electro i disco. 

W Diobar (Av. del Marquès de l’Argentera, 27) co piątek jest koncert salsy na żywo. Nikt nie podpiera tam ścian. W barze La Bota (Carrer d’En Fontrodona, 23) spokojnie można wypić lamkę wina i od czwartku do niedzieli posłuchać muzyki na żywo.

A może ktoś ma ochotę na jazz? Najlepszym miejscem jest Massimas (Plaça Reial 17), oblegany przez artystów różnej maści i Cafe- Ocaña (Plaça Reial, 13-15) z koncertami w piątki i soboty.

Czerwono-niebieskie serca

„Mes que un club”, czyli więcej niż klub brzmi motto słynnej Barçy. Największe na świecie gwiazdy futbolu, imponujący Camp Nou, który może pomieścić ponad 100 tysięcy osób. Na trybunach fani z Barcelony, z Katalonii, spoza Hiszpanii, z całego świata. To robi wrażenie. Tak jak kolejki do muzeum FC Barcelona, większe niż do sławnego muzeum Picassa, w którym jest ok. 3500 dzieł artysty.

Mecze na Camp Nou rozgrywane są z reguły w niedziele i w soboty.  Ale jeśli celem jest zwiedzanie Camp Nou lub zakupy w trzypiętrowym sklepie klubu, należy to zaplanować na dzień, kiedy nie ma meczu. Bilety na rozgrywki można kupić w wielu miejscach, m.in. w sklepach Carrefoura, jedynie zakup ich u koników na Rambli jest zarezerwowany dla wyjątkowo naiwnych.

Jest też inna opcja niż stadion, a mianowicie można wybrać wariant „mecz+tapas+piwo”. W Barcelonie jest wiele miejsc, gdzie oferują taką rozrywkę. Llopart to typowy bar dla culés, czyli kibica Barçy – na ścianach są flagi i szaliki, a kiedy pada gol, culés ryczą, rzucają się na sąsiadów, wszyscy się ściskają i całują ze szczęścia. „Blaugrana al vent, un cri valent, tenin un nom, el sap tothom, Barça, Barça, Baaaarça” („Czerwono-niebiescy niosą na wietrze bojowy krzyk, nazywamy się, każdy wie jak, Barça, Barça, Baaaarça) – śpiewają hymn drużyny.

Llopart jest na Guadiana 28. Podobne klimaty są m.in. w Cervesseria Catalluna (Encarnació 21), Granje el Canario (Pl. De Lesseps), Bar Brussi (LLiberterie 23 w dzielnicy gotyckiej), Le taverna de Barcelona (Ronda Universitat), Mau Mau (Fontrodona 35). Kobiety kibicki mają swój klub Le Sue (Villarroel 60).

Udanego pobytu!

PS.

Jeśli szukacie sprawdzonego noclegu, to polecam wam dizajnerski hotel Barcelo Raval z niesamowitym widokiem na miasto! I zobaczcie jakie fajne mają pokoje:) jak dla mnie, to najlepsza miejscówka w stolicy Katalonii. Więcej na stronie hotelu: https://www.barcelo.com

Categories: Hiszpania, Porady

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>