Austria

29 grudnia 2017

Wiedeń. Sylwester tylko we fraku

Tagi: , , , , ,

Tuż przed sylwestrem w wypożyczalni kostiumów balowych Lambert Hofer Junior przy Margaretenstrasse 25 w pobliżu Wiedeńskiej Opery Narodowej trwają ostatnie przymiarki fraków i smokingów. Zamawiają je tutaj austriaccy politycy, gwiazdy kina i celebryci.

– Na prawdziwych balach obowiązkiem wytwornego dżentelmena jest włożenie fraka lub przynajmniej smokingu – uważa modystka Olga Hofer, właścicielka atelier nazywana przez wiedeńczyków „Królową Fraków”. Ruch z zamówieniami zaczyna się tuż po wakacjach. Na zielonych ścianach atelier wisi mnóstwo zdjęć zadowolonych klientów: m.in. Richarda Burtona, Plácida Dominga i byłego szefa ONZ Ban Ki-moona, którego Olga uratowała z ubraniowej opresji. Polityk na wiedeński bal zabrał zwykły garnitur. W ciągu jednego dnia mistrzyni krawiectwa uporała się ze wszystkim: rano pobrała miarę, a wieczorem dostarczyła frak. Szef ONZ najwyraźniej był zadowolony – ubrany w idealnie skrojony strój uśmiecha się ze zdjęcia.

Podczas gdy u krawców trwają ostatnie przymiarki, w najsłynniejszej szkole tańca w Wiedniu – Tanzschule Elmayer – odbywają się lekcje „last minute”. Kursanci powtarzają kroki walca, trenują odpowiednią postawę. Na sylwestrowym balu cesarskim w Hofburgu nie mogą dać plamy. Do dawnej rezydencji Habsburgów znów zjedzie ponad 2,5 tys. gości z całego świata. Szykuje się imperialny przepych jak za czasów cesarza Franciszka Józefa i jego żony Sissi.

Piąta pora roku

W Wiedniu, jak nigdzie indziej w Europie, liczy się taniec. W ciągu całego roku odbywa się tu ponad 400 balów. Wiedeńczycy uważają sezon balowy za odrębną – piątą porę roku. I nie ma znaczenia, gdzie odbywają się imprezy: czy w Hofburgu, w Operze, czy są to sylwestrowe szaleństwa na największej sali balowej Europy na ul. Graben, gdzie pod zawieszonymi gigantycznymi żyrandolami wirować może każdy.

Dla wiedeńczyków walc jest religią, a szkoła Elmayer jest dla nich jak Watykan – napisał The Washington Post, a jej właściciela (w trzecim już pokoleniu), profesora Thomasa Schäfera-Elmayera, gazeta okrzyknęła papieżem tej religii. Profesor jest autorem książek o etykiecie i dla Austriaków wyrocznią w sprawie dobrych manier. Pytam go o wyższość sylwestra w Wiedniu nad innymi imprezami w Europie.

– Największą różnicę stanowią wiedeńczycy, którzy są niezwykle doświadczeni w balach i rozumieją, że goście są najważniejszymi aktorami wieczoru. Pamiętają o eleganckim stroju, szarmanckim zachowaniu, a przede wszystkim czerpią radość z tańca. Ale Wiedeń wyróżnia też sylwestrowy szlak, na którym odbywa się wiele imprez – wyjaśnia profesor.

Silvesterpfad, czyli sylwestrowy szlak przebiegający przez centrum miasta, plac ratuszowy i najstarszy na świecie park rozrywki Prater, startuje o godz. 14 i trwa do drugiej nad ranem. Brukowane uliczki, bulwary i place zamieniają się w imprezę, w której każdego roku bierze udział ponad 800 tys. osób. Ustawione są stoiska z ponczem, winem musującym i kiełbaskami z grilla. Do tego sceny z muzyką na żywo ciągnące się niemal bez końca. Słyszę walce, klubowe hity, złote przeboje lat 80., a nawet muzykę ludową. Głowa nieco mi pęka od nadmiaru dźwięków.

Na chwilę zbaczam z imprezowej ścieżki, by o godz. 19 obejrzeć na żywo Zemstę nietoperza Johanna Straussa w Wiedeńskiej Operze Narodowej. Dzięki gigantycznemu ekranowi na placu Karajana operetka dostępna jest dla wszystkich i za darmo. Potem sylwestrowy szlak prowadzi mnie dalej, na Prater, a tam na diabelskie koło, by spojrzeć na stolicę Austrii z 64 m (jeśli wolicie więcej doznań, to czekają tu na was także tunel strachu, karuzele i trasy gokartowe). Na kilka minut przed końcem roku stoję przy gotyckiej katedrze Świętego Szczepana. I czekam, aż dzwon Pummerin – największy w Austrii i trzeci co do wielkości bijący dzwon w Europie – wybije północ. Potem rozbawieni goście w całym mieście zaczynają tańczyć do taktu walca Nad pięknym modrym Dunajem Straussa. Grają go radio i państwowa telewizja, puszczany jest w klubach dla hiphopowców i na parkietach z muzyką dance. Tradycja zobowiązuje.

Na kaca dobry koncert

Poranek noworoczny witam tak, jak na prawdziwego balowicza w Wiedniu przystało – na tradycyjnym Katerfrühstück, czyli „śniadaniu kacowym” na placu Ratuszowym, które rozpoczyna się o godz. 10. Z kieliszkiem szampana i kiełbaską w bułce razem z innymi „zmęczonymi” oglądam na telebimie Koncert Noworoczny Filharmoników Wiedeńskich.

Bilety na tę muzyczną ucztę w Złotej Sali Wiedeńskiego Towarzystwa Muzycznego wyprzedano już rok wcześniej – są na zapisy, potem jest losowanie szczęśliwców, którzy za tę przyjemność płacą nawet po 1000 euro. Nam wirtuozi grają do śniadania za brawa. Niektórzy widzowie próbują jeszcze tańczyć. Kiedy po południu otwierają się kolejne restauracje i bary, ja już odsypiam sylwestrowe szaleństwa w pociągu do Warszawy. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *