Portugalia

29 sierpnia 2017

Żółtym tramwajem przez Lizbonę

Tagi: , , , , , , , , , , ,

Lizbona – miasto św. Antoniego i seryjnego mordercy Diogo Alvesa. Gorące i oślepiające ostrym słońcem za dnia; wilgotne, wietrzne i skąpane w dekadenckim świetle wieczorem. Romantyczne zakątki, wielkomiejski szyk, smaczne ryby i dobre, tanie wino. Nowoczesność i cenne zabytki. No i jedno z niewielu miejsc w Europie na polską kieszeń!

Stolica Portugalii chyba nie byłaby sobą, gdyby nagle jej mieszkańcy przestali wywieszać za oknami pranie. Albo gdyby zamknięto windę św. Justyny, którą można dostać się z jednej dzielnicy miasta do drugiej, bądź jeśli ktoś wpadłby na pomysł zmienić trasę żółtego tramwaju „28”.

Prześcieradła, powłoki i kalesony suszyły się nad głowami przechodniów kilkaset lat temu, i tak jest też dziś. – Nie ma w tym nic dziwnego w mieście, w którym słoneczne dni ciągną się bez końca, a mieszkania nie są ogrzewane jesienią i zimą – objaśnia mi moja przewodniczka Filipa Abreu. Ale jest też inne wytłumaczenie – „convivio”. – Czyli życie towarzyskie gospodyń, te ploteczki przy rozwieszaniu prania… Trudno z tego zrezygnować. Tym bardziej że Lizbona jest jakby stworzona do convivio. W Alfamie niektóre uliczki są tak wąskie, że niekiedy mieści się w nich ledwo jedna osoba. Można więc swobodnie rozmawiać, siedząc w oknach dwóch budynków po obu stronach ulicy – tłumaczy Filipa.

Fałszerze są na całym świecie

Lizbona podobnie jak Rzym położona jest na siedmiu wzgórzach. Według mnie to jest klucz do jej poznania. Dotarcie do punktów widokowych i rozpoczynanie stamtąd spacerów to świetny sposób na zwiedzanie miasta.

Mój hotel w Lizbonie był przy jednym z takich punktów – wzgórzu z parkiem Edwarda VII. Z góry można objąć wzrokiem całe centrum, a nawet niebiesko-srebrzysty Tag. Idąc w dół, po minięciu ogromnego ronda, gdzie stoi pomnik markiza de Pombal (odbudował Lizbonę po trzęsieniu ziemi w 1755 r.), wejdziemy na Avenida da Liberdade. Jest to główna, licząca 1,5 km aleja miasta.

Przechadzka między palmami, wiązami, akacjami, fontannami i kafejkami to czysta przyjemność. Aleja zaprowadzi nas do placu dos Restauradores, jednego z najruchliwszych punktów miasta. Stamtąd możemy dostać się wyżej, na Bairro Alto i znowu będziemy mieć okazję podziwiać panoramę Lizbony.

Zawiezie nas tam żółta kolejka – Elevador da Gloria. Z góry, z Miradouro de Sao Pedro de Alcantara, zobaczymy m.in. mury Zamku św. Jerzego, katedrę Se, kawałek rzeki. Polecam odwrócić głowę i odszukać szyld Instituto do Vinho do Porto. Instytut mieści się na parterze jednego z pałacyków i jest o tyle ciekawy, że przechowuje się tam ok. 6 tys. win z Porto. Jest to urząd państwowy, który kontroluje jakość i ilość trunków pochodzących z doliny Douro.

Na miejscu można degustować różne gatunki wina i nabyć ten trunek. Po wizycie będzie już jasne, że prawdziwe porto musi mieć na etykiecie certyfikat instytutu, być produkowane w Portugalii. Na pewno nie jest nim np. Porto Fino z Polski, Porto del Abuelo z Peru, Port Wein Rose z Mołdawi i Port KSS z Turcji.

Seryjny morderca w słoju z formaliną

Lizbonę można poznawać też przy pomocy windy. To chyba najbardziej szalona rzecz, z jaką zetknąłem się w tym mieście. Tak na marginesie, na liście top lizbońskich szaleństw mam jeszcze zamknięcie w 1853 r. deptaku na akwedukcie das Aguas Livres po tym, jak seryjny morderca Diogo Alves zrzucał z niego, z wysokości 65 m, swoje ofiary. Alves został powieszony za pozbawienia życia kilkudziesięciu osób, a po śmierci ucięto mu głowę, żeby zbadać jego mózg. Do dziś głowa Alvesa jest w słoju z formaliną na Wydziale Lekarskim uniwersytetu w Lizbonie.

Ale wracając do windy, jest to oczywiście szaleństwo w innym stylu. Bo trzeba mieć bardzo nietuzinkowe myślenie, żeby wpaść na pomysł, by połączyć dwie części miasta (niżej położoną Baixę z górującą Chiado) windą. Proste i genialne. Windę św. Justyny (32 m) na ulicy do Ouro skonstruował w 1902 r. Raoul Mesnier de Ponsard, uczeń Gustave’a Eiffela. Wewnątrz wciąż cieszy oko elegancki wystrój kabiny wyłożonej drewnem i udekorowanej brązem. Winda dowiezie nas na mostek, z którego możemy oglądać dachy miasta i który poprowadzi nas do placyku Largo do Carmas. To wyjątkowe miejsce w Lizbonie. Byłem tam ok. 9 rano. Obok fontanny pośrodku placu malarz malował obraz, w rogu kobieta rozmawiała szeptem przez komórkę, żandarmi przed budynkiem Gwardii Narodowej stali na baczność, puste kamienne ławki, pozamykane okna w domach, zamknięte Muzeum Archeologiczne, ruiny klasztoru Karmelitów… Cisza i spokój.

Tramwajem do zamku

Do kolejnego punktu – najwyższego w Lizbonie wzgórza z Zamkiem św. Jerzego, który powstał w miejscu, gdzie rozpoczęła się historia miasta – zawiezie nas słynny tramwaj nr 28. Ostatni przystanek żółty wagonik ma zaledwie 10 minut pieszo od zamku. Bardzo przyjemnie jest pospacerować po jego wieżach, murach i po brukowanych uliczkach średniowiecznej dzielnicy Santa Cruz.

Z murów zamku rozciąga się jedna z najpiękniejszych panoram Lizbony. Widać m.in. dachy malowniczej Alfamy, elegancki i największy z historycznych placów w Europie plac do Comercio, wzorowany na moście Golden Gate z San Francisco Most 25 Kwietnia, po drugiej stronie Tagu można dostrzec zarys Statui Króla Chrystusa – lizbońskiej wersji Chrystusa z Rio de Janeiro.

Z góry możemy zejść, błądząc wśród uliczek Alfamy, albo wsiąść w electrico „28”. Legendarny tramwaj z wagonikami sprzed II wojny jest doskonałym przewodnikiem, dowiezie nas do większości najważniejszych i najpiękniejszych miejsc w Lizbonie. Wspina się i przeciska wąskimi uliczkami Alfamy, mija indiańskie delikatesy, afrykańskich fryzjerów, chińskie sklepy, w których sprzedają prawie wszystko, słynny Feira da Ladra („targ złodziei”). Katolicy nie ominą z pewnością kościoła św. Antoniego, na miejscu którego stał kiedyś dom rodzinny świętego. A także stojącej za nim katedry Se.

Kolejne przystanki są już na dole, w centrum. Największy w Europie plac do Comercio, biały od słońca i niewytłumaczalnie cichy, mimo że jesteśmy w centrum miasta. W pobliżu na Rua Augusta za łukiem triumfalnym jest najstarsza w Lizbonie kawiarnia Martinho da Arcada. Później tramwaj znowu wspina się w górę – na Chiado. Kilka przystanków dalej jest rynek de Ourique, okolica znana ze sklepów i butików odzieżowych, obuwniczych oraz z biżuterią, które są wciąż w tym miejscu od lat 30. ubiegłego wieku…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *