Portugalia

26 czerwca 2017

Sardynki, ocean i stare wino

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Nabrzeże PortoPrawdziwa muzyka fado jest w Lizbonie – przyznają mieszkańcy Porto. Ale żeby zjeść prawdziwe sardynki, trzeba podróżować trzy dni – brzmi miejscowe porzekadło. Tyle bowiem zajmowała dawniej podróż z głębi kraju do „miasta mostów“.

Ponoć tylko w Porto sardynki pachną oceanem. Nawet na Boże Narodzenie są mrożone w wodzie z Atlantyku. – Umyte w słodkiej wodzie tracą smak – tłumaczy fachowo Manuel Silva, przewodnik z Porto. I poucza: – W kuchni najważniejsze jest to, kto gotuje. Musi to być najstarsza kobieta w domu. Ma najwięcej doświadczenia – śmieje się, choć pewnie ta akurat zasada nie jest typowa tylko dla Porto.
Jak Warszawa z Krakowem albo Bydgoszcz z Toruniem, tak Porto od wieków rywalizuje z Lizboną. Wynik jest zwykle remisowy. Ale w ostatnich trzech, czterech latach to miasto położone nad Atlantykiem wyprzedza stolicę kraju pod względem temperatur. Za sprawą zmiany klimatu przez dziewięć miesięcy w roku panują tam coraz większe upały, których nie chłodzi nawet wiatr znad oceanu.

Porto wygrywa też rywalizację pod względem cen, co dla polskich turystów nie jest bez znaczenia. W północnej Portugalii jest znacznie taniej niż w Lizbonie albo na południu kraju, gdzie tłumnie wypoczywają Francuzi, Brazylijczycy i mieszkańcy północnej Europy.

Hip-hop w filharmonii

Rywalizacja pomiędzy miastem, od którego wzięła się nazwa całego kraju, a Lizboną dotyczy niemal każdej dziedziny. Przykładem jest chociażby Muzeum Sztuki Nowoczesnej Fundacao de Serralves, jedna z najważniejszych tego typu placówek na świecie.

– Plany budowy ciągnęły się latami, ale kiedy rząd chciał przenieść inwestycję do Lizbony, to przyspieszyliśmy i muzeum szybko powstało – mówi Sonia Berges, pracownik placówki. Dziś jest to jeden z powodów do dumy mieszkańców Porto.

Imponuje już bryła budynku, zaprojektowanego bez schodów, by odwiedzający patrzyli nie pod nogi, ale na ściany. Wystawy w białym gmachu, wyglądającym jak garść klocków rzuconych na trawę, w każdą niedzielę do południa można zwiedzać za darmo. Architekt Alvaro Siza Vieira w 1992 r. otrzymał za Serralves prestiżową  Nagrodę Pritzkera.

Nie mniejsze wrażenie,  a na mnie nawet większe, zrobił otaczający muzeum ogród. Na 18 hektarach Parque de Serralves założono ogrody różane, warzywniaki, zielniki, korty tenisowe, herbaciarnie i place zabaw dla dzieci. A wszystko to dzielą zagajniki cisów, brzóz, eukaliptusów, stawy i fontanny. Park wokół muzeum, otoczony wysokim murem, znakomicie zresztą współgra z sąsiedztwem – wspaniałymi domami najbogatszych mieszkańców Porto.

Muzeum Serralves nie jest jedynym przykładem nowoczesności w tym liczącym ponad 4 tys. lat mieście. Nowe Porto dumne jest także z Casa da Musica, czyli Domu Muzyki. Ta główna sala koncertowa miasta, ulokowana w futurystycznym budynku zbudowanym pośrodku starych XIX-wiecznych domów, jest uznawana za jego dzisiejszą wizytówkę.

Równie imponujące jak zewnętrzna bryła jest wnętrze, wykończone głównie drewnem i szkłem – materiałem rzadko wykorzystywanym w salach koncertowych, ponieważ nie odbija dźwięków. Architekt, Holender Rem Koolhaas, uparł się jednak przy swojej wizji i zastosował fantazyjnie pofalowane szkło. Efekt: wspaniała akustyka i nadzwyczaj klimatyczna sala koncertowa. Odbywają się tam oczywiście koncerty symfoniczne, ale też pokazy filmów, recitale wykonawców fado, rozbrzmiewają hip-hop, house, trance lub r&b, organizowane są warsztaty.

Bilety są względnie tanie, już od 5 euro. W soboty od 22 do 4 nad ranem w salach Casa da Musica trwają imprezy klubowe. Wstęp na niektóre – za darmo. 

Gospodarze przyjęli też, iż każdy rok, począwszy od 2005, jest poświęcony prezentacji dorobku innego kraju. W tym roku prezentują się USA. – A kiedy Polska? – pytam. Niestety, w najbliższych latach nie ma takich planów.

Ceramiczny urok azulejos

Serralves i Casa da Musica to współczesne Porto. Kolebkę miasta odnajdziemy natomiast u wrót katedry Se pw. Najświętszej Marii Panny. Ta majestatyczna świątynia jest jednym z najstarszych obiektów miasta i jednym z najważniejszych zabytków sztuki romańskiej w Portugalii. Powstała ok. XII w.

We wnętrzu przebudowywanym w późniejszych stuleciach warto zwrócić uwagę na boczny ołtarz po lewej stronie, do którego dekoracji użyto ponad 350 kg srebra. Ciekawe są też gotyckie krużganki, do których wchodzi się z prawej strony, tuż przy wejściu do katedry. Pokryte są ceramicznymi płytkami – azulejos, które Portugalczycy podpatrzyli u Hiszpanów i które tak im przypadły do gustu, że przez wieki zdobili nimi całe ściany i podłogi w pałacach, ogrodach, kościołach,  fasady domów,  mieszkania i instytucje. Te w katedrze Se przedstawiają m.in. sceny z życia Najświętszej Marii Panny.

Świątynia, podobnie jak wiele innych starych kościołów w Portugalii, stoi na wzgórzu. Pięknie widać stamtąd panoramę najstarszej części Porto, z kamiennymi schodkami, krętymi wąskimi uliczkami, przez które czasami ledwo przeciskają się przechodnie. W oddali widać rzekę Douro z kołyszącymi się na niej statkami dla turystów, miejski ratusz, dawne więzienie, przed wiekami znajdujące się poza miastem, a dziś przerobione na muzeum fotografii, wieże kościołów i czerwone dachówki domów. Przy oknach suszy się na sznurkach bielizna.

Ze wzgórza katedry widać też oczywiście jeden z symboli Porto – wieżę kościelną Clerigos, która dawniej służyła żeglarzom wpływającym do portu za punkt orientacyjny.

Harry Potter w księgarni Lello

Katedra Se to doskonały punkt do rozpoczęcia spaceru po starym Porto. Wijącymi się uliczkami schodzącymi w dół albo wznoszącymi się na wzgórze można dojść m.in. do budynku, w którym mieści się księgarnia Lello – uznawana za jedną z najpiękniejszych księgarni na świecie. Koniecznie trzeba ją odwiedzić.

W środku znajdują się kręte czerwone schody, inspirowane paryską Galleries Lafayette, ściany i sufity są bogato zdobione, okna dachowe z witrażami, od podłogi po sufit – wszędzie półki, a na podłodze szyny jak dla kolejki, po których pracownicy ciągną wózki wypełnione książkami. Jak w „Harrym Potterze” – nasuwa mi się skojarzenie od razu po przekroczeniu progu. I nie jest chyba bez racji. 
– Autorka przygód młodego czarodzieja J.K. Rowling była moją sąsiadką. Mieszkała w Porto, pracowała jako nauczycielka języka angielskiego, zanim zaczęła pisać swoją pierwszą książkę – zdradza Manuel Silva.

Księgarnię otwarto w 1906 r. i do dziś jest w rękach tej samej rodziny. Właściciele przyzwyczaili się do tłumów wycieczek, choć są nimi nieco poirytowani. 

Nie pozwalają robić zdjęć we wnętrzu, jednak na prośbę mojego przewodnika zrobili dla mnie wyjątek. Dostałem nawet książkę o historii księgarni z dedykacją od menedżera. „Dziennikarze i księgarze są najmądrzejszymi ludźmi na świecie” – napisał Antero Braga.

Najlepsze sklepy są na Catarinie

Z księgarni Lello jest już blisko do niezwykle barwnych ulic Porto, na których usytuowały się najlepsze kluby nocne, modne kawiarnie, sklepy, dyskoteki i kluby z muzyką na żywo. Znajdziemy je m.in. na ulicach Galeria de Paris, Candido dos Reis, rynku Bolhao, alei Aliados.

Ulica Catarina to z kolei najbardziej handlowa część Porto, wypełniona sklepami i kawiarniami. Istny raj dla lubiących zakupy, tym bardziej że ceny są umiarkowane, a ostatnio ze względu na kryzys jest sporo wyprzedaży. Kupiłem tam dwie koszulki trudno dostępnej w Warszawie marki po 9 euro za sztukę, a po zakupach znalazłem na Catarinie wymarzone miejsce dla siebie. Pod numerem 112 istnieje od 1921 r. najpiękniejsza kawiarnia, jaką kiedykolwiek widziałem – secesyjna Cafe Majestic, jakby żywcem przeniesiona z Paryża.

Wędrówkę po tej części miasta kończę na dworcu Sao Bento przy Praca de Almeida Barrett. Stacja powstała na miejscu, w którym do XVIII w. był klasztor benedyktyński. Polecam Porto Sao Bento ze względu na niezwykłe azulejos zdobiące wnętrze holu dworca. Na płytkach – ponad 20 tys. sztuk zdobi ściany i sufit – przedstawione są historia komunikacji w Portugalii i sceny z dziejów kraju.

Pokusy portowej dzielnicy

Ribeira to kwintesencja Porto i najbardziej malownicze jego miejsce. Wąskie, wysokie domy stłoczone jeden obok drugiego, ciasne uliczki, zapach pranej bielizny i aromat ryby z rusztu. Kościelne wieże z czarnego kamienia, przebogaty Palacio da Bolsa (Pałac Giełdy), kołyszące się na rzece łodzie – słynne barcos rabelos wykorzystywane dawniej do transportu beczek słynnego wina porto, produkowanego na stromych, tarasowatych wzgórzach Doliny Douro.

Do tego niezrównanie błękitne niebo i żelazny most Dona Maria, wywołujący skojarzenia z wieżą Eiffla.I słusznie, bo wybudowano go według pomysłu Gustawa Eiffla. Relaks i błogie wakacje. Nie trzeba więcej po wybornym posiłku w jednej z niezliczonych restauracji i barów.

Podczas spaceru po nabrzeżu wybrałem elegancką restaurację Tonho D. z regionalną kuchnią, urządzoną w starym magazynie ryb. Bardzo mi tam zasmakowało, zjadłem aż siedem grillowanych sardynek. Ceny znośne, mimo rzucającej się w oczy snobistycznej elegancji.

Jeśli jednak komuś nie odpowiadają białe obrusy i dyskretni kelnerzy, może posmakować ryb z ulicznych stoisk, zwłaszcza tuż przy nabrzeżu portowym, naprzeciwko portu rybackiego, na ulicy Herois de Franca lub Avenida de Serpa. Od czerwca do końca sierpnia odbywa się tam grillowanie na ulicy. Być w Porto i nie spróbować świeżych ryb z grilla, to po prostu grzech. Równie ciężki, jak nie zobaczyć oceanu i nie spróbować porto…

JAK DOTRZEĆ DO PORTO

Najtaniej i bez przesiadek linią lotniczą Wizz Air np. z Warszawy. Cena biletu w dwie strony od ok. 450 zł, wizzair.com.

2 thoughts on “Sardynki, ocean i stare wino

  1. O tych grillowanych sardynkach słyszałem. Podobno są rewelacyjne. Byłem w Portugalii kilka razy, ale niestety ich nie spróbowałem, bo nie lubię ryb. Ale po twoim tekście mam ochotę na rybę i na kieliszek wina. I oczywiście na powrót do Portugalii. Pozdrowienia z Krakowa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *