Hiszpania

5 października 2016

Polka próbuje ocalić katalońską tradycję

Na ulicy Princesy w Barcelonie zachował się Arlequín Máscaras, warsztat i sklep z maskami. Miejscową tradycję podtrzymuje Polka Anna Chwaliszewska. Niestety, nad tym uroczym miejscem zawisły czarne chmury.anna_barcelona6

Jeśli będziecie w Barcelonie, koniecznie zajrzyjcie do Arlequín Máscaras. Znajdziecie tam mnóstwo przepięknych rzeczy. Do końca roku sklep będzie jeszcze otwarty. Co później – nie wiadomo.

anna_barcelona2

Anna Chwaliszewska, scenograf i kostiumolog, po raz pierwszy wysiadła na lotnisku w Barcelonie sześć lat temu i oniemiała z wrażenia. – Przyleciałam w październiku. W Polsce o tej porze wiadomo jak jest: szaro i deszcz, smutek na ulicach, a tu palmy, kwiaty, błękitne niebo, przyjemnie ciepło, smaki, których pierwszy raz próbowałam, wino. Mnóstwo kolo­rów, form, wszystko było takie „wow”. Gubiłam się w gotyckich ulicach Barcelony, oddychałam morzem i z każdym krokiem byłam coraz bardziej zachwycona tym miastem – opowiada. Anna wróciła do kraju i zdecydowana na nowe życie spakowała się w dwie walizki. Pracę znalazła już po dwóch tygodniach.

anna_barcelona1

Na ulicy Princesy odkryła Arlequín Máscaras, warsztat i sklep z maskami. Weszła i została. Jakby w tym czarownym miejscu czekano właśnie na nią. Po krótkiej rozmowie ze starszą, miłą panią siedziała, trzymając w ręku pędzel, i malowała maskę. Ludzie, u których znalazła pracę, są jak ona artystami.

anna_barcelona7

Właściciel, Katalończyk Jauma, jest rzeźbiarzem i fotografem. Jego żona Samira pochodzi z Palestyny i jest malarką. Oboje poznali się na studiach we Florencji, byli młodzi, zakochani w sobie, ale nie mieli na chleb. Zaczęli więc robić maski. On wyrabiał piękne formy, ona je dekorowała. Powiodło im się. W latach 70. w Wenecji i Florencji odżywały stare tradycje karnawałowe. To był dobry pomysł na życie, więc postanowili po powrocie do Barcelony go kontynuować. Znowu trafili w rynek.

anna_barcelona8

– Częścią miejscowego folkloru są maski katalońskie i tzw. duże głowy, czyli cap gros. Z zaułków wychodzą malownicze parady gigantów – opowiada Anna. Niestety interes z maskami coraz gorzej idzie. Ręcznie robione, pełne artyzmu rzeczy wypierane są przez chińską tandetę. – Na razie żyjemy, do końca roku nie zamkniemy ponieważ zrobiliśmy maski do opery Scaramouche i dzięki temu popłyniemy kilka miesięcy – wyjaśnia Anna.

anna_barcelona4

Byłem w sklepie u Anny kilka miesięcy temu. Uwierzcie, to naprawdę magiczne miejsce w Barcelonie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *