Hiszpania

27 sierpnia 2016

Katalonia nie tylko dla plażowiczów

Tagi: , , , , , ,

Los Polacos – przezwisko jest z przymrużeniem oka, ironiczne, ale dla nas brzmi całkiem sympatycznie. Przecież nawet piłkarzy słynnej Barçy Hiszpanie nazywają „Polakami”.

Skąd się to wzięło? Do końca nie wiadomo i jest mnóstwo wersji. Ta najbardziej prawdopodobna przyjmuje, że język Katalończyków (urzędowy w Katalonii, Walencji i na Balearach) jest dla reszty Hiszpanów niezrozumiały. Brzmi w ich uszach dziwnie, prawie jak… polski. Według innej wersji przezwisko tłumaczy fakt, że my i Katalończycy wielbimy Czarną Madonnę albo że nasze dwa narody mają podobną historię – całe wieki walki o niepodległość. Funkcjonuje także wyjaśnienie, że Katalończyków napadł generał Franco, a nas Hitler. „Polska” zagadka długo pewnie nie doczeka się rozwikłania, być może znajdą się inne podobieństwa między nami a Katalończykami.

Katalonia8

W każdym razie można przyjąć taką postawę jak Anna Chwaliszewska, Polka, która pewnego dnia przyjechała do Barcelony i jest tam do dziś. – Gdy mówię znajomym: „Soy Polaca”, oni śmieją się i mówią: „To tak jak my”. Na co ja odpowiadam: „Tylko że ja jestem taka prawdziwa Polka” – mówi.

Katalonia4

Anna Chwaliszewska

Nowa rodzina Anny
Prawdziwych Polaków w Hiszpanii wcale nie jest tak mało. Jeszcze kilka lat temu tamtejsze władze szacowały nas na ponad 60 tys. Najwyraźniej podoba nam się tam – są: słońce, woda, plaże. Anna, scenograf i kostiumolog, po raz pierwszy wysiadła na lotnisku w Barcelonie sześć lat temu i oniemiała z wrażenia. – Przyleciałam w październiku. W Polsce o tej porze wiadomo jak jest: szaro i deszcz, smutek na ulicach, a tu palmy, kwiaty, błękitne niebo, przyjemnie ciepło, smaki, których pierwszy raz próbowałam, wino. Mnóstwo kolo­rów, form, wszystko było takie „wow”. Gubiłam się w gotyckich ulicach Barcelony, oddychałam morzem i z każdym krokiem byłam coraz bardziej zachwycona tym miastem – opowiada. Anna wróciła do kraju i zdecydowana na nowe życie spakowała się w dwie walizki. Pracę znalazła już po dwóch tygodniach.

Katalonia2

Na ulicy Princesy odkryła Arlequín Máscaras, warsztat i sklep z maskami. Weszła i została. Jakby w tym czarownym miejscu czekano właśnie na nią. Po krótkiej rozmowie ze starszą, miłą panią siedziała, trzymając w ręku pędzel, i malowała maskę. Ludzie, u których znalazła pracę, są jak ona artystami. Właściciel, Katalończyk Jauma, jest rzeźbiarzem i fotografem. Jego żona Samira pochodzi z Palestyny i jest malarką. Oboje poznali się na studiach we Florencji, byli młodzi, zakochani w sobie, ale nie mieli na chleb. Zaczęli więc robić maski. On wyrabiał piękne formy, ona je dekorowała. Powiodło im się. W latach 70. w Wenecji i Florencji odżywały stare tradycje karnawałowe. To był dobry pomysł na życie, więc postanowili po powrocie do Barcelony go kontynuować. Znowu trafili w rynek.

Katalonia3

– W Barcelonie ludzie się bawią jak przed wiekami. Na ulicach zdarza się jeszcze castell, wieża, jaką w cyrku wykonują akrobaci. Kiedy tylko zrobi się cieplej, na placach i skwerach pojawiają się ludzie tańczący sardanę, narodowy taniec kataloński, symbol jedności. Tańczy się go w kole, trzymając się za ręce. Częścią miejscowego folkloru są maski katalońskie i tzw. duże głowy, czyli cap gros. Z zaułków wychodzą malownicze parady gigantów – opowiada ze znawstwem Anna. Barcelona wciągnęła ją w swoje życie.

Poradnik plażowicza

Miasto można opisać z wielu stron. O Barcelonie nie sposób opowiedzieć, jeśli nie wspomni się o złocistych plażach. Rozpościerają się one łącznie na blisko 5 kilometrach. To na nich toczy się prawdziwe życie, kiedy tylko słońce zaczyna przygrzewać. Jest w czym wybierać. Barcelona, według przewodników, ma 10 plaż. Poza miastem rozciągają się z kolei Costa Brava i Costa Dorada. Ci, którzy nie znaleźli w Barcelonie dla siebie miejsca, odnajdą je bez wątpienia właśnie tam.

Katalonia17

Najpopularniejszą i chyba też zbierającą najwięcej negatywnych komentarzy jest Barceloneta. Barcelończycy narzekają, że są tam za duże fale, że niezbyt czysto i za dużo turystów. Ale prawda jest też taka, że 23 czerwca mieszkańcy Barcelony świętują hucznie i z pokazami sztucznych ogni właśnie na tej plaży jedno z najważniejszych świąt w Katalonii – Diada de Sant Jordi. Na Barcelonecie tętni życie – zaczyna się spokojnie o poranku jogą lub joggingiem, około dziewiątej otwierają się bary chiringuitos. Najpierw pachnie kawą, później zaczynają serwować świeże grillowane ryby, słynne nachos, pyszne kanapki, sałatki, lody. I tak przez cały dzień, ruch, muzyka, uśmiech. Plaża nie pustoszeje pod wieczór, a wręcz przeciwnie: czasem wygląda to tak, jakby impreza dopiero się rozkręcała. Wówczas zaczynają się spotkania w mniejszych i większych grupach, które przeciągają się niemal do rana. Tym bardziej że w pobliżu jest mnóstwo klubów, całonocnych dyskotek.

Muzyki jest dużo, zwłaszcza na plaży przy porcie Forum. Jest tam bar chiringuito, który w niedzielę po południu robi imprezy elektro. Jesteś fanem rave? W jakiejkolwiek odmianie i kolorze? To miejsce jest dla ciebie. Zabawa trwa, na hiszpańskiej plaży można robić niemal wszystko, topless nikogo nie gorszy. Nudyści też – mają zresztą dla siebie zazwyczaj ustalone od dawna rewiry, m.in. na Mar Bella. Szczególnie dużo nagich plaż jest dalej od Barcelony, na Cap de Creus. Swoje miejsca mają też osoby LGBT (na plażach Mar Bella i San Sebastian). Nikt nikomu tu nie przeszkadza. Ale, uwaga! Obowiązują jednak pewne zasady: na plaże nie wolno z reguły przyprowadzać psów. Trzeba też pamiętać, by po skończonym leżakowaniu ubrać się, bowiem za paradowanie po mieście z gołym torsem grozi mandat.

Plaże na wybrzeżu Costa Brava to prawdziwa rozkosz dla każdego. Jeżeli jesteś ich fanem, znajdziesz tutaj swój własny raj – nie będziesz się stresować znanymi znad Bałtyku parawanami. Są parkingi dla rowerów, toalety, bezpłatne wi-fi, boiska do siatkówki i udogodnienia dla niepełnosprawnych, osób z dziećmi. Na Barcelonecie, ale nie tylko, są m.in. wolontariusze, którzy pomogą osobom z niepełnosprawnością skorzystać z kąpieli w morzu.

Katalonia10

Ale jest wiele plaż poza Barceloną, do których nie docierają z reguły turyści. Ma takie miejsca miasteczko Sant Pol de Mar z białymi domami rozstawionymi na nabrzeżnych wzgórzach. Od Barcelony oddalone o blisko godzinę drogi pociągiem. Są tam: bardzo ładna plaża, skałki i co dla wielu ważne – nie ma tłoku. Przynajmniej takiego jak na Barcelonecie. Na Costa Dorada, w dół od Barcelony, jest z kolei sekretna plaża zwana Reykjavík. Tam można się dostać jedynie pieszo, przedzierając się przez gąszcza i las. W lecie odbywają się tu „fiestas de la luna”, czyli księżycowe noce w czasie pełni. Ludzie palą ogniska, śpiewają, tańczą.

Raj można odnaleźć na wspomnianym już Cap de Creus. To już jest dużo dalsza wycieczka od Barcelony. Znajdziecie tu nadzwyczaj wiele cudnych zakątków. Fantazyjnie wyrzeźbione przez naturę klify, ukryte zatoczki z małymi plażami, małe wysepki. Trochę dalej od tego dzikiego wybrzeża łąki, lasy i malownicze małe miasteczka – Llançà, El Port de la Selva, La Selva de Mar, Cadaqués, Roses Palau-saverdera, Vilajuiga, Pau. W zatoczce zwanej Portlligat w miasteczku Cadaqués jest m.in. słynny dom Salvadora Dalego. Dom składa się z szeregu domków rybackich, które zostały połączone w formie labiryntu.

Szampan pod wieczór

Jest wiele rzeczy w Barcelonie, o których mogę powiedzieć za Korą: kocham, kocham, kocham. To na pewno miejsce przy de la Reina Christina 7 (metro Barceloneta). Mieszczą się tam bar i sklep Can Paixano zwany potocznie La Xampanyeria. Podałem dokładny adres, ponieważ lokal jest ukryty. Nie ma bowiem żadnego szyldu, informacji o godzinach otwarcia, nawet witryny nie ma. Trafiłem do niego dzięki przyjaciołom z Warszawy – Grześkowi i jego żonie iberystce. – Koniecznie musisz to odwiedzić – polecili.

Katalonia15

Dwa wieczory chodziłem po dość małej uliczce i szukałem miejsca. Byłem dobrze po dziesiątej i nic. Na uliczce żywej duszy nie było. Na trzeci dzień znajomi zadzwonili z Polski do Barcelony zapytać o lokal. Oczywiście, że nadal istniał. Tyle że bez reklamy i jest zamykany ok. godz. 22.

 

Odwiedziłem szampanerię i przyznaję, że jest to bardzo klimatyczne miejsce. Pije się w nim cavę, kataloński odpowiednik szampana, w różnych kolorach. Można jej próbować od wczesnego rana.

Katalonia14

Po trzech szampankach obowiązkowa zakąska. Serwują kanapki, buły z szynką, kilka mięsnych tapas takich jak boczek, kaszanka, kiełbaski chorizo i butifarra, krokiety z kurczaka, fuet. Ścisk jak w tokijskim metrze, duszno, nieco lepko, brak miejsc siedzących. Swojsko, ceny konkurencyjne, no chyba że komuś przeszkadza tłum i podłoga zaśmiecona resztkami okruchów, serwetek i rozlewającej się na podłogę cavy. Trzy razy kocham te klimaty.

INFORMATOR

Kiedy jechać

Wiosną, a także w czerwcu oraz wczesną jesienią Barcelona jest najmniej przeludniona i jest gwarancja słonecznych dni. W lipcu i sierpniu panują nieznośne upały i jest najazd turystów.

Jak dojechać

Najtaniej liniami lotniczymi Wizz Air. Bilet z Polski do Barcelony to wydatek ok. 199 zł w jedną stronę z bagażem podręcznym. wizzair.com

Transport po mieście

Komunikacja miejska nie jest tania – np. bilet na 10 przejazdów metrem kosztuje ok. 11 euro. Jednorazowy jest jeszcze droższy: 2 euro. Na Costa Brava można dojechać autem (wypożyczenie ok. 80 euro za weekend).

Linie autobusowe
z lotniska i z centrum na Estació del Nord. Bilety w centrach informacji turystycznej i w biurze Sarfy; compras.moventis.es. Ceny od 12 do 26 euro w jedną stronę. Pociągi znajdziesz na renfe.com, ale stacje nie są przy plażach, więc to jazda z przesiadkami. Jest dużo taniej niż autobusem. Do plaż na Costa Brava dojedziesz pociągiem Rodalies R1.

Gdzie spać

Najlepiej wybrać tani hostel w centrum miasta – jest to oszczędność na komunikacji miejskiej, także szansa na odkrycie sekretnych zaułków. Raczej unikajcie hosteli z pokojami ze wspólną łazienką. Rozbawieni, podpici sąsiedzi skutecznie mogą uprzykrzyć nam pobyt. Polecam hostel Lavante. Za pokój z prywatną łazienką zapłaciłem 140 euro za 4 noce.

Jedzenie

Wchodźcie do barów i restauracji pełnych miejscowej klienteli. W Barcelonie polecam m.in.
La Bombetę na ul. de la Maquinista 3 ze smacznymi tapas. Także bar Bo de B! ze smacznymi kanapkami (bocadillos) z grillowanym mięsem (okolice Via Laietana). No i oczywiście La Xampanyeria! Zjeść można też w barach na targach, m.in. na Boquerii.

Owoce morza – szukaj restauracji La Paradeta. Dobra paella – na deptaku od plaży do metra Barceloneta.

Spróbujcie pinchos (pintxos) – tradycyjnych przekąsek spiętych wykałaczką,
np. w Euskal Etxea na Placeta Montcada 1 przy najwęższej ulicy w Barcelonie Carrer de les Mosques.

Ceny w Hiszpanii są zbliżone do polskich. Najbardziej po kieszeni uderzą was bilety wstępów do muzeów i innych atrakcji oraz opłaty za transport publiczny. Np. wejścia do najbardziej znanych budynków, czyli Casa Batlló czy Sagrada Família, rozpoczynają się od 15 euro. Wodę kupujcie w sklepie, u sprzedawców na ulicy jest droższa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *