Samoloty

To ona uczyła nas latania

Przez 20 lat jej głos słyszeli pasażerowie samolotów Polskich Linii Lotniczych LOT. Instruowała nas, jak należy zachować się na pokładzie i gdzie są wyjścia ewakuacyjne. Lektorka Agnieszka Rogińska opowiedziała mi o swojej podniebnej przygodzie i podróżach.

Fot. Grzegorz Rogiński/CIR tel.(+48) 601 96 33 07 iksnigor@gmail.com

Spotykamy się w kawiarnio-księgarni Tarabuk na warszawskim Powiślu. Popijając koktajl owocowy Agnieszka Rogińska rozpoczyna opowieść. – Dwadzieścia lat temu lektorów w Polsce było mało, lektorek jeszcze mniej. Odpoczywałam na Orawie, kiedy zadzwonił do mnie pan o nazwisku Muzyka. Przedstawił się, że dzwoni z LOT-u i zaprosił mnie na nagranie. Wahałam się, a jemu strasznie zależało na czasie i prosił, bym przerwała urlop i wracała do Polski. Krakowskim targiem doszliśmy do porozumienia: pan Muzyka przesunął termin nagrania, a ja tylko trochę skróciłam wakacje – wspomina.

LOT chciał, aby instrukcje bezpieczeństwa i ewakuacji w samolotach czytała lektorka, ponieważ wielu stewardesom nie wychodziło to najlepiej: miały problemy z dykcją, zjadały końcówki słów, sepleniły.

– Weszłam do studia i nagrałam pierwszą serię instrukcji o zapinaniu pasów, zakładaniu masek z tlenem i dmuchaniu kamizelek ratunkowych. Najpierw do Boeingów, a potem do kolejnych samolotów – Embraerów. Później także mój kolega z radia dogrywał komunikaty po angielsku i francusku – wspomina.

Pasażerowie LOT-u słuchali głosu pani Agnieszki przez dwadzieścia lat. Jej samej też się zdarzało słyszeć instrukcje bezpieczeństwa. – Leciałam do Amsterdamu. Kiedy usłyszałam swój własny głos, wcisnęłam się w fotel i skuliłam. Pomyślałam, że wszyscy się na mnie patrzą i na wszelki wypadek nie odezwałam się do końca podróży – śmieje się.

Na szczęście, nie często była narażona na taki stres, bo zwyczajnie nie lubi latać. Uwielbia poznawać nowe kraje, jednak najchętniej chciałaby się do nich teleportować. – Nie czuję się komfortowo w podróży, także w samochodzie jest mi niewygodnie – opowiada.

Agnieszka_Rogińska2

Jednak daje się przekonać mężowi Grzegorzowi, znanemu polskiemu fotografowi i laureatowi międzynarodowej nagrody „World Press Photo” i razem z nim rusza w świat. Najchętniej na Orawę, ale też Węgry Zachodnie. Za najpiękniejsze miasto uważa zaś Vancouver.

– Tam rzadko pada śnieg, w grudniu rosną bratki, a mieszkańcy żyją spokojnie. Mówią, że u nich jest jak w Ameryce, ale bardziej nudno. Mnie to odpowiada. Podobnie jak wyspa Cayo Guillermo na Karaibach – zdradza mi. To mała wysepka zbudowana z piasku i korala, którą Ernest Hemingway opisał w „Wyspach na Golfsztromie”. – Ale nie muszę wyjeżdżać na koniec świata, by wypocząć, ostatnio coraz częściej z mężem robimy wycieczki po Polsce. Rozkładamy mapę, wyznaczamy cel i jedziemy – opowiada. Tak ostatnio pojechali do Chełmna, Ciechanowa, a także do Czerwińska nad Wisłą. – W Czerwińsku Wisła piękniejsza jest od Amazonki. Mogłabym budzić się z takim widokiem za oknem – przyznaje.

Według Agnieszki Rogińskiej podróże, nawet te za miedzę, są najlepszym sposobem na odpoczynek. – Wolę odpoczywać zwiedzając, niż siedzieć na kanapie i oglądać seriale. Na szczęście jestem przykładem, że da się żyć bez telenowel. Nie oglądam żadnej, nie wiem kto w nich gra i wiedzieć nie chcę. Lepiej wyłączyć telewizor i jechać w kolejną podróż.

POSŁUCHAJCIE AGNIESZKI ROGIŃSKIEJ:

 

zdjęcia: Grzegorz Rogiński

Categories: Samoloty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>