Muzea

22 kwietnia 2013

Fallusy, włosy, kicz

Tagi: , , , , ,

OLYMPUS DIGITAL CAMERANie ma ich na listach największych muzeów świata, ale turyści chętnie je oglądają. Bo  zgromadzone w nich eksponaty są co najmniej osobliwe.

Poseł Arkady Radosław Fiedler, syn znanego podróżnika i pisarza Arkadego Fiedlera, widział  dotąd wiele muzeów na świecie. Zapytaliśmy go o miejsce, które zapamiętał ze względu na jego wyjątkowość. Bez wahania wymienił Muzeum Kamienia dr. Cabrery w Ica, w Peru.

– Małe, intrygujące i tajemnicze. W jego wnętrzu czułem się jak Alicja po drugiej stronie lustra. Niesamowity świat fantazji, rzeczy trudne do objęcia rozumem. Ale z drugiej strony zbyt racjonalne i logiczne, by je odrzucić – opowiada poseł Fiedler. O tym niezwykłym muzeum pisze też w książce „Gloria Andów”, którą właśnie oddał do druku. Zresztą sam, z pomocą rodziny, od 40 lat tworzy muzeum podróży w Puszczykowie pod Poznaniem. To, które zachwyciło go w Peru, znajduje się na Plaza de Armas w Ica, około czterech godzin na południe od Limy. Założył je w latach 60. ubiegłego wieku chirurg hiszpańskiego pochodzenia dr Guttierez Cabrera. Lekarz otrzymał pewnego razu od miejscowego wieśniaka w podziękowaniu za pomoc kamień. Przez dłuższy czas podarunek służył mu jako przycisk do papieru na biurku. Dopiero później doktor zwrócił uwagę na widoczny na nim ryt dziwnego ptaka. Zaczął mu się naukowo przyglądać, wertować encyklopedie. I znalazł. Ryt przedstawiał pterozaura, latającego jaszczura sprzed 140 mln lat. Z czasem zdobionych kamieni zaczęło przybywać. Doktor dostawał je od wieśniaków, sam wykopywał z ziemi, skupował. W kolekcji znajdują się zarówno te małe, 10-centymetrowe, jak i duże, sięgające pół metra długości, najczęściej czarne, szare lub żółte.

– Na pierwszy rzut oka wyglądają jak zwykłe, polne otoczaki. Ale kiedy się im bliżej przyjrzeć, każdy pokryty jest rysunkiem. Nie ma przy tym dwóch podobnych – mówi Fiedler. Najbardziej wstrząsająca w tych kamieniach jest treść rytów. Planety, mapy, sceny operacji, w tym na mózgu i sercu, brontozaury, tyrannosaurus rex, stegozaur oraz pterodaktyle. – Czyżby to były ślady dawnej cywilizacji, kiedy ludzie żyli razem z dinozaurami? To wszystko jest nierealne, ale równocześnie przerażająco prawdziwe. Bez dwóch zdań, to najdziwniejsze muzeum, które do tej pory widziałem – opowiada Fiedler.

Postanowiliśmy znaleźć równie niesamowite kolekcje w innych częściach świata. Zebraliśmy dziesięć obiektów. Muzeum kamieni umieszczamy na 1 miejscu.

2. Muzeum Mumii w Guanajuato

Już sama nazwa może budzić strach i wstręt, jednak, jak się okazuje, lubimy oglądać martwych ludzi. Co roku do muzeum ciągną setki tysięcy ciekawskich, a dziennie nawet 5 tys. chętnych płaci 5 dol. (a to w Meksyku spora suma), by zobaczyć zasuszone zwłoki. Te same zresztą, które tak bardzo zafascynowały Wernera Herzoga, że pokazał je w swoim filmie „Nosferatu wampir”. Historia tego miejsca rozpoczęła się ok. 1869 r. Wówczas z miejscowego cmentarza zaczęto ekshumować zwłoki z grobów, za których utrzymanie nie płacili krewni zmarłych. Składowano je w pomieszczeniach cmentarnych. Zwłoki zostały naturalnie zmumifikowane. Z czasem składowisko na cmentarzu stało się taką atrakcją, że od ciekawskich zaczęto pobierać po kilka pesos. Tak narodziło się muzeum. Dziś jest w nim 108 mumii. Na pierwszy rzut oka wyglądają jak papierowe lalki. Są tak dobrze zachowane, że wydaje się, iż za moment ożyją. Upiornego cmentarnego klimatu dodają historie życia i śmierci mumii. Na przykład Ignacia Aguilar została pochowana najprawdopodobniej żywcem. Wskazuje na to wieko trumny porysowane jej paznokciami i twarz powykrzywiana z bólu spowodowanego uduszeniem. Wiele jednak wskazuje na to, że kobiety nie pochowano żywcem celowo. Ignacia cierpiała na rzadką chorobę, której napady przypominały śmierć. Prawdopodobnie podczas jednego z takich ataków uznano, że tym razem kobieta zmarła. Bez dwóch zdań, to muzeum przemawia do wyobraźni.

3. Kostnica w Kutnej Horze

To kolejne miejsce dla poszukiwaczy mocnych wrażeń. Jesteśmy w Czechach, w kostnicy w kaplicy rzymskokatolickiej pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Panuje tu cmentarny klimat. Żyrandol zrobiony z kości ludzkiego szkieletu, stosy czaszek, dekoracje ułożone z żeber, miednic i piszczeli. Twórca kaplicy zużył do jej budowy co najmniej 40 tys. kości, w tym pochodzących ze szkieletów niemowląt. Na początku oczywiście odkaził i wybielił wapnem wszystkie „materiały” budowlane. Ale choć kaplica powstała na początku XIX w., kości użyte do zdobienia pochodzą z XIV w. Przez tereny wokół Kutnej Hory przeszła wówczas straszna epidemia dżumy. Tylko w 1318 r. zmarło ok. 30 tys. ludzi. Nie było miejsca na ich pochówek, więc wydobywano z grobów wcześniej zmarłych. Ich kości przeniesiono do kaplicy, gdzie przeleżały cztery wieki. Dziś tworzą specyficzne muzeum.

4. Eksponat fallus

Muzeum Fallologiczne, Reykjavik, Islandia. Jeśli ktoś nie rozszyfrował od razu nazwy muzeum, wyjaśniamy, że pochodzi ona od słowa fallus. W muzeum znajdują się okazy penisów zwierząt. Kolekcja jest dziełem islandzkiego nauczyciela Sigurðura Hjartarsona. Pierwszym eksponatem był penis byka. Z czasem doszły kolejne – głównie członki fauny pochodzącej z Islandii. Jednym z najbardziej okazałych eksponatów jest fallus wieloryba, który mierzy 170 cm i waży ok. 70 kg. Okazy są przechowywane albo w słojach z formaliną, albo są garbowane. W tych szczególnych zbiorach można również odnaleźć okazy nie z tego świata, czyli penisy należące do… elfów i syren. Chociaż Muzeum Fallologiczne w Reykjaviku jest czynne w godz. 14–17 od wtorku do soboty i tylko od maja do sierpnia, cieszy się wręcz rekordową oglądalnością. Rocznie fallusy podziwia tam nawet pół miliona zwiedzających.

5. Barbiemania

Kolekcję lalek Barbie Bettiny Dorfmann można oglądać w Düsseldorfie. 53-letnia Niemka gromadziła swoje eksponaty przez 20 lat.

W muzeum znajduje się obecnie ok. 15 tys. lalek Barbie. Dorfmann jest chyba największą zbieraczką różnych wcieleń Barbary Millicent Roberts (od tego nazwiska pochodzi znana na całym świecie marka Barbie) spośród ponoć 100 tys. innych maniaków lalek. W jej kolekcji jest m.in. Barbie prezydent, Barbie nauczycielka hiszpańskiego, spadochroniarz, pielęgniarka, oficer marynarki wojennej USA i paleontolog. A kim ta lalka jeszcze nie została w swoim 50-letnim już życiu? Ciągle jest z czego wybierać. Zresztą kolekcjonerka przyznaje, że będzie zbierać Barbie aż do śmierci. Lalki rozgościły się u Bettiny na piętrze domu, w piwnicy, a nawet w kuchni. Jej zbiór nie jest jeszcze traktowany jak otwarte dla zwiedzających regularne muzeum. Bettina pokazuje jednak swoje lalki często i chętnie. Wysyła je też na wystawy, takie jak coroczne wydarzenie „Świat mody Barbie”. Kontakt z kolekcjonerką można nawiązać m.in. przez Facebook.

6. Muzeum Erotyki

Znajdziecie je przy ul. Oudezijds Achterburgwal 54 w Amsterdamie, w dzielnicy czerwonych latarni. Jest otwarte codziennie do północy. Zachęcamy, żeby zwiedzać je wieczorem, kiedy wokół zabłysną czerwone światła. Idąc do muzeum, będziemy mijać po drodze witryny z tańczącymi, kuszącymi potencjalnych klientów prostytutkami. Przesyłane całusy, perskie oczka, ociekające seksem pozy pań nastrajają do zwiedzania. Samą dzielnicę czerwonych latarni można zresztą traktować jak muzeum. Erotyka ma przecież wiele wspólnego ze sztuką. Można się o tym przekonać na miejscu w muzeum, oglądając obrazy, ryciny, rzeźby i wiele innych przedmiotów związanych z seksem. Uwaga, chociaż Holendrzy słyną w świecie ze swobodnych obyczajów, do muzeum wejdą tylko osoby powyżej 16. roku życia.

7. Hair

To chyba najdziwniejsze z dziwnych muzeów świata – kolekcja włosów w tureckim Avanos. Jeśli ktoś cierpi na trichophobię, czyli lęk przed włosami, to na pewno nie jest to miejsce dla niego. Lepiej wtedy zwiedzić muzeum porcelany, które się tu również znajduje. Muzeum włosów założył w 1979 r. Galip Körükçü. Znajduje się w piwnicy pod sklepem z ceramiką. Miejsce wywołuje naprawdę dziwne wrażenia. Z sufitów i ścian zwisają pukle włosów z karteczkami opisującymi osoby, od których pochodzą. Włosy są wszędzie. Zbiór liczy ponad 16 tys. pukli! Turyści odwiedzający to miejsce mogą oczywiście pozostawić po sobie ślad. Nożyczki są zawsze pod ręką.

8. Druga szansa 
dla przedmiotów

Każda rzecz, nawet najbardziej kiepska, zasługuje na drugą szansę – tak brzmi motto Nonseum, czyli muzeum bezużytecznych wynalazków. To jedno z niewielu, jeśli nie jedyne takie miejsce na świecie. Znajduje się w Herrnbaumgarten w Austrii. Zostało założone w 1983 r. przez Fritza Galla i jego przyjaciela Friedla Umscheida. Kto wie, może składane sanki (jeden z eksponatów) doczekają się swojej szansy. Składane rowery miejskie Genius, które po zmontowaniu można zabrać ze sobą np. do biura jak torbę, stały się przecież hitem. Ale czy szansy doczeka się papieros, który ma dwa filtry, po jednym z każdej strony? Komu będzie potrzebna laska na kółkach albo korek szampana na łańcuszku?

9. Muzeum Złej Sztuki

Takie obiekty powinny znajdować się w każdym mieście. Nigdzie nie brakuje przecież kiepskich artystów. Wymyślono je jednak w Stanach Zjednoczonych. W bostońskim muzeum znajduje się obecnie ponad 500 eksponatów „sztuki zbyt złej, by przejść obok niej obojętnie”. Autorzy muzeum tłumaczą, że w każdym dużym mieście jest przynajmniej jedno miejsce, gdzie pokazywana jest dobra sztuka. Ale przecież artystom nie zawsze się udaje. Aby czyjaś praca trafiła do bostońskiej kolekcji, musi być jednak szczera i oryginalna. Perłą w koronie tej specyficznej kolekcji mógłby więc być obraz „Ecce Homo” z kościoła w Borji w północnej Hiszpanii, przemalowany przez 80-letnią parafialną artystkę Cecilię Gimenez.

10. Muzeum Bombki Choinkowej

W Polsce też bywa oryginalnie. W bombkowej produkcji jesteśmy potęgą, nic więc dziwnego, że w Nowej Dębie założono ich specjalną kolekcję. Osobliwych muzeów jest zresztą w Polsce znacznie więcej. Dość wspomnieć Muzeum Siekier w Orzechówce, Muzeum Tanich Win w Szklarskiej Porębie czy Muzeum Guzików w Łowiczu. W Muzeum Bombki znajdziemy oczywiście tysiące ręcznie wyprodukowanych bombek, setki niesamowitych eksponatów do podziwiania przez cały rok. Są bombki z różnych krajów i epok. Muzeum założył Janusz Biliński, który od lat zajmuje się produkcją ręcznie malowanych ozdób choinkowych. Początek kolekcji dały stare i zakurzone bombki, odnalezione na strychu u dziadków, które dziś zdobią muzealną choinkę w staropolskim wystroju.

Michał Cessanis, „Przekrój”, 22.04.2013r.