Chiny

19 kwietnia 2013

Miasto pokus

Tagi: , , , , , , , , ,

U stóp stromych kredowych skał i wiekowych pagód kwitnie życie chińskiego półświatka.

Największą atrakcją Guilin w południowo-zachodnich Chinach są przecudne krajobrazy krasowych wzgórz. Ale miasto, którego nazwę tłumaczy się jako las słodkiej oliwki, jest specyficzne nie tylko ze względu na cuda natury, lecz także cinkciarzy, sex-shopy i salony masażu oferujące coś więcej niż tylko masaż pleców. Nie spotkałem się z czymś podobnym w Pekinie czy Szanghaju.

Dollars, dollars – nagabywały mnie całkiem śmiało starsze Chinki stojące przed drzwiami banków. Sex, cziki, cziki – zachęcali z kolei sutenerzy, puszczając oko, przed lokalami z reklamami „Massage”. Nie do uwierzenia. Gdziekolwiek byłem w Chinach, nie spotkałem się z czymś takim. Kiedy np. chce się wymienić w chińskim banku dolary, trzeba grzecznie usiąść przed okienkiem, pokazać paszport z wizą, podpisać się na podsuwanych przez kasjerkę dokumentach. W Pekinie, Szanghaju czy Chengdu nie zauważyłem nigdzie cinkciarzy, za to przed bankami i w środku zawsze są uzbrojeni strażnicy. Nie spotkałem się też z kieszonkowcami. W Guilin jest jednak inaczej. Dlaczego akurat tam? Nie wiem. W każdym razie będąc tam, lepiej zastosować się do rad z przewodników. A te przestrzegają przed handlarzami walutą i złodziejaszkami. Jeśli zachowuje się ostrożność, Guilin jest urocze.

Strome krasowe wzgórza o fantastycznych kształtach wyrastają w środku miasta. Jego teren, zalany wodami morza, wynurzył się niegdyś w wyniku gwałtownego wypiętrzenia ziemi. Ludzie zasiedlili Guilin ponad 2000 lat temu, kiedy wybudowano kanał Ling, łączący rzekę Jangcy z Rzeką Perłową. Dziś to nowoczesne miasto, z ogromnymi domami handlowymi, mnóstwem restauracji i kafejek, bulwarów ocienionych drzewami oliwek. Piękna dodają mu parki nad kanałami i rzeką. Można im się przyjrzeć podczas przejażdżki miejskimi, piętrowymi autobusami. Góry wyłaniają się nagle zza zakrętu, zza domu…

Żelaznymi punktami programu zwiedzania są m.in. Szczyt Samotnego Piękna (Duxiu Feng), Wietrzna Jaskinia z napisami wyrytymi na ścianach, Pawilon Chmur (Nayunting), który znajduje się na wysokości 223 m na szczycie gór, Wzgórze Trąby Słoniowej (Xiangbi Shan), Pagoda Puxian, wybudowana w okresie dynastii Song, Jaskinia Trzcinowej Fujarki (Ludiyan), Jaskinia Siedmiu Gwiazd (Qixing Gongyuan), mająca ponad milion lat. Warto też wybrać się na spływ rzeką Li — widoki są niesamowite! — i zwiedzić okoliczne miejscowości, zwłaszcza miasteczko Yangshuo i malowniczą wioskę Fuli.

Yangshuo polecam tym, którzy zgłodnieją podczas pobytu w Guilin, gdzie króluje regionalna kuchnia. Dla osób przyzwyczajonych do europejskich potraw pobyt tu może być udręką. W restauracjach w Guilin serwuje się bowiem „stuletnie jajka”, dania z węży, skorupiaków, żółwi oraz czegoś, co przypomina nasze polne żuki. Przed knajpami wystawione są akwaria i plastikowe miski pełne egzotycznych ryb, klatki z małymi zwierzątkami futerkowymi. Za to w nieodległym Yangshuo możemy najeść się do woli włoskimi pastami, amerykańskim kurczakiem, pizzą, wybornymi francuskimi naleśnikami. W licznych knajpach nie brakuje lodów, piwa i wina z Europy oraz aromatycznego espresso. Nic dziwnego, że na ulicach jest tam więcej Amerykanów i Europejczyków, niż Chińczyków.

Zupełnie inny klimat panuje w wiosce Fuli, gdzie można dojechać np. rowerem. Bawoły pasące się na łąkach nad rzeką, kobiety zbierające jaśmin na herbatę, świątynia w małej chatce, mężczyźni przesiadujący u fryzjera… Cisza i spokój. W zwiedzaniu nie przeszkadzają turyści, których dowożą tu klimatyzowane autokary. Pospiesznie oglądają miejscowe warsztaty rzemieślnicze i szybko odjeżdżają. Nie zaglądają na miejscowy bazar, nie zagłębiają się w uliczki. Nikt i nic nie przeszkadza w wałęsaniu się po prawdziwie chińskiej wiosce i podglądaniu jej mieszkańców.

[tb_google_map]

Michał Cessanis, „Rzeczpospolita”, 19.04.2013r.