Kempingi

15 kwietnia 2013

Kemping w stylu glamour

Tagi: , , , ,

Czas na glamping, czyli połączenie biwaku z luksusem superwyposażonych kamperów, mongolskich jurt czy nawet cygańskich, kolorowych wozów. Na kempingach chcą dziś wypoczywać bogaci turyści, znudzeni ofertą gigantycznych hoteli all inclusive.

Przed modą na luksusowy biwak na łonie natury nie ma ucieczki. Po Afryce i Ameryce przyszedł czas na Europę, a ośrodków do glampingu ciągle przybywa. Ale nie ma tam miejsca na turystyczne krzesełka czy stoliki z namalowaną szachownicą, z którymi przez lata Polacy jeździli na wakacje. Na luksusowych kempingach turyści wypoczywają w namiotach przypominających pokoje z najlepszych pięciogwiazdkowych hoteli. Zamiast materaców i śpiworów mają do dyspozycji ręcznie robione królewskie łoża z najwyższej klasy pościelą. Są mahoniowe meble, często też antyki, do tego pufy, dywany i muślinowe woale. Osobne łazienki i klimatyzacja. Jakby tego było mało, do dyspozycji mamy obsługę namiotową, która spełni każde nasze życzenie. Bo w glampingu turysta ma tylko chłonąć naturę, podziwiać widoki i zrelaksować się, a nie z menażką biec po wodę czy gotować obiad na biwakowym gazowym palniku. Jak to wygląda, można przekonać się na własne oczy na stronach goglamping.net czy www.glampinggirl.com.

Wygody pod chmurką

USA, Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Włochy, Portugalia czy Szwajcaria to kraje, w których glamping ma się coraz lepiej. Każdego roku powstają tam rankingi miejsc w stylu glamour, do których warto się wybrać. I zapłacić fortunę za wypoczynek.

Glamping powstał z myślą o tych, którzy chociaż bez luksusu podczas urlopu nie mogą się obejść, to jednak mają dość hoteli molochów. Ten sposób na wakacje wymyślono na początku XX w., kiedy popularne stało się safari. Chodziło o zaspokojenie potrzeb zamożnych podróżników. W obozowiskach mieli oni do usług kucharzy, tragarzy i przewodników. Pokoje bądź namioty były wyposażone w łóżka, perskie dywany i antyki.

Till i Michelle Braddock prowadzą glampingowy ośrodek Lanzarote Retreats. Znalazł się wśród 10 najlepszych tego typu miejsc w Hiszpanii. Zainwestowali w niego sześć lat temu. Oferują ekologiczny wypoczynek w okolicy wioski rybackiej Arrieta, nie pozbawiając przy tym gości wygód. – Mieszkańcy wyspy, a także nasi przyjaciele namawiali nas, abyśmy rozwinęli naszą ekoturystykę i przyciągnęli na Lanzarote więcej turystów. Dzisiaj dajemy im kontakt z naturą, mieszkanie w luksusowych mongolskich jurtach albo willach z basenami. Wszystko mamy ekologiczne – nawet samochody, które wynajmujemy gościom, są hybrydowe – opowiadają. Ekowakacje nie są jednak tanie. W ośrodku Braddocków trzeba za nie zapłacić nawet 2 tys. euro za tydzień.

W Alozainie (Andaluzja) możemy zaś zamieszkać w przyczepie kempingowej w stylu retro. To miejsce również znalazło się wśród najlepszych w Hiszpanii. Z zewnątrz srebrna przyczepa z lat 30. wygląda zwyczajnie. W środku kryje zaś sypialnię z małżeńskim łożem, pokój gościnny, w pełni wyposażoną łazienkę oraz kuchnię, sprzęt AGD i RTV najlepszych marek. Nie brakuje też wanny z hydromasażem. – Czy to nie przyjemne leżeć sobie w wannie z bąbelkami i patrzeć na rozgwieżdżone niebo? – pyta retorycznie Trevor, który prowadzi Glamping Airtstream Andalucia. Ten nietypowy hotel położony jest 3 km od miasta. – To idealne miejsce, by wypocząć z dala od miejskiego hałasu, ale nie w spartańskich warunkach – zachęca. Koszt takiej przyjemności – 800 euro za tydzień.

W USA i Wielkiej Brytanii moda na glamping zapanowała wśród gwiazd, które upodobały sobie wyjazdy m.in. do Afryki, do bajecznego ośrodka Wolwedans na pustyni w Namibii, gdzie propaguje się ekologiczną turystykę. Tamtejsze luksusowe namioty-wille stają się też tłem do sesji zdjęciowych do magazynów modowych, wesel i filmów przyrodniczych. – Luksusowe warunki nie przeszkadzają w kontakcie z naturą – piszą właściciele Wolwedans. Taki styl wypoczynku preferują m.in. modelka Kate Moss, aktor George Clooney czy znany z telewizyjnych programów kucharz Jamie Oliver.

Jadą wozy kolorowe

Jak podaje na swoich stronach internetowych stacja Deutsche Welle, we Francji każdy kto chce, może spędzić także wakacje w glampingowym, kolorowym cygańskim wozie, przez którego przeszklony dach nocą można oglądać gwiazdy. Taką ofertę ma firma Ruolottes de Campagne, która ustawiła swoje wozy już na ponad 60 francuskich kempingach i planuje kolejne lokalizacje.

A jeśli nie pięciogwiazdkowy namiot, przyczepa czy cygański wóz? Możemy zamieszkać w ekologicznych półokrągłych domach w angielskim Gloucestershire. W położonym w lesie Dome Garden jest 10 kopuł do zamieszkania, w których zarówno woda, jak i wentylacja czy ogrzewanie napędzane są bateriami słonecznymi. Turyści mają tu głównie odpoczywać. „Rano pobudka, w południe wypoczynek, a wieczorem przygotowanie do snu” – taki plan dnia obowiązuje w ośrodku. Między kopułami biegają kury i kozy. Jednak w Dome Garden nie ma miejsca dla psów. – Niestety, gdyby goście przyjeżdżali z psami, musielibyśmy zamykać naszych 20 kur. A tego nie chcemy. Zrobiliśmy raz wyjątek dla niewidomych. Nasze kury były w klatkach przez tydzień i bardzo źle to zniosły – tłumaczą właściciele tego niezwykłego miejsca.

Glampingowcy mają też na swoich mapach ośrodek w szwajcarskich Alpach. W Whitepod również mieszka się w półokrągłych namiotach. Są rozstawione na drewnianych platformach, na wysokości 1400 metrów. Dla gości są stok narciarski, restauracja oraz spa. Ceny: od 1350 zł za noc!

Polski glamping

– Wrażenia z pobytu w Whitepod są niezwykłe. Chcemy, by u nas było podobnie – mówi Artur Kurmin, który wraz z żoną założył pierwszy i jedyny w Polsce ośrodek glampingowy Glendoria w Ględach na Mazurach. Daleko stąd do cywilizacji. Dominują harmonia, spokój i cisza. Posiadłość z jednej strony dochodzi do małego jeziorka, z drugiej otoczona jest lasem. Kurmin zaznacza jednak, że według niego glamping nie ma nic wspólnego z kempingiem. – Bo jest jak hotel, tylko na powietrzu, bez wspólnej kuchni czy łazienek. Wyposażenie w namiotach jest z najwyższej półki – podkreśla.

Ale czy w Polsce znajdą się chętni na taki wypoczynek? – Otwierając nasz ośrodek w ubiegłym roku, mieliśmy wiele obaw. Okazało się jednak, że obłożenie wyniosło ponad 90 proc. Teraz jesteśmy przed otwarciem kolejnego sezonu i już jest wielu chętnych. Przyjeżdżają do nas najczęściej menedżerowie dużych firm, rodziny z dziećmi, nie brakuje też znanych osób, które chcą tak odpoczywać – wyjaśnia Artur Kurmin.

Do Ględ Kurminowie trafili 20 lat temu. Kupili warmińskie gospodarstwo. Przez długi czas kursowali między Warszawą a wiejskim domem. W końcu w 2010 r. podjęli decyzję o rozstaniu ze światem korporacji i agencji reklamowych, z którym byli związani, i przenieśli się na wieś.

Zmienili zawody. Co prawda plany psycholożki i polonisty, aby zostać rolnikami, się nie powiodły, ale okazało się, że mieli talent hotelarski.

– Tak powstała Glendoria, miejsce z autentycznym wiejskim klimatem i dziką naturą wokół. Staraliśmy się zachować charakter przedwojennego warmińskiego gospodarstwa, wprowadzając jednocześnie niezbędne modyfikacje, które pozwalają gościom wypoczywać na wsi, na końcu świata, na poziomie dobrego hotelu – tłumaczą. Główna zaleta pobytu w Glendorii? Święty spokój, i to za znacznie mniejsze stawki niż w podobnych miejscach w Europie.

Aktor Karol Strasburger, od ponad 30 lat miłośnik wypoczynku na kempingu (najczęściej w sierpniu, w Grecji lub w Chorwacji), do glampingu podchodzi jednak z rezerwą. – To tak, jakby na grzyby pojechać limuzyną i z lokajem. Według mnie to zaburzenie sensu wypoczywania na kempingu, który odstraszy już pierwszego dnia albo wciągnie na lata. Co więcej, to nie jest tani wypoczynek. Pamiętam, jak przed laty z zazdrością patrzyłem na Niemców, którzy na kempingi przyjeżdżali kamperami albo ciągnęli wielkie przyczepy. Było w nich wszystko, o czym wtedy my z przyczepami Niewiadów mogliśmy tylko pomarzyć. Byli niedoścignionym dla nas wzorem. Ale i Polacy przez tych kilka lat się wzbogacili, zainwestowali w dobry sprzęt i dzisiaj też wypoczywamy w dobrych kamperach czy przyczepach – mówi.

Strasburger przypomina, na czym polega wypoczynek na łonie natury. – Na pewnym luzie. To urlop w klapkach i krótkich spodenkach. Kłóci mi się to z mahoniowymi meblami w namiotach i lokajem na każde zawołanie. Chociaż może to być oferta dla tych, którym kemping kojarzy się ze spartańskimi warunkami. A o miłośnikach tej formy wypoczynku myślą, że robią to z oszczędności. Tak jednak nie jest. Kiedy liczę, ile już pieniędzy zainwestowałem w kempingowanie (m.in. zakup kampera, paliwo, opłaty autostradowe, kempingi w Europie), to mogę mówić, że to forma luksusowa. A więc na swój sposób jestem glamperem – śmieje się.

Michał Szeftel, prezes Polskiej Federacji Campingu i Caravaningu, przyznaje, że ten rodzaj turystyki wciąż się zmienia. – W Polsce mamy ok. 200 kempingów. Ich jakość jest różna, chociaż coraz więcej jest tych bardzo dobrych. W ciągu roku wypoczywa na nich nawet milion osób. Kampery wypierają przyczepy kempingowe. Coraz rzadziej można zobaczyć rozbity namiot. Kiedyś była to forma wypoczynku dla studentów, uczniów, mówiło się nawet o turystyce socjalnej. Ale dzisiaj na kempingach chcą wypoczywać także bogaci. Dlatego glamping jest rozwiązaniem dla osób wygodnych i ceniących naturę, które chcą odpocząć z dala od miasta, ale nie wyzbywając się pewnych dóbr – uważa Szeftel. I chociaż w Polsce glamping wciąż raczkuje, to będzie o nim mowa na 79. Międzynarodowym Zlocie Campingu i Caravaningu, który w tym roku odbędzie się w Sławie (Lubuskie).

Michał Cessanis, „Przekrój”, 15.04.2013r.