Dania

24 listopada 2010

Duńczycy zaczęli już święta

Tagi: , , , ,

Bożonarodzeniowa magia spowiła Kopenhagę. Świecące girlandy na ulicach, jarmarki z regionalnymi potrawami i świątecznym piwem, wystawy sklepowe kuszące łakociami i skrzaty ze śnieżynkami zabawiające dzieci. Tak stolica Danii wygląda przed świętami. O słynnych kopenhaskich adwentowych jarmarkach głośno jest każdego roku. W tym ruszyły nawet o tydzień wcześniej niż zazwyczaj. Oficjalnie tłumaczy się to ogromnym zainteresowaniem Duńczyków. Prawda jest też taka, że jarmarki i tłumy turystów to znakomity biznes.

Mechaniczne skrzaty

W ogrodzie Tivoli tłumy mieszkańców spacerują całymi rodzinami i poszukują świątecznych upominków. Mnóstwo tu miniaturowych wiosek ze sklepami pełnymi prezentów i świątecznych towarów czy choinek udekorowanych lampkami i wielkimi czerwonymi sercami. Przekraczając bramę Tivoli, wchodzimy do zupełnie innego świata. Można się poczuć jak w wiosce Świętego Mikołaja, w której spełniają się wszystkie marzenia.

Najwięcej niespodzianek czeka na dzieci. Tą największą jest ogromny namiot, w którym znajduje się „Nissekobing“, wystawa mechanicznych skrzatów. Tuż obok w saniach siedzi Święty Mikołaj. Niektóre dzieci przynoszą mu słodycze. – Żeby miał energię do spełniania dziecięcych zachcianek – śmieje się Mikkel Johansen, mój przyjaciel i przewodnik po Kopenhadze, z którym wybrałem się w tym roku na jarmarki.

Przysiadamy w jednym z pubów, by spróbować specjalnego rodzaju piwa, warzonego zawsze przed Bożym Narodzeniem. Julebryg – to nazwa trunku – jest trochę ciemniejszy i mocniejszy niż tradycyjny lager. Produkują go dwa duńskie browary – Carlsberg i Tuborg. Codziennie, tuż przed północą, zaprzężone w konie tradycyjne wozy pokryte girlandami i duńskimi flagami rozwożą trunek po mieście. Dzięki temu można go kupić wszędzie.

Czego nie może zabraknąć przed świętami w każdym duńskim domu? – podpytuję Line, żonę mojego przyjaciela. – Na pewno adwentowego wieńca z czterema świecami, które zapalane są po kolei w cztery niedziele poprzedzające Wigilię. Ale my kupujemy też świecę-kalendarz. Ma podziałkę złożoną z 24 kresek ozdobionych zwykle motywami jodły i tańczących skrzatów. Zapalana jest 1 grudnia przy śniadaniu. Obowiązek zdmuchnięcia świeczki w porę, zanim zacznie topić się kreska oznaczająca następny dzień, spoczywa na naszych dzieciach – tłumaczy Line.

Piwo od śnieżynki

Okres przedświąteczny to w Kopenhadze, podobnie jak w wielu miastach na świecie, szał zakupów. Toteż fale ludzi na najdłuższym w Europie deptaku handlowym przy Stroget nikogo nie powinny dziwić. Duńczycy wydają mnóstwo pieniędzy na ubrania czy bibeloty do domu. A jest tu w czym wybierać, zwłaszcza że w Kopenhadze już ruszyły zimowe wyprzedaże.

Jeśli jednak ktoś od tłumów woli spokój, to radzę wybrać się na spacer na przystań Nyhavn. To jedno z najbardziej uroczych miejsc w stolicy Danii. W kolorowych kamieniczkach skrytych jest wiele pubów i małych przytulnych restauracyjek. Duńczycy uwielbiają posiedzieć tu przy piwie, podawanym teraz przez kelnerki przebrane za śnieżynki.

Przez całą długość przystani ciągnie się świąteczny ryneczek z kolorowymi straganami, pełnymi oryginalnych produktów: grzanego glogga, ciasteczek ryżowych, zabawek ze słomy oraz bajecznych, ręcznie malowanych bombek. A zacumowane łajby dodają temu miejscu jeszcze większego uroku.

Ubrane w kolorowe stroje Nanna i Betina to pomocnice Świętego Mikołaja. Na przystani rozdają dzieciom lizaki. Zanim jednak maluchy dostaną łakocie, muszą rozwikłać przeróżne zagadki.

– Ale są proste, bo chodzi o to, żeby dzieci wiedziały, że na nagrodę trzeba zapracować – opowiada Betina. Na Nyhavn razem z koleżanką pracują przed świętami od kilku lat, chociaż – jak same powtarzają – ich zajęcie trudno nazwać pracą. – Raczej wielką przyjemnością, bo sprawianie radości dzieciom jest czymś cudownym. Widzieć, jak się cieszą, gdy dostają lizaki, jakie są zadowolone, gdy rozwikłają zagadki. Przecież to one muszą mieć jak najwięcej radości ze świąt – dodaje Nanna.

Duńczycy uwielbiają dostawać, ale też i rozdawać podarki. I, w przeciwieństwie do nas, robią to przez cały adwent. Na rodzinnych spotkaniach, biznesowych lunchach czy kolacjach z przyjaciółmi. – I nie chodzi o jakieś wielkie prezenty, bo dla nas liczy się bardziej sam gest – tłumaczy mi Mikkel.

Michał Cessanis, Życie Warszawy, data publikacji: 24.11.2010

[tb_google_map]