Chiny

7 października 2010

Jak miliony zapamiętają Polskę

Tagi: , , ,

Już ponad 6,5 miliona osób odwiedziło polski pawilon na światowej wystawie Expo w Szanghaju. Nasz kraj wciąż cieszy się popularnością wśród zwiedzających, chociaż takich kolejek jak po otwarciu wystawy w maju (na wejście trzeba było wtedy czekać ponad cztery godziny), już nie ma. Czy obrazki bociana na polskim niebie, chłopa pracującego w polu i makiet dworców kolejowych przyciągną do nas turystów i inwestorów?

 Koronki robią furorę

Położony w sąsiedztwie pawilonów niemieckiego, belgijskiego i greckiego polski budynek już z daleka rzuca się w oczy. To dzięki ażurowej elewacji nawiązującej do ludowych wycinanek. Sporo jest ich też w środku. Okazały się strzałem w dziesiątkę. Podświetlane na różne kolory koronki zdobią ściany i sufit. Wielu Chińczyków na ich tle robi sobie pamiątkowe zdjęcia, dotyka, przygląda się wyciętym kompozycjom.

Niektórzy próbują przerysowywać wzory na kartkach. – To najpiękniejsze wnętrze na wystawie – zachwyca się Jane Li, która na Expo do Szanghaju przyjechała z Pekinu. – Szkoda tylko, że nie ma żadnych folderów o waszym kraju. Chciałabym wiedzieć, jak jest dzisiaj w Polsce – dodaje.

Szukam więc katalogów, by pokazać Jane nasz kraj. Podchodzę do blatu, przy którym młoda Chinka rozdaje pamiątkowe stemple do paszportów. Szukam broszur o Polsce, jakiś ulotek, zdjęć, wizytówek miast. Ale żadnych nie ma. Mogę sobie za to zabrać foldery o Francji i Włoszech. Najwyraźniej Chince od stempli wszystko jedno co rozdaje.

– Sporo polskich pracowników odesłano do kraju, bo za drogie było ich utrzymanie w Szanghaju – mówi mi jeden z rodaków pracujący w naszym pawilonie. – Problem w tym, że z Chińczykami trudno się dogadać, słabo mówią po angielsku, niektórzy nawet nie wiedzą, gdzie leży Polska – dodaje.

Ale pracownicy Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, która odpowiada za naszą ekspozycję odpowiadają, że tu nie chodzi o oszczędności. – Do kontaktów z Chińczykami potrzebni są Chińczycy. Jest to element koncepcji „familiarity” i dowód na nawiązywanie ścisłej współpracy pomiędzy przedstawicielami obu nacji (tj. Polakami i Chińczykami) – podaje PARP. – Poza tym agencja przygotowała 15 tysięcy folderów o Polsce i Pawilonie Polski w językach chińskim i angielskim. Dodatkowo swoje foldery przygotowały regiony biorące udział w wystawie i Polska Organizacja Turystyczna. W sumie ponad kilkadziesiąt tysięcy egzemplarzy – wyjaśnia.

Chłop orze pole, a dworce lśnią

Przyglądam się wystawie. Na ekranach lecą filmy reklamujące nasz kraj. Przystaję i oglądam jeden z nich. Tytuł „polskie marzenia” jest intrygujący. Pojawia się pierwszy czarnobiały obrazek, na którym chłop orze pole. Na kolejnych ujęciach budujemy fabrykę i pokazujemy drewniane chaty na wsiach. Rok 2010 jest już w kolorze: na niebie leci bocian, potem panorama Warszawy i migawka ze starówki. Na innym monitorze chwalimy się wyborami Miss Polonia. Ale obok tych prezentacji zwiedzający przechodzą obojętnie.

– Nie podobają się wam polskie marzenia? – zagaduję młodych ludzi, którzy na Expo przylecieli z Singapuru. – Nie rozumiemy, o co chodzi w tym filmie. U was na polu orze się koniem? Mieszkacie w drewnianych domach? – pytają. – Nie, tak było kiedyś, u nas wiele się zmieniło – staram się rozwiać ich wątpliwości.

Zatrzymuję się przed kolejną prezentacją „polskie dworce kolejowe”. Pojawia się wizualizacja umytego i odnowionego Dworca Centralnego, za nią następna przeszklonego dworca Warszawa Wschodnia, dalej makiety nowoczesnych dworców w Krakowie i w Katowicach. Na światową wystawę do Szanghaju, gdzie jeździ najszybszy pociąg na świecie rozpędzający się do 400 km na godzinę, a lokalne dworce kolejowe lśnią, my przyjechaliśmy z makietami stacji. Jakie względy zdecydowały o tak obszernej prezentacji dworców? – dopytuję organizatorów.

– Strefa dworców znajduje się pomiędzy strefą mieszkań i strefą wspólną- rynkiem głównym w Pawilonie. Tworzy rodzaj pomostu, przejścia pomiędzy tymi strefami. Spełnia podwójną rolę: pokazuje Polskę jako kraj przechodzący modernizację infrastruktury- m.in. w związku z przygotowaniami do Euro 2012, a poza tym porównuje polską gospodarkę do pociągu ekspresowego – tłumaczą pracownicy PARP.

Ale zwiedzający mają swoje zdanie. – Powinniśmy się raczej wstydzić takiej prezentacji. Przecież nowoczesne dworce to podstawa w rozwijających się krajach. A my chwalimy się dopiero ich rysunkami – zauważa Tomek Jaros, student z Warszawy, który tak jak ja zastygł ze zdziwienia przed makietami.

Razem z Chińczykami oglądam jeszcze animowaną historię Polski. Ten ośmiominutowy trójwymiarowy film stworzony przez Tomasza Bagińskiego pokazuje tysiąc lat naszej historii. Mnóstwo obrazków, scen z życia, ale najwięcej jest walk. Polaków zachwyca, jednak nie dla wszystkich Azjatów jest zrozumiały. – U was trwa wojna? Są zniszczone domy? – pytała mnie po projekcji grupka Chińczyków.

Przez żołądek do Chińczyka

Przechodzę do polskiej restauracji. A tu prawdziwe tłumy, kolejki ustawiają się do bufetu i do stolików. Co zamawiają Chińczycy? – pytam dziewczynę stojącą za barem. – Biorą wszystko – odpowiada krótko.

Są pierogi z mięsem, rosół, schab ze śliwką czy krokiety z kapustą i grzybami. Spory wybór mięs na ciepło i dużo rodzimego alkoholu. Ale ceny mogą przyprawić o zawrót głowy. Za porcję pierogów trzeba zapłacić aż 56 juanów (czyli około 28 zł), a za kieliszek wódki nawet 58 juanów (29 zł). Jednak chętnych nie brakuje.

– W Chinach mamy dużo pierożków i to bardzo tanich (w Szanghaju porcja kosztuje ok 4 zł). Ale z żoną lubimy polską kuchnię, kilka razy byliśmy w Warszawie i w Gdańsku, macie piękne zamki, pałace i starówki. Poza tym wy świetnie gotujecie, a to czasami ważniejsze od ceny jedzenia – mówi mi biznesmen, Michael Lu z Hongkongu. – Za tydzień znów lecimy do Polski, do Krakowa i Zakopanego, tym razem chcemy pochodzić po górach i chcemy kupić koronki, takie jak te w waszym pawilonie.

Michał Cessanis, Rzeczpospolita, data publikacji: 07.10.2010