Turcja

10 października 2009

W Izmirze prawdziwego mężczyznę poznasz po czystych butach

Tagi: , , , , , , , ,

Ty Polak, wy najlepsi w siatkówce – zagaduje starszy Turek, który siedzi obok mnie w samolocie ze Stambułu do Izmiru. To właśnie w tym mieście nasi zostali mistrzami Europy. Malowniczo położona metropolia ma w sobie wiele uroku. Lata, kiedy tłumy rodaków jeździły do Turcji w interesach nie poszły na marne. Turcy rozpoznają naszą mowę, uśmiechają się, machają ręką, pozwalają sobie zrobić zdjęcie. Przekonałem się o tym już na lotnisku w Izmirze. Z miejsca otoczyła mnie grupa lokalnych taksówkarzy. Poklepywali, proponowali, że Polaka zawiozą do centrum za pół darmo.Uliczka 1296

Wiedząc z doświadczenia, choćby z warszawskiego Okęcia, że taksówki nie bierze się z lotniska, postanowiłem złapać okazję. Po kilku próbach, wreszcie zatrzymał się samochód. Jego kierowca podróżujący z żoną i córką łamaną angielszczyzną zaoferował bezpłatną pomoc w znalezieniu noclegu. Skorzystałem. I dzięki temu zamieszkałem w jednym z najcudowniejszych miejsc w Izmirze: na uliczce nr 1296 w dzielnicy Basmane. W tanim hoteliku, jakich tu mnóstwo – z nich słynie ta właśnie ulica. Mała, wybrukowana, tonąca w zieleni, z odnowionymi kamienicami i herbaciarniami pełnymi gości przez cały dzień.Położenie uliczki 1296 jest wymarzone do zwiedzania Izmiru, bo wszędzie stąd blisko. To ważne, bo trzecie co do wielkości miasto Turcji jest bardzo rozległe. Z jednej strony otacza je malownicza półkolista zatoka, od wschodu i od południa metropolię rysują góry.

Zwiedzanie miasta rozpoczynam na głównej arterii Fevzi Pasa Bulvari. Pełno na niej sklepów, zakładów fryzjerskich, kebabów, krawców, szewców i pucybutów, którzy za kilka lirów potrafią z butami zrobić cuda. Czyścicieli z ich małymi kramikami można spotkać niemal na każdym kroku. Jeśli ktoś skusi się na czyszczenie butów, musi być też gotowy na krótką pogawędkę.

– Jestem w tym fachu najlepszy – przechwala się 57-letni Yasin. Już jako 10-letni chłopiec zaczął pracować na ulicy. Pucybutem był jego ojciec a także dziadek. – W Turcji po czystych butach poznaje się prawdziwego mężczyznę – poucza. A da się z tego wyżyć? – pytam Yasina. Ale on o pieniądzach rozmawiać nie chce.

Gołębie spod wieży

Podążam na plac Konak Meydani, który jest sercem Izmiru. Stoją tu budynki władz miejskich, ale też znak rozpoznawczy metropolii – osmańska wieża zegarowa. To ulubione miejsce spotkań mieszkańców. Całymi rodzinami karmią gołębie, których pełno tu jak na krakowskim rynku.

Fadime codziennie w południe przychodzi pod wieżę ze swoją czteroletnią córką. – Sinan uwielbia ptaki, w domu mamy trzy papugi – kobieta odzywa się do mnie niespodziewanie, gdy próbuję zrobić jej zdjęcie. Uśmiecha się i zaczyna pozować. Od sędziwego sprzedawcy kupuję ziarna i wspólnie z Fadime karmimy gołębie. Kobieta, tak jak inni izmirczycy chętnie opowiada o swojej rodzinie. Jej mąż Cemal na największym w mieście bazarze sprzedaje przyprawy, ryby, orzechy i rodzynki, z których słynie Izmir. Wybieramy się więc na targ, by odwiedzić Cemala, a przy okazji zrobić zakupy.

Wełniany kilim z błękitnej twierdzy

W krętych handlowych uliczkach łatwo się zgubić, a sprzedawcy mówiący głównie po turecku nie zawsze dobrze wskażą drogę. Fadime jest więc moją przewodniczką. Przy głównej ulicy bazaru Anafartalar Cad. mijamy kilka zabytkowych meczetów, dalej wchodzimy w „branżowe” uliczki: rybne, owocowe, warzywne i odzieżowe. Wreszcie docieramy do Cemala. Kupuję u niego smakowite przegryzki, żegnam się z Fadime, Sinan i ruszam dalej.

Tym razem w kierunku Kadifekale – aksamitnej twierdzy wybudowanej na wzgórzu Pagus za panownia Aleksandra Wielkiego. Resztki twierdzy stoją tu do dziś. Żółte taksówki mijają mnie non stop, a ich kierowcy, trąbiąc i nawołując, proponują podwiezienie na wzgórze. Wybieram spacer. Mijam grupki dzieci w granatowych mundurkach wracające ze szkoły, obwoźnych sprzedawców bananów i bardzo słodkich ciastek. Turcy noszą je na tacach na głowach. Na miejscu jestem po godzinie.

Na placu otoczonym kamiennym murem siedzi kilka kobiet z dziećmi i wyrabia wełniane torby, wisiorki, pledy i kilimy. Rozwieszają je na sznurkach rozciągniętych między drzewami i czekają na turystów. W Kadifekale tkaczki pojawiają się o wschodzie słońca, rozkładają małe warsztaty i tak, do zmroku, tworzą wzorzyste cuda. Hanife prowadzi swoją manufakturę razem z córkami Merve i Layla.

– Torbę tkam przez jeden dzień – tłumaczy Hanife. I pokazuje swoje kolorowe rękodzieła: w paski, zygzaki, z dopiętymi frędzlami i koralikami. Merve chwali się kilimami. Dwustronne, w geometryczne wzory i stylizowane ornamenty roślinne przyciągają wzrok. Znakomita pamiątka z Izmiru. Skuszony ceną, kupuje kilka.

Odpoczynek w herbaciarni

Ze wzgórza podziwiam panoramę Izmiru, która ciągnie się po horyzont. Wracając do centrum wstępuję do agory także zbudowanej z rozkazu Aleksandra Wielkiego, która później została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 178 r. n.e. i odbudowana przez Marka Aureliusza. Do dziś zachowały się korynckie kolumnady, sklepione pomieszczenia i zrekonstruowany łuk. Zastanawiam się, jak mógł wyglądać rzymski bazar.

Z agory kieruję się na nadmorską promenadę. Jest już wieczór, zachodzi słońce. Na nabrzeżu odpoczywają tłumy izmirczyków. Jedni spacerują, inni wędkują, leżą na trawnikach lub siedzą na kamieniach, o które rozbijają się fale. Zatrzymuję się w pobliskiej herbaciarni i rozkoszuję się widokiem szczęśliwych ludzi.

Ważne informacje

Podróż i ceny

Do Izmiru nie ma bezpośredniego lotu z Polski. Najlepiej lecieć więc do Stambułu (linie LOT, Turkish Airlines) i tam przesiąść się na lot do Izmiru. Ceny biletów lotniczych w dwie strony zaczynają się od ok. 1500 zł.W Izmirze bez problemu można znaleźć tani nocleg w centrum miasta. Ceny dwugwiazdkowych hoteli zaczynają się od ok. 22 euro za dobę ze śniadaniem. Co ważne, jest w nich czysto, a posiłki są smaczne. Podobnie jest w ulicznych barach i restauracjach. Obiad czy kolacja (mięso z dodatkami, świeżymi warzywami i wodą mineralną) to wydatek rzędu 12 zł. Butelka lokalnego piwa Efes kosztuje ok. 4 zł. Podobne są ceny napojów bezalkoholowych.

Najdroższe są taksówki. Przewóz z lotniska do centrum Izmiru to wydatek rzędu 20 euro, tańsza jest komunikacja autobusowa – ok. 5 euro.

Co zwiedzać?

Zwiedzając metropolię, warto odwiedzić Muzeum Archeologiczne, niedaleko skweru Konak, które posiada wspaniałą kolekcję antyków, w tym posągi Posejdona i Demeter, które stały na tutejszej agorze. Obok Muzeum Archeologicznego jest Muzeum Etnograficzne (m.in. kolekcje dywanów, tradycyjne stroje oraz wielbłądzie uzdy. Muzeum Ataturka mieści się w starym izmirskim domu przy Ataturk Caddesi. A w Muzeum Sztuk Pięknych można zobaczyć dzieła najbardziej znanych tureckich malarzy. Jeśli starczy nam czasu i sił, warto też wstąpić do Muzeum Przyrody (prezentuje historię krajobrazu regionu Morza Egejskiego).

Najstarszym kościołem w Izmirze jest ten pod wezwaniem św. Polikarpa. Natomiast zajazd Kizlaragasi Han jest świetnym przykładem XVIII-wiecznej architektury osmańskiej. Został odnowiony i teraz można go oglądać w pełnej krasie. Na placu Republiki stosi pomnik Ataturka. Postać ojca Republiki skierowana jest w kierunku morza. Posąg wzniesiony w 1933 roku symbolizuje wyzwolenie miasta przez wojska tureckie podczas pierwszej wojny światowej.

Na koniec wycieczki warto odwiedzić Kulturpark – główny park miasta, gdzie jest park rozrywki, zoo, restauracje, ciche ogrody. To tutaj odbywają się Międzynarodowe Targi Izmirskie.

Michał Cessanis, Życie Warszawy, data publikacji: 20.10.2009

[tb_google_map]