Polska

15 lutego 2009

Świat zwiedzają z nosem

Tagi: , , , , , ,

W ich domu na Mokotowie zadomowiły się zapachy z wypraw po całym świecie. Podróżując, odkryli, że każde miejsce to aromatyczna przygoda, i postanowili „obwąchać” różne zakątki Ziemi. Właśnie wydali książkę „Świat w zasięgu nosa”. Z podróżnikami Katarzyną Skawską i Krzysztofem Świdrakiem rozmawia Michał Cessanis.

Niedawno wróciliście z Afryki, byliście na Madagaskarze. Czym pachnie to miejsce?

Katarzyna Skawska: Dla nas ta wyspa jest mieszanką wielu zapachów. Oprócz wędzonego drewna, które jest wynikiem wypalania lasów na drakońską skalę, wywąchaliśmy jeszcze najsłodsze i najbardziej aromatyczne na świecie pomidory. Są małe, podłużne, a jeden pachnie tak intensywnie jak pięć kilogramów.

Krzysztof Świdrak: I jeszcze zapach lemura. Wiemy już, jak pachnie małpiatka w buszu. Na Madagaskarze mieszkaliśmy w drewnianej chacie nad brzegiem oceanu, każdego poranka przychodził do nas oswojony lemur, siadał Kasi na kolanach i czekał, aż go pogłaszcze. Pachniał inaczej, bo mieszkał z ludźmi. Te w buszu wydzielały ostrą, intensywną, ale przyjemną woń. Uderzył mnie jeszcze zapach ryby, który w polskim porcie nas odrzuca. Właśnie w Afryce poczułem surową, dopiero co złowioną rybę.

A czy zapach człowieka może zdradzać, skąd pochodzi?

KŚ: Według nas, tak. Na przykład lotnisko jest taką mieszanką zapachów z całego świata. W naszej książce opowiada o tym Urszula Dudziak. Ludzie są tam na chwilę, ale zostawiają cząstki swojego zapachu. Ale żeby to dostrzec, trzeba pobudzić zmysły, popatrzeć na świat trochę inaczej.

Po zapachu można nawet odróżnić przyjacielski wiatr od wrogiego. Taką umiejętność ma podobno żeglarz Mateusz Kusznierewicz.

KŚ: Bo inaczej pachnie wiatr na morzu, a inaczej na oceanie. Inny jest wiatr wiejący nad jeziorem, który przechodzi przez las, a inny na otwartej przestrzeni. Woda też ma swój zapach, a do tego połączony z nim kolor. Zapach może być zielony albo niebieski. Trzeba węszyć.

Ze swoich podróży przywozicie wiele zdjęć, filmów, zawsze ciekawą opowieść. To nie wystarcza?

KS: Ze zdjęciami jest tak, że jeśli ich nie podpiszesz, to po kilku latach nie pamiętasz dokładnie, gdzie były zrobione. Film nie zawsze możesz obejrzeć, a zapach poczujesz wszędzie. Przywołuje wiele skojarzeń. U ciebie pachnie daktylami. Dla mnie ten zapach zawsze będzie się kojarzył z Syrią, gdzie na śniadanie jedliśmy daktyle i piliśmy słodką kawę z mlekiem.

Ale nie z każdej podróży można przywieźć miłe zapachowe wspomnienia. Martyna Wojciechowska mówi wprost: Indie śmierdzą.

KŚ: My też w Indiach poczuliśmy smród, ale doszukiwaliśmy się innych zapachów. Przywieźliśmy stamtąd tkane pledy, które pachną Indiami: mistycyzmem, buddyzmem, mnichami. Nawet religia ma tam swój zapach, który jest mieszanką kadzideł, lamp maślanych, kwiatów, jedzenia.KS: Zawsze przywozimy pachnące pamiątki. Z Madagaskaru np. mamy dwie skrzynie pachnące żywym drzewem. Czuć je w całym domu.

Specjaliści od tworzenia zapachów przyznają, że każde miejsce ma swoją woń. Coś, co w jednym kraju kojarzy się z zapachem dziecka, czystością, w innym odbierane jest np. jako płyn do mycia podłóg.

KS: Nawet mieszkanie sąsiada pachnie inaczej niż twoje. A zapach ciała, nie takiego wyperfumowanego, ale skóry, ile w tym jest intymności, zagadek…

KŚ: A antykwariat? To mieszanka zapachów z przeszłości.

Powąchajmy Warszawę. I jak?

KŚ: Nie jest tak źle. To specyficzne miasto, mieszanka wielu kultur, narodowości i woni. Moja Warszawa pachnie bułkami, zapiekankami, takimi sprzedawanymi w przejściach podziemnych.

KS: Ale również salą kinową i arabskim targowiskiem, które poczułam, stojąc między Dworcem Centralnym a Pałacem Kultury i Nauki. Wtedy był upał, chodnik rozgrzany, obok podgrzany kosz ze śmieciami i spaliny. Mieszanka jak w Damaszku.

Michał Cessanis, Życie Warszawy, data publikacji: 15.02.2009

[tb_google_map]